Przejdźmy do konkretów. Kasowy podatek dochodowy dla firm. Organizacje przedsiębiorców oceniły propozycję pozytywnie, bo rozliczenie z fiskusem dopiero po otrzymaniu pieniędzy od kontrahenta powinno poprawić płynność finansową tych, którzy mają problemy z zatorami płatniczymi. Ale księgowi mówią – metoda kasowa przyniesie dużo pracy i skomplikuje rozliczenia. Co Pan na to?
Rozwiązania zmniejszające obciążenia firm, które padły ofiarą zatorów płatniczych są potrzebne. Ale mam wrażenie, że pomysłodawcy kasowej metody opodatkowania nie zdają sobie sprawy, jaka to jest rewolucja w rozliczeniach przedsiębiorców. Księgowi mają rację wskazując, że każdą fakturę (przychodową i kosztową) trzeba będzie sprawdzić z rachunkiem bankowym. To dużo dodatkowej pracy i może spowodować podniesienie cen usług biur rachunkowych. Na pewno nie jest to uproszczenie, wręcz przeciwnie.
Podwyższenie kwoty wolnej. Jedni chcą do 60 tys. zł, inni do dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia. To chyba nie jest trudne do zrobienia?
Sam zabieg legislacyjny faktycznie nie jest skomplikowany, trzeba zmienić skalę podatkową oraz, przy tej drugiej propozycji, wprowadzić mechanizm waloryzacji. Nie zagmatwa to systemu podatkowego. Da natomiast obywatelom realne oszczędności. Zgodnie z zapowiedziami podwyższenie kwoty wolnej do 60 tys. zł rocznie spowoduje, że pensje do 6 tys. zł brutto i emerytury do 5 tys. zł brutto miesięcznie nie będą w ogóle opodatkowane. Oczywiście są to bardzo uproszczone wyliczenia, tym bardziej, że politycy posługują się różnymi pojęciami – brutto, netto, przychód, dochód.
W propozycjach przedwyborczych znajdziemy też podatek progresywny. Najwyższy, 40 proc. PIT ma objąć zarabiających powyżej 500 tys. zł rocznie. Jakby na to nie patrzeć, będzie to dla nich podwyżka podatku. Dla zarabiających mniej PIT ma być odpowiednio niższy albo zerowy. Podatek progresywny trochę skomplikuje system, ale po modyfikacji programów księgowych jego obliczanie powinno przebiegać już sprawnie.
Pamiętajmy jednak, że nawet tym, którzy nie płacą podatku zostaje składka zdrowotna. Po reformie rozliczeń wprowadzonej przez Polski Ład stała się ona de facto podatkiem.