Przez lata prawo pracy patrzyło na bezpieczeństwo pracownika przede wszystkim przez pryzmat tego, co widzialne i mierzalne: maszyny, instalacji elektrycznej, substancji chemicznej, wysokości, temperatury, hałasu przekraczającego normy. Było to podejście konieczne i nadal pozostaje fundamentem odpowiedzialności pracodawcy. Problem polega jednak na tym, że współczesne środowisko pracy coraz częściej obciąża pracownika nie przez jedno oczywiste zagrożenie, lecz przez stałą kumulację bodźców: rozmowy na tzw. open space, intensywne światło, zapachy, powiadomienia, spotkania bez przerw, ruch w polu widzenia, brak przewidywalności dnia i niemożność choćby krótkiej regeneracji poznawczej. Układ nerwowy pracownika nie rozróżnia, czy źródłem przeciążenia jest wadliwa maszyna, nieustanny hałas, migające światło czy seria nieprzerwanych interakcji społecznych. Reaguje napięciem, spadkiem koncentracji, zmęczeniem, bólem, drażliwością, obniżeniem odporności psychicznej, a u części osób również nasileniem objawów neurologicznych lub lękowych. W przypadku osób w spektrum autyzmu, zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, migrenami, epilepsją światłoczułą, zaburzeniami lękowymi czy wysoką wrażliwością sensoryczną to, co dla większości pracowników jest jedynie urokiem nowoczesnego biura, może stać się realną barierą w wykonywaniu pracy.