Wyrok, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Łodzi, otwiera szeroko drzwi do sądu osobom zatrudnianym na kilku umowach tylko po to by, zaoszczędzić na składkach ZUS i dodatkach za nadgodziny.
Sprawa, którą zajął się sąd, dotyczyła ochroniarza z dziesięcioletnim stażem, jeżdżącego od lat w konwojach z gotówką. Codziennie rozpoczynał pracę o 9 rano i kończył o 24. Zdarzało się, że pracował także w soboty, niedziele i święta. W agencji ochrony miał tylko etat z minimalną pensją. Jednocześnie podpisał zlecenie z inną spółką działającą w tej samej grupie kapitałowej.
Nieważny kontrakt cywilnoprawny
W praktyce trudno było powiedzieć, kiedy pracuje na etacie, a kiedy na kontrakcie, ponieważ przez cały czas wykonywał taką samą pracę podlegającą kontroli tych samych osób. Na koniec miesiąca rozliczenie jego czasu pracy polegało na tym, że z puli godzin odejmowano te, które mógł przepracować zgodnie z prawem na etacie, a reszta była rozliczana w ramach zlecenia.
Ani Sąd Rejonowy, ani Okręgowy w Łodzi nie miały wątpliwości, że doszło w tym przypadku do obejścia prawa. Prawomocnym już wyrokiem ochroniarz dostał więc prawie 50 tys. zł dodatku za pracę w nadgodzinach w ciągu trzech lat przed złożeniem pozwu. Czyli dodatkowe 50 proc. stawki godzinowej za normalną nadgodzinę i 100 proc. ekstra za nadgodziny przypadające w porze nocnej, święta i w czasie przeznaczonym na odpoczynek pracownika.
Agencja ochrony próbowała się bronić przed zapłatą, powołując się na to, że spółka, z którą ochroniarz podpisał umowę-zlecenie, nie została pozwana w tym procesie. Na nic się to zdało.