Warsztaty samochodowe, firmy montujące urządzenia chłodnicze, a także ich pracownicy będą musieli mieć specjalne certyfikaty. Bez nich za trzy miesiące nie będą mieć prawa dotknąć się do czynników chłodniczych, które są np. w klimatyzacjach, chłodniach i pompach ciepła.

Taki wymóg wprowadza nowa ustawa o substancjach zubażających warstwę ozonową, która w piątek 10 lipca wchodzi w życie. Już powinny ruszyć szkolenia oraz egzaminy dla przedsiębiorców i ich pracowników.

– Ustawa bez rozporządzeń wykonawczych pozostaje martwym prawem. Wciąż nie ma np. rozporządzenia wskazującego formalnie jednostkę certyfikującą (Urząd Dozoru Technicznego) i umożliwiają urzędom przygotowanie się i wydawanie certyfikatów dla przedsiębiorców oraz ich personelu – mówi Grzegorz Gontarz, dyrektor Krajowego Forum Chłodnictwa.

Posypią się kary

Nie wiadomo, kiedy minister gospodarki wyda takie rozporządzenie. Tymczasem, jeżeli za trzy miesiące pracownik serwisu klimatyzacji i przedsiębiorca prowadzący taką działalność nie będą mieli nowych certyfikatów, to narażą firmę na kary. Przedsiębiorca zapłaci do 3 tys. zł za brak uprawnień pracownika i do 10 tys. zł, gdy sam nie będzie miał certyfikatu.

– Jeżeli nie ma przepisów wykonawczych pozwalających działać zgodnie z ustawą, kary nie powinny być nakładane – mówi Jakub Dąbrowski z kancelarii Linklaters.

Reklama
Reklama

4 mln instalacji chłodniczych będą musiały zarejestrować firmy

Koszt szkolenia ma wynieść od 500 zł do 1 tys. zł. Za uzyskanie certyfikatu trzeba będzie zapłacić niecałe 1900 zł od przedsiębiorcy i około 118 zł od pracownika.

Katarzyna Pliszczyńska, rzecznik Ministerstwa Środowiska, zaznacza, że szkolenia nie są jednak obowiązkowe. Od razu będzie można pójść na egzamin.

Opłaty mogą wpłynąć na ceny usług. Podwyżki jednak ograniczy duża konkurencja na rynku.

– Te koszty nie są na tyle duże, by przerzucać je na klientów – twierdzi właściciel jednego z serwisów klimatyzacji samochodowych.

Koszty poniosą także posiadacze dużych systemów klimatyzacyjnych i chłodniczych. Będą musieli robić przeglądy urządzeń i zarejestrować się w specjalnej bazie danych. Według szacunków w Polsce może być kilka milionów instalacji, które będą musiały spełnić nowe wymagania. Zmiany są jednak konieczne.

10 tys. zł może wynieść kara dla firmy, która nie będzie miała nowego certyfikatu

Unijny przymus

– Wymagają tego unijne przepisy. Pozwolą kontrolować rynek substancji szkodliwych dla środowiska – mówi Jakub Dąbrowski.

Część przedsiębiorców czeka na nowe przepisy z niecierpliwością. – Polskie firmy nie mają certyfikatów, nie są w stanie realizować zamówień na rynkach UE – podkreśla Grzegorz Gontarz.

Okazuje się, że niektóre tracą zamówienia także w Polsce, gdy zleceniodawcami są zagraniczne koncerny działające na naszym rynku. Wymagają one certyfikatów, które od lat są konieczne w innych państwach Unii Europejskiej.

Podstawa prawna: ustawa z 15 maja 2015 r. DzU z 25 czerwca 2015 r., poz. 881