Blady strach padł na hodowców ryb. Mają bowiem wnosić opłaty środowiskowe za pobór wód na potrzeby swojej działalności. To zaś sprawi, że na naszych stołach nie będzie np. wędzonego pstrąga, a wigilijny karp przypłynie do nas w kostkach lodu z Chin.
Powodem takich obaw są plany Ministerstwa Środowiska, które chce wprowadzić opłaty za pobór wód na potrzeby hodowli ryb. Taką zmianę przewidują założenia do nowelizacji prawa wodnego i przepisów o ochronie środowiska.
– Roczne przychody stawów karpiowych to 150 mln zł. Zysk to 10 proc. tej kwoty, czyli około 15 mln zł. Planowane opłaty wyniosą od 28 do 35 mln zł – wylicza Zbigniew Szczepański z Towarzystwa Promocji Ryb Pan Karp. Dodaje, że wielu hodowców utraci płynność finansową.
Podwyżka cen ryb nie wchodzi natomiast w grę.
– Przedsiębiorcy nie byliby wówczas w stanie konkurować ze sprzedawcami karpi z Chin – mówi Zbigniew Szczepański. Jego zdaniem zmiana może sprawić, że działalność hodowlana zacznie zanikać.