Jakiej roli gospodarczej oczekujemy od fundacji jako właściciela aktywów? Co to znaczy w praktyce: sprawować nadzór właścicielski, kształtować ład korporacyjny, zarządzać portfelem? Dopiero gdy tę rolę zdefiniujemy, można sensownie rozmawiać o konstrukcji przepisów podatkowych — o tym, czy zwolnienie podmiotowe jest spójne, czy katalog instrumentów inwestycyjnych odpowiada rzeczywistości, czy zasady dotyczące podmiotów powiązanych nie czynią z powiązania sankcji samej w sobie. Kolejność ma znaczenie: najpierw rola, potem prawo, na końcu podatki.

Fundacja rodzinna, wprowadzona do polskiego porządku prawnego w maju 2023 roku, była odpowiedzią na realną potrzebę. Blisko 830 tysięcy firm rodzinnych działało w Polsce bez narzędzia, które pozwoliłoby im przetrwać zmianę pokoleniową bez rozdrobnienia majątku, utraty kontroli lub wojen spadkowych. Ustawa dała to narzędzie. Dała jednak także coś, czego nikt nie planował: niepewność co do tego, co wolno, a czego nie.

Fundatorzy działają dziś w przestrzeni, której granice są nieczytelne. Gdzie kończy się dozwolone „uczestnictwo w spółkach”, a zaczyna niedozwolone „zarządzanie”? Kiedy usługa zarządcza realizowana na rzecz własnej spółki zależnej uruchamia szereg ryzyk podatkowych? Kiedy staje się ukrytym zyskiem nawet jeżeli jej wartość jest rynkowa? W jaki sposób fundacja może budować swoją alokację walutową? To nie są pytania akademickie. Mają bezpośrednie konsekwencje podatkowe i prawne dla fundacji, które już dziś funkcjonują — i dla tych, które mogłyby powstać, gdyby środowisko prawne było klarowne.

Tekst ten porządkuje argumentację w trzech krokach: najpierw rola fundacji rodzinnej, potem narzędzia, w jakiej powinna być wyposażona, na końcu podatki. I jedna zasada, bez której poprzednie trzy nie mają sensu: stabilność prawa. Fundacja rodzinna ma trzy lata — wystarczająco dużo, żeby zobaczyć, gdzie prawo fundatorom sprzyja, a gdzie pozostawia ich bez odpowiedzi. Żeby to zmienić, potrzebne są świadome decyzje, podjęte na poziomie ustawodawczym, i podjęte teraz.

Holding pasywny — co to znaczy i dlaczego to ważne

Holding pasywny to struktura, która sprawuje nadzór właścicielski nad spółkami portfelowymi bez prowadzenia własnej działalności operacyjnej. Jest świadomym właścicielem — monitoruje wartość aktywów, kształtuje ład korporacyjny grupy, decyduje o inwestycjach i polityce dywidendowej. W praktyce może to oznaczać także świadczenie usług na rzecz spółek zależnych: zarządzania mieniem, doradztwa strategicznego, czy wsparcia finansowego. I właśnie tu zaczyna się problem — bo fundacja, która uczestniczy w takich przepływach z podmiotami powiązanymi, wchodzi w strefę ryzyka podatkowego niezależnie od tego, czy transakcja jest rynkowa i uzasadniona.

Fundacja rodzinna do roli holdingu pasywnego jest wprost stworzona. Art. 5 ust. 1 ustawy o fundacji rodzinnej wprost zezwala na przystępowanie do spółek handlowych i uczestnictwo w nich, nabywanie i zbywanie papierów wartościowych oraz udzielanie pożyczek spółkom zależnym i beneficjentom. To jest dokładnie katalog czynności holdingu pasywnego. Zwolnienie podmiotowe z CIT na mocy art. 6 ust. 1 pkt 25 ustawy o CIT oznacza, że dywidendy otrzymywane od spółek zależnych, przychody ze zbycia udziałów lub akcji i odsetki od pożyczek nie są opodatkowane na poziomie fundacji — do momentu dystrybucji świadczeń na rzecz beneficjentów. To odroczenie opodatkowania jest sensem ekonomicznym każdego holdingu.

Zwolnienia holdingowe są standardem w europejskich systemach podatkowych. Dla różnych podmiotów holdingowych przewidziano szeroki katalog zwolnień: od zwolnienia partycypacyjnego - obejmującego dochody z tytułu udziału w spółkach kapitałowych, ujednoliconego na poziomie UE - po dalej idące zwolnienia obejmujące zyski kapitałowe ze zbycia udziałów i akcji, przyznawane wybranym podmiotom w przepisach krajowych. W Polsce z tego szerszego zwolnienia korzystają spółki holdingowe, alternatywne spółki inwestycyjne i fundusze inwestycyjne zamknięte. Fundacja rodzinna jako holding pasywny jest naturalnym uzupełnieniem tego ekosystemu — skierowanym do rodzin przedsiębiorczych, nie do podmiotów instytucjonalnych. Zwolnienie fundacji i zwolnienia dostępne dla innych podmiotów holdingowych realizują ten sam cel: unikanie wielokrotnego opodatkowania kapitału reinwestowanego w strukturze właścicielskiej. Są to porównywalne instrumenty, a zatem powinny być tak samo traktowane.

Fundacja jako holding — i coś więcej

Fundacja rodzinna jako holding powinna korzystać z tych samych zasad, co inne podmioty holdingowe. Nie jest to żaden przywilej, lecz wyraz spójnej logiki systemowej. Gdyby ta sama rodzina działała dla przykładu w formie spółki holdingowej lub funduszu inwestycyjnego, prawo do zwolnienia byłoby oczywiste. Fundacja jednak realizuje cel, którego żadna spółka osiągnąć nie może: zapewnia integralność majątku rodzinnego przez pokolenia. I to nie jest dekoracja — to fundament, dla którego cała konstrukcja ma sens.

Fundacja rodzinna nie ma udziałów. Majątek wniesiony do fundacji przestaje należeć do kogokolwiek — należy do samej fundacji. Ta cecha, pozornie formalna, ma fundamentalne znaczenie dla ochrony portfela inwestycyjnego w długim horyzoncie.

W klasycznej strukturze holdingowej udziały są składnikiem majątku osobistego wspólnika. Podlegają dziedziczeniu, podziałowi majątkowemu w razie rozwodu, egzekucji komorniczej, roszczeniom zachowkowym. Każde z tych zdarzeń może doprowadzić do rozdrobnienia pakietu kontrolnego lub wymuszenia sprzedaży aktywów. Badania nad firmami rodzinnymi wskazują, że właśnie te ryzyka — nie brak następcy, nie kwestia podatkowa — są główną przyczyną utraty przez rodziny kontroli nad zbudowanym majątkiem w perspektywie dwóch lub trzech pokoleń.

Fundacja rodzinna przecina ten węzeł. Ponieważ nie ma udziałów (akcji), nie ma czego dziedziczyć, dzielić ani egzekwować na poziomie właścicielskim. Majątek fundacji jest niepodzielny i nienaruszalny tak długo, jak istnieje fundacja. Fundator definiuje w statucie cel, zasady dystrybucji świadczeń i reguły sukcesji zarządczej — i te reguły wiążą wszystkie przyszłe pokolenia beneficjentów, bez możliwości (co do zasady) jednostronnej zmiany przez żadnego z nich. Fundacja rodzinna to holding bez udziałów, który nie może zostać zakwestionowany przez spadkobierców, podzielony przez sąd ani przejęty przez wierzyciela. To właściwość, jakiej żadna spółka holdingowa nie posiada. Akumulacja, a w konsekwencji budowanie potencjału inwestycyjnego danej rodziny, jest możliwa tylko wtedy, gdy majątek pozostaje zwarty — fundacja to gwarantuje.

Warto podkreślić, że gromadzenie majątku rodzinnego w ramach fundacji, w tym w szczególności generowanych ze spółek portfelowych dywidend, odsetek od pożyczek lub środków powstałych po sprzedaży przedsiębiorstwa, jest krytyczne z punktu widzenia zatrzymania dużego kapitału w kraju. To z kolei ma niebagatelne przełożenie na rozwój polskiego rynku kapitałowego.

Gdzie leży problem?

Ustawa o fundacji rodzinnej przyjęła model katalogu zamkniętego: fundacja może tylko to, co wprost dopuszczono. To wybór celowy. Ale nawet w granicach tego, co dozwolone, fundatorzy nie mają pewności — bo ustawa nie rozstrzygnęła, m.inn. jak fundacja ma w praktyce realizować swoją rolę właścicielską.

Obszary niepewności są co najmniej trzy. Pierwszy dotyczy granicy między wykonywaniem praw korporacyjnych a aktywnością holdingową. Głosowanie na zgromadzeniu wspólników, zatwierdzanie sprawozdań, powoływanie zarządu — to bezsprzecznie mieści się w „uczestnictwie w spółkach” z art. 5 ust. 1 pkt 3 ustawy o fundacji rodzinnej. Problem zaczyna się tam, gdzie fundacja wychodzi poza formalne uprawnienia właścicielskie: uczestniczy w procesie budżetowania, czy kształtuje strategię grupy. Granica między „zatwierdzam jako wspólnik” a „zarządzam jako holding” jest w ustawie nieczytelna — i to właśnie tę granicę wyznacza dziś wyłącznie praktyka interpretacyjna organów skarbowych.

Drugi obszar niepewności dotyczy usług wspólnych. Fundacja posiadająca kilka spółek portfelowych mogłaby naturalnie centralizować obsługę prawną, IT czy HR i świadczyć te usługi spółkom zależnym. Ale to już wykracza poza katalog art. 5 ustawy — działalność gospodarcza zagrożona stawką sankcyjną 25% CIT. Jedyne wyjście to osobna spółka serwisowa. Tyle że wynagrodzenie płacone jej przez fundację — nawet rynkowe — może zostać zakwalifikowane przez organy podatkowe jako ukryty zysk z art. 24q ustawy o CIT i opodatkowane 15% CIT. Intuicja podpowiada, że cena rynkowa powinna chronić. Tu nie chroni.

Trzeci problem związany jest z określeniem zasad, na jakich fundacja rodzinna może budować ekspozycję na waluty obce. Aktualne brzmienie art. 5 ust. 1 pkt. 6 ustawy wydaje się zbyt restrykcyjne i budzi wątpliwości w zakresie dopuszczalności nabywania przez fundację walut obcych w celu dywersyfikacji ryzyka walutowego oraz prowadzenia działalności inwestycyjnej.

Konsekwencja jest taka, że fundatorzy budują struktury dwupoziomowe — fundacja jako właściciel udziałów holdingu, holding jako aktywny zarządca — tam, gdzie wystarczyłby jeden podmiot. Każda dodatkowa warstwa to koszty: transakcyjne, podatkowe, operacyjne. To nie jest racjonalizacja struktury — to jej obejście wymuszone brakiem jasności prawa.

Potrzebna jest nowelizacja, która jasno określi: fundacja może być świadomym właścicielem — może wykonywać prawa korporacyjne, kształtować ład grupy kapitałowej i nadzorować spółki portfelowe — bez ryzyka, że zostanie to uznane za niedozwoloną działalność gospodarczą albo ukryty zysk.

Przestroga z Londynu — czego Polska powinna unikać

Wielka Brytania przez dwie dekady budowała reputację jurysdykcji przyjaznej zamożnym rodzinom za pomocą reżimu non-domiciled. Jeden cykl legislacyjny — zniesienie tego reżimu bez zastąpienia go inną zachętą — wystarczył, by uruchomić odpływ, który okazał się droższy od zakładanych zysków. Badania Oxford Economics (2024) pokazują, że nawet 32% populacji non-domów może opuścić Wielką Brytanię do 2029/30 roku — co przy pesymistycznym scenariuszu da fiskalny koszt netto zamiast zysku: minus 0,9 mld GBP rocznie wobec zakładanego zysku 3 mld GBP. Centre for Economics and Business Research (2025) szacuje, że przy emigracji na poziomie 25% podatnicy non-dom zostawią lukę podatkową 4,6 mld GBP w samym 2025 r.

Polska fundacja rodzinna działa na zasadzie lustrzanej: zwolnienie podmiotowe zachęca zamożne rodziny do zatrzymania majątku w kraju i budowania go przez pokolenia. Należy jednak pamiętać, że kapitał przedsiębiorczy jest z natury mobilny i wielojurysdykcyjny — szuka otoczenia przewidywalnego i stabilnego. Włochy, Grecja i Cypr oferują dziś flat fee i wieloletnie okresy preferencji podatkowych dla zamożnych rezydentów właśnie dlatego, że rozumieją logikę retencji. Jeśli Polska będzie stopniowo rozszerzała katalog wyłączeń ze zwolnienia, stosowała rozszerzającą wykładnię ukrytego zysku i brak będzie jasności co do granic dozwolonej działalności — uzyskamy efekt analogiczny do brytyjskiego: kapitał znajdzie drogę do jurysdykcji, które oferują tę stabilność.

Trzy decyzje — model, narzędzia, podatki

Polska fundacja rodzinna jest instrumentem nowoczesnym i potrzebnym. Jej potencjał jest realny. Ale żeby się zrealizował, potrzebne są trzy decyzje — świadome i podjęte na poziomie ustawodawczym.

Decyzja pierwsza — co do modelu

Ustawodawca powinien wyraźnie określić, że fundacja rodzinna może pełnić rolę świadomego właściciela — wykonywać prawa korporacyjne, kształtować ład grupy kapitałowej i nadzorować spółki portfelowe — bez ryzyka, że zostanie to zakwalifikowane jako prowadzenie działalności gospodarczej poza katalogiem art. 5 ustawy. Dziś tej granicy nie ma. Potrzebna jest nowelizacja, która da fundatorom tę jasność.

Decyzja druga — co do narzędzi

Fundacja powinna otrzymać pełny zestaw instrumentów zarządczych właściwych dla holdingu pasywnego — od prawa do informacji i wglądu, przez mechanizmy wyznaczania progów decyzyjnych wobec spółek portfelowych, po zdolność do centralnego zarządzania płynnością grupy — bez ryzyka, że każde z tych działań zostanie zakwalifikowane jako działalność gospodarcza lub ukryty zysk. Dziś te narzędzia są albo niedostępne dla fundacji, albo dostępne wyłącznie na poziomie spółki holdingowej.

Decyzja trzecia — co do zwolnienia podatkowego

Polska potrzebuje nowoczesnego zwolnienia podatkowego dla fundacji rodzinnej — spójnego z logiką zwolnienia partycypacyjnego dostępnego dla innych podmiotów holdingowych, przewidywalnego w czasie i odpornego na rozszerzającą wykładnię organów podatkowych. Obecne zwolnienie podmiotowe jest co do zasady właściwe. Problem leży w konstrukcji wyłączeń. Przepisy ustawy o CIT zbudowane są tak, że samo powiązanie, niezależnie od rynkowości transakcji, wyklucza ochronę. Rynkowe wynagrodzenie za usługi zarządcze jest ukrytym zyskiem, najem majątku spółce zależnej wypada ze zwolnienia, nie dlatego, że transakcje są nieuzasadnione, ale dlatego, że podmiot jest powiązany. Powiązanie samo w sobie staje się sankcją. To nie jest system, który sprzyja akumulacji kapitału.

Konkluzja

Polska aspiruje do roli regionalnego centrum kapitałowego dla rodzinnych przedsiębiorstw z Europy Środkowej i Wschodniej. Fundacja rodzinna mogłaby być jednym z kluczowych elementów tej oferty — dla tych, którzy chcą robić więcej: budować struktury wielopokoleniowe, akumulować kapitał, inwestować w Polsce zamiast wyprowadzać go za granicę przez zagraniczne struktury holdingowe.

Chcemy być jednak precyzyjne: to nie jest głos za deformacją fundacji ani za jej wykorzystywaniem w celach, do których nie została stworzona. Fundacja rodzinna nie jest wehikułem do szybkiej optymalizacji podatkowej, nie jest narzędziem do wyprowadzania zysków pod pozorem sukcesji, nie jest strukturą dla tych, którzy szukają furtki, a nie domu. Jasne granice dozwolonej działalności są potrzebne właśnie dlatego, żeby chronić fundacje działające uczciwie — przed zarzutem, że robią to samo co te, które stanowią wyłącznie przejaw agresywnej optymalizacji podatkowej. Precyzja przepisów służy ochronie dobrej praktyki, nie jej rozmywaniu.

Jednocześnie uczciwa rozmowa o roli fundacji wymaga przyznania, że obecny katalog dozwolonych instrumentów inwestycyjnych jest zbyt wąski wobec rzeczywistości rynkowej. Fundacja zarządzająca majątkiem wielopokoleniowym powinna mieć dostęp do pełnego spektrum nowoczesnych klas aktywów — w tym walut obcych i aktywów cyfrowych, takich jak kryptowaluty, które są dziś integralną częścią portfeli inwestycyjnych zarządzanych przez profesjonalne podmioty na całym świecie. Zamknięcie fundacji na te instrumenty nie chroni jej przed ryzykiem — popycha majątek poza strukturę, gdzie jest chroniony gorzej. Rozszerzenie katalogu art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej to nie przywilej — to dostosowanie prawa do rzeczywistości i zasad racjonalnego zarządzania majątkiem.

Mamy instrument. Mamy cel. Brakuje nam precyzji w realizacji: jasnych granic dozwolonej działalności, pełnych narzędzi zarządczych i zwolnienia podatkowego, które nie jest negowane przy pierwszej okazji legislacyjnej. I brakuje nam czegoś, bez czego tamte trzy są niewystarczające: stabilności prawa. Fundatorzy planują na pokolenia — nie na kadencję parlamentarną. Prawo, które zmienia się szybciej niż fundacja zdąży okrzepnąć, nie jest prawem sprzyjającym akumulacji i retencji majątku. Jest prawem sprzyjającym ucieczce. Bez tych czterech elementów fundacja rodzinna będzie działać poniżej swojego potencjału — i zamiast zatrzymywać kapitał przedsiębiorczy w Polsce, będzie skłaniać do budowania poza jej granicami struktur, które ten kapitał skutecznie chronią.

Fundacja rodzinna to holding bez udziałów, który nie może zostać rozdrobniony przez spadkobierców, podzielony przez sąd ani przejęty przez wierzyciela. To przewaga, jakiej żadna spółka nie oferuje. Ale ta przewaga zrealizuje się tylko wtedy, gdy fundacja będzie mogła działać — świadomie, bez obaw, z pełnym zestawem narzędzi i w otoczeniu prawnym, które jest przewidywalne i stabilne. Dajmy jej tę możliwość.

autorki: Beata Krzyżagórska - Żurek, adwokat i partner zarządzająca w kancelarii Krzyżagórska Łaboda sp. p. oraz Dorota Wieczorkowska, doktor nauk prawnych