Czwartkowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczył wprawdzie sporu toczącego się w Rumunii, ale był oczekiwany z niecierpliwością także w Polsce przez firmy i instytucje zajmujące się zamówieniami publicznymi. Ma on znaczenie dla organizacji przetargów, w których biorą udział firmy spoza Unii Europejskiej. Może też być wytyczną dla rządowych legislatorów, którzy pracują nad nowelizacją prawa zamówień publicznych.
Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE po tym, jak chiński dostawca taboru kolejowego przegrał w przetargu na dostawę elektrycznych zespołów trakcyjnych, ogłoszonym przez rumuński urząd ds. kolejnictwa. Spór toczył się wokół interpretacji przepisów dyrektywy 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych. Gwarantuje ona równe traktowanie podmiotów z Unii Europejskiej, a także z innych państw (tzw. państw trzecich), które zawarły z UE porozumienia w sprawie dopuszczania do zamówień publicznych. Chiny, podobnie jak np. Turcja, takiej umowy nie podpisały i stąd bierze się wiele podobnych sporów. Tymczasem Rumunia w swoich przepisach przyznała zamawiającym prawo wykluczania podmiotów z Chin. Turcję potraktowano w tych przepisach preferencyjnie jako kraj kandydujący do członkostwa w Unii Europejskiej.