Maksymalnie na szosie przedsiębiorca może zapłacić 15 tys. zł kary (przy kontroli jednego pojazdu), a gdy inspektor wejdzie do firmy, nawet 30 tys. zł. W porównaniu z innymi sankcjami nie są one zbyt drastyczne, jednak nakładane mogą być wielokrotnie.
Poza tym mogą być orzekane na podstawie tak dużej liczby krajowych i zagranicznych przepisów, że podczas rutynowej kontroli wcale nie jest łatwo uniknąć wykrycia nieprawidłowości. W szukaniu wykroczeń na drodze uczestniczą urządzenia elektroniczne, które np. w systemie Viatoll wykrywają jadących bez obowiązkowych opłat drogowych (grozi za to 3 tys. zł).
Karę można otrzymać np. za wykonywanie przewozu drogowego odpadów pojazdem niezgłoszonym do zezwolenia, powodowanie hałasu w stopniu przekraczającym dopuszczalny poziom, brudną lub uszkodzoną wykresówkę z tachografu, wykonywanie załadunku lub rozładunku towaru niebezpiecznego w miejscu publicznym lub poza obszarem zabudowanym bez wymaganego powiadomienia właściwych władz.
Sankcja grozi też za brak wymaganej nalepki na przesyłce towaru niebezpiecznego czy nieprawidłowo sporządzony plan trasy, jeżeli przewóz zwierząt ma trwać dłużej niż osiem godzin. Finansowe dolegliwości to nie wszystko. Zdarza się, że inspektor nie pozwala jechać dalej kierowcy i poleca pojazd odstawić na najbliższy strzeżony parking. Uwaga! Przy dużych nieprawidłowościach kontrolujący może doprowadzić do cofnięcia przewoźnikowi licencji na transport.
Co kontroluje inspekcja transportu drogowego