Przepisy o bezpieczeństwie i higienie pracy zwykle są odbierane jako niepotrzebne utrudnienia. Najczęściej lekceważy się je przy pracach biurowych, bo tu najrzadziej dochodzi do wypadków. Z przymrużeniem oka przeprowadzany jest instruktaż stanowiskowy, sprowadzany do wyjaśnienia obsługi oprogramowania i ewentualnie ekspresu do kawy.
Potwierdza to ostatni raport opublikowany na stronie Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, będący wynikiem kampanii społecznej „Bezpieczne miejsce pracy". Wynika z niego, że obniżenie standardu pracy biurowej poniżej tego, do czego zobowiązują przepisy, jest w Polsce powszechne. 51 proc. stanowisk nie jest ergonomicznych, a 47 proc. – tylko częściowo. Co trzecie miejsce pracy z komputerem jest niewydzielone lub znajduje się zbyt blisko innych.
Tymczasem obniżona z tego powodu wydajność zatrudnionych może się okazać mniej znaczącym problemem dla firmy. Bardziej brzemienne w skutki jest pociągnięcie pracodawcy do odpowiedzialności w razie wypadku przy pracy lub choroby zawodowej.
Realne ryzyko
Niestety przepisy bhp tylko w niewielkim stopniu zapobiegają zagrożeniom, jakie niesie ze sobą współczesna praca biurowa. Koncentrują się na środowisku fizycznym, nie dotykając kwestii wypalenia zawodowego związanego z rutynową i powtarzalną pracą (np. związanej z wprowadzaniem dużej liczby danych do komputera), brakiem kontaktu społecznego (w przypadku pracy zdalnej), stresem (np. w call center), czy konsekwencji niezdrowego trybu życia wynikającego ze spędzania wielu godzin w pozycji siedzącej.
Z drugiej strony przepisy i zasady bhp można wykorzystać jako narzędzie do budowania przyjaznego miejsca pracy, będącego elementem wizerunku pracodawcy. Jest na to wiele sposobów.