Takie zabezpieczenie jest standardem przy sprzedaży nieruchomości i zabezpiecza kontrahentów na wypadek nielojalności drugiej strony.
30 mln zł zadatku
W tej sprawie chodziło o sprzedaż prawa użytkowania wieczystego 2,5-ha działki budowlanej w atrakcyjnej dzielnicy Gdańska, na której spółka deweloperska zamierzała zainwestować 1,6 mld zł. Cenę określono na 300 mln zł, a zadatek na 30 mln zł. Deweloper przekazał go sprzedającemu. Jak to w takich umowach bywa, opisano w niej 32 sytuacje, kiedy można od umowy odstąpić bez utraty zadatku, np. ujawnienie dawnego cmentarza na terenie działki czy zakopanych instalacji, ale też wskazano roszczenia reprywatyzacyjne – i te ujawniły się przy tej transakcji.
Termin podpisania umowy finalnej dwa razy przedłużano, co skutkowało zwiększeniem ceny o 14 mln zł, gdyż ceny wtedy rosły. Do umowy jednak nie doszło, bo tuż przed terminem kupujący dowiedział się, że do działki zgłasza roszczenia reprywatyzacyjne Jadwiga W. W tej sytuacji odstąpił od umowy i zażądał zwrotu zadatku.
Dwa dni później od umowy odstąpił też sprzedawca z powodu niezawarcia jej na czas i zadatek zatrzymał. Zaliczkę zresztą też. Z zadatkiem jest zaś tak, że w razie niewykonania umowy przez jedną ze stron druga może od umowy odstąpić i otrzymany zadatek zachować, a jeżeli sama go dała, żądać sumy dwukrotnie wyższej.
Zataił, więc odda
Kupujący zażądał zwrotu zadatku. Sąd Okręgowy w Gdańsku żądanie oddalił, uznając, że Jadwiga W. nie jest spadkobiercą, otrzymała swego czasu odszkodowanie za wywłaszczenie z działki, a sprzedawca od umowy skutecznie odstąpił, więc mógł zatrzymać 30 mln zł. Werdykt utrzymał sąd apelacyjny. W tym czasie w innym procesie inny sąd ustalił prawomocnie, że również zatrzymanie zaliczki było trafne.