Rz: Jak często zgłaszają się do pani przedsiębiorcy, z których ZUS chce ściągnąć zaległe składki?
Dorota Wolicka: Bywają dni, że zgłasza się do mnie kilka osób, które zupełnie przypadkiem dowiedziały się, że ciągle obowiązuje ustawa dająca im prawo do szybkiego umorzenia zaległości wobec ZUS. Przeciętny taki dług to ok. 30–40 tys. złotych. Teraz wystarczy, że osoby te złożą wniosek o umorzenie zaległości. Niepokojące są jednak napływające do nas informacje, że w poszczególnych oddziałach przedsiębiorcy po prostu nie są informowani o tej możliwości. Pracownik ZUS oferuje im natomiast złożenie wniosku o umorzenie zaległości na ogólnych zasadach, z których można skorzystać wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach – gdy przedsiębiorca nie ma już grosza przy duszy ani żadnego innego majątku.
Z czego wynika niechęć do umarzania zaległości przez ZUS?
Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego niektórzy pracownicy Zakładu wprowadzają przedsiębiorców w błąd. Mało tego, ostatnio spotkaliśmy się z kilkoma przypadkami, gdy urzędnik wprost odmówił przyjęcia wniosku o abolicję składek na podstawie ustawy z 9 listopada 2012 r. o umorzeniu należności powstałych z tytułu nieopłaconych składek przez osoby prowadzące pozarolniczą działalność. Okazało się, że wystarczyło wysłać ten wniosek do oddziału listem poleconym. Musiał być wtedy rozpatrzony i dopiero w ten sposób udało się uzyskać pozytywną dla przedsiębiorcy decyzję ZUS. Spodziewaliśmy się tego jeszcze w czasie prac legislacyjnych nad tymi przepisami w Sejmie. Nie przeszła jednak wtedy nasza propozycja, aby ZUS umarzał te zaległości z automatu. Zostaje więc informowanie o takich przypadkach centralę Zakładu w Warszawie.
Czy warto wycofywać sprawę z sądu, aby skorzystać z abolicji składek na podstawie ustawy?