Pojęcie godziwego wynagrodzenia ma swoje źródło w umowie międzynarodowej – Europejskiej Karcie Społecznej z 1961 r. (zwanej też Konwencją Turyńską), którą Polska podpisała w 1991 r. w związku ze wstąpieniem do Rady Europy. Jej art. 4 zobowiązuje strony do „uznania prawa pracowników do takiego wynagrodzenia, które zapewni im i ich rodzinom godziwy poziom życia”.
Eksperci Rady Europy wyliczyli, że wynagrodzenie osiągnie poziom godziwości, gdy nie będzie niższe niż 68 proc. przeciętnego wynagrodzenia w danym kraju. U nas oznaczałoby to kwotę około 2500 zł.
Do kodeksu zasadę godziwości wynagrodzenia za pracę wprowadzono 2 czerwca 1996 r. Następnie Polska ratyfikowała Kartę, ale z pominięciem postanowienia o godziwym wynagrodzeniu. Stąd jedynym wyznacznikiem dolnego progu wynagrodzenia za pracę było i nadal pozostaje w naszym kraju to minimalne.
Syntetycznie ujął to Sąd Najwyższy w wyroku z 17 lipca 2011 r. (II PK 18/11). Zgodnie nim „z prawa do godziwego wynagrodzenia (art. 13 kodeksu pracy) pracownik nie może wywodzić roszczenia o podwyższenie wynagrodzenia za pracę, poza żądaniem jego wyrównania do poziomu wynagrodzenia minimalnego”.
Jakkolwiek by na to patrzeć, wynagrodzeniem godziwym dla Kowalskiego będzie wynagrodzenie minimalne. A to, czy 1500 zł brutto wystarczy na godziwe życie Kowalskiego i jego rodziny, to już jest zmartwienie Kowalskiego.