Żądania organów podatkowych są oparte na aktach wewnętrznych administracji, nierzadko niemających potwierdzenia w przepisach dotyczących podatników. Obowiązujące przepisy nie dają organom podstawy do tego, aby żądać od podatnika wszystkich, nawet najbardziej szczegółowych informacji o jego wydatkach. Urząd skarbowy lub organ kontroli skarbowej powinien podać podstawę prawną żądania informacji o wydatkach i dowodów ich poniesienia. Podatnicy nie muszą pamiętać, ile zapłacili za rodzinne wczasy w 1992 r., i trzymać kwitów. To organ powinien – z pomocą dostępnych mu środków i źródeł, np. rocznych zeznań PIT – ustalić dochody kontrolowanego i porównać je ze znanymi mu wydatkami, np. aktem notarialnym zakupu mieszkania czy domu. Organy muszą najpierw same wykonać maksimum działań, zanim zwrócą się o wyjaśnienia. Jeżeli tego nie zrobią, to podatnik może odmówić wyjaśnień, i to bez ryzyka ukarania karą porządkową w rozumieniu ordynacji podatkowej. Co więcej, takie prowadzenie postępowania, w którym kontrolowany od początku musi udowadniać, że jego wydatki nie są wyższe od dochodów, też narusza konstytucyjną zasadę praworządności.
A może wystarczy sprecyzować ten lakoniczny przepis?
Zdecydowanie. Przecież nie jest on adresowany do profesjonalistów, lecz do zwykłych obywateli, którzy tak naprawdę nie zdają sobie nawet sprawy z konsekwencji podatkowych rozliczeń. Inną kwestią jest przestrzeganie przez służby skarbowe zasad konstytucyjnych. One moim zdaniem nie pozwalają żądać tak szczegółowych informacji, które poza postępowaniem w sprawie nieujawnionych źródeł przychodu nie mają znaczenia w rozliczeniach podatkowych. A wtedy mamy do wyboru: albo organ samodzielnie ustali wysokość wydatków i dochodów podatnika, co w praktyce jest niemożliwe, albo zaakceptuje jego oświadczenie. Może być ono złożone również pod rygorem odpowiedzialności karnej. Nie zmienia to jednak faktu, że wydatki konkretnej osoby wciąż pozostają niewiadomą. Owszem, państwo może nakazać wszystkim obywatelom stałe zbieranie szczegółowych informacji o ich wydatkach i dochodach, także tych nieopodatkowanych, choć tylko nieliczni będą musieli się z nich tłumaczyć. Takie rozumienie przepisów naruszałoby jednak konstytucyjną zasadę proporcjonalności. Polega ona na dobieraniu takich środków prawnych, które w najmniej uciążliwy sposób dążą do osiągnięcia celu. Niezgodne z tą zasadą jest więc zobowiązanie do gromadzenia i zbierania wszelkich informacji o wydatkach i dochodach, które nie służą normalnemu wypełnianiu obowiązków podatkowych, bo globalne koszty takich obowiązków są niewspółmierne do rezultatów.
Urzędnicy są dociekliwi. Czy mogą jednak pytać o wydatki wkraczające w sferę prywatności?
Konstytucja zapewnia prawo do prywatności, intymności i ochrony informacji o danej osobie. Oznacza to, że w życie intymne obywateli państwo nie ma w ogóle prawa wnikać. Tymczasem urzędnicy żądają nie tylko informacji o tym, ile podatnik wydał na żywienie, ubranie czy wypoczynek, ale i dowodów ich poniesienia. To jest prywatna sprawa obywateli i żaden przepis podatkowy nie daje fiskusowi prawa do żądania tego. Co więcej, w ochronie życia prywatnego zawiera się ochrona życia intymnego obywateli. Tymczasem wśród informacji, jakich żądają organy, są też wydatki na leczenie. Nikogo nie musimy informować, ile wydajemy na wyżywienie, ile na wypoczynek, a ile na leczenie. A w tym konkretnym postępowaniu państwo chce, abyśmy to wiedzieli i powiedzieli. Bo z tego wywodzone są określone skutki dla podatnika.
Działanie fiskusa nie ogranicza się do podatnika. Przy takiej okazji sprawdzani są także jego krewni...