Jeszcze dekadę temu widok rodzica wchodzącego do szkolnej szatni, by pomóc pierwszoklasiście w zapinaniu kurtki czy założeniu butów, był czymś zupełnie naturalnym. Dziś w wielu placówkach na drzwiach wejściowych widnieje kartka „Zakaz wstępu”. Za ten stan rzeczy odpowiadają co najmniej trzy niezależne impulsy legislacyjne i organizacyjne: pandemia Covid-19 z jej reżimami sanitarnymi, stopnie alarmowe wprowadzane na podstawie ustawy antyterrorystycznej oraz – choć pozornie z zupełnie innej dziedziny – tzw. ustawa Kamilka. Problem polega na tym, że restrykcje, które miały być tymczasowe lub proporcjonalne do zagrożenia, w wielu szkołach stały się stałym i zwyczajowym zakazem.