Jeden z rzeszowskich przedsiębiorców Robert T. postanowił w nowo otwartym centrum handlowym prowadzić sklep z rzeczami „z górnej półki", a mianowicie z odzieżą i akcesoriami luksusowych marek włoskich. W tym celu na pięć lat zawarł umowę najmu dużego, bo aż 140-metrowego salonu, w nowo otwieranej galerii handlowej. Szybko jednak zaczął żałować swojej decyzji. Klienci bowiem nie przychodzili do niego masowo. Za swoje niepowodzenia zaczął winić sąsiedztwo. Wniósł więc przeciwko spółce prowadzącej centrum handlowe pozew do Sądu Okręgowego w Rzeszowie o ustalenie, że umowa najmu jest nieważna.
Zbyt zwyczajne sąsiedztwo
Robert T. tłumaczył, że jeszcze przed zawarciem umowy najmu, na etapie negocjacji, spółka prowadząca centrum handlowe obiecała, że po obu stronach jego lokalu powstaną salony z luksusowymi markami włoskimi oraz włoska restauracja. Wynikło to też z tzw. mapy komercjalizacji centrum dołączonej do jego umowy najmu. Tymczasem po otwarciu galerii handlowej zamiast luksusowych salonów i restauracji otwarto „zwykłe" sklepy i urządzono plac zabaw dla dzieci.
Według Roberta T. rodzaj lokali sąsiadujących z jego salonem miał kluczowe znaczenie marketingowe. Klienci „tanich" sklepów nie będą bowiem zainteresowani jego asortymentem. Natomiast gdyby zamiast sieciówek powstały obiecane luksusowe salony, byłoby zdecydowanie inaczej. Chętnych byłoby więcej i jego salon cieszyłby się popularnością.
Robert T. podkreślił też, że wybór lokalizacji uzgadniał z dostawcami swoich towarów, którzy ją zaakceptowali ze względu na planowane sąsiedztwo innych włoskich firm. Zdaniem Roberta T. spółka z pewnością wiedziała w chwili zawarcia z nim umowy, że w sąsiedztwie jego sklepu nie powstaną sklepy, które były oznaczone na mapie dołączonej do jego umowy. Został więc wprowadzony w błąd.
Trzeba czytać, co się podpisuje
Natomiast spółka prowadząca galerię wniosła o oddalenie powództwa w całości. W jej ocenie podniesiony przez Roberta T. zarzut nieważności umowy zawartej pod wpływem błędu jest nieuzasadniony. Umowa najmu bowiem nie gwarantowała mu sąsiedztwa sklepów marek włoskich czy włoskiej restauracji. Ponadto on sam doskonale wiedział, jakie sklepy powstaną w jego sąsiedztwie. Na każdym bowiem lokalu znajdowała się informacja w tej sprawie.