- Po trzech godzinach pracy podwładny e-mailem złożył wniosek o urlop na żądanie, po czym opuścił miejsce pracy. Napisał tylko, że musiał tak zrobić, ponieważ źle się poczuł. Zwolniłem go dyscyplinarnie, tj. bez wypowiedzenia. Jednak pracownik złożył pozew przeciwko mnie o odszkodowanie za niezgodne z prawem rozwiązanie umowy o pracę. Wskazuje w nim też, że był przekonany, że postąpił prawidłowo. Czy rozwiązanie angażu bez wypowiedzenia było zgodne z prawem? Czy sąd może przyznać pracownikowi odszkodowanie? – pyta czytelnik.
Warunkiem rozwiązania umowy o pracę w trybie art. 52 § 1 pkt 1 kodeksu pracy jest zarówno bezprawność działania lub zaniechania pracownika, rozumiana jako zachowanie naruszające jego obowiązki objęte treścią stosunku pracy, jak i stosunek psychiczny sprawcy do skutków swojego postępowania określony wolą i możliwością przewidywania (świadomością). Zgodnie z literalnym brzmieniem tego przepisu szef może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika, gdy ten ciężko narusza podstawowe obowiązki służbowe.
Te o charakterze powszechnym wymienia art. 100 k.p. Do nich zakwalifikowano m.in. przestrzeganie czasu pracy ustalonego w zakładzie pracy (art. 100 § 2 pkt 1 k.p.).
W podanym stanie faktycznym – na tzw. pierwszy rzut oka wydaje się więc, że ten obowiązek pracownik naruszył, skoro opuścił miejsce pracy przed zakończeniem swojego dnia zadań.
Zbyt późne zgłoszenie
Przy czym, co istotne, uprzedził pracodawcę o zamiarze skorzystania z urlopu na żądanie. Jednak właściwą ocenę postępowania pracownika należy poprzedzić wykładnią art. 1672 zdanie drugie k.p. Stanowi on, że pracownik zgłasza żądanie udzielenia urlopu najpóźniej w dniu jego rozpoczęcia. Przepis ten nie prowadzi do przesądzających rezultatów w sprawie określenia ostatecznego terminu złożenia wniosku o udzielenie tzw. urlopu na żądanie. Zgodnie z tą regulacją pracownik zgłasza bowiem żądanie udzielenia urlopu najpóźniej w dniu jego rozpoczęcia.