50 automatów w Małopolsce i na Podkarpaciu. – O wiele lepiej rozwija się vending np. na Słowacji. Na dużej stacji benzynowej z jednego automatu korzysta tam ponad 100 klientów dziennie, u nas 20 – 30.
Poza automatami kawowymi dość popularne są u nas snackowe, ze słodyczami i chipsami, oraz sprzedające napoje zimne, głównie gazowane. Czasem w automacie można też kupić soki owocowe i zupy z koncentratów.
W zachodniej Europie oferta vendingowa jest o wiele bogatsza. W maszynach kupuje się kanapki, mydło, pastę do zębów, gazety, świeże owoce, a nawet gotowe dania obiadowe podgrzane w automatycznej mikrofalówce. W niektórych krajach są to też papierosy, piwo i inne napoje alkoholowe. To akurat w Polsce nie jest i chyba nie będzie możliwe z uwagi na [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=96BB024FEBB66AD308AB326167A90ADA?id=185407]ustawę o wychowaniu w trzeźwości[/link] i [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=A2AC3F962C15EE4661A8B405D9C95B16?id=296270]przepisy akcyzowe[/link].
Ale i tak firmy vendingowe mają ogromne możliwości rozszerzenia oferty. Na razie najodważniejsi operatorzy eksperymentują np. ze świeżymi owocami. Szansę na rozwój rynku stwarza również miniaturyzacja urządzeń. Dzięki niej kawa z automatu stojącego na stoliku może trafić do małych biur czy zakładów usługowych.
[srodtytul]W przyszłości karty zamiast monet[/srodtytul]
– W ciągu kilku najbliższych lat branża vendingowa będzie musiała sprostać ważnym wyzwaniom. Największe z nich to stopniowe wprowadzanie nowych, pod względem technologicznym, generacji automatów i rozszerzanie oferty, tak aby przyciągnąć nowych klientów.
Chodzi o stałe podnoszenie jakości i szybkości usług, zapewnienie niezawodności pracy automatów – wyjaśnia Sławomir Kamiński. – Należy też wprowadzić możliwość bezgotówkowego płacenia za zakupy, np. kartami płatniczymi. Dotychczas w Polsce zdecydowanie dominują płatności gotówkowe.
Zanim automaty na bilon przejdą u nas do historii, prawdopodobnie trzeba będzie dostosować je do przyjmowania euro po przyjęciu przez Polskę wspólnej waluty. Przebudowa urządzeń wrzutowych wiąże się ze sporymi kosztami. Możliwe, że część firm, których nie będzie stać na ten wydatek, po prostu zniknie z rynku.
Konieczność stopniowej wymiany automatów i inwestowania w ich modernizację oznacza, że za pięć – dziesięć lat małym, słabym finansowo operatorom trudno będzie się utrzymać w branży. Już teraz wielu fachowców uważa, że przedsiębiorstwa mające mniej niż 30 automatów nie są w stanie akumulować środków na rozwój, zatem ich przyszłość jest niepewna.
Ale wcale nie musi tak być. Pokazuje to przykład Niemiec, gdzie vendingiem wciąż zajmuje się wiele drobnych firm. Właścicielami sporej części są emeryci. Kupują oni na kredyt lub biorą w leasing dwa – trzy automaty i dochodami z nich uzupełniają swoje emerytury.
[ramka][b]Automat zarabia, gdy dużo pracuje[/b]
- Najlepszym miejscem do ustawienia automatów są dworce kolejowe i autobusowe, gmachy wyższych uczelni, szpitale, centra handlowe, hale widowiskowe i sportowe, baseny, kina, wielkie biurowce. Mniej cenione są np. szkoły średnie i podstawowe, przychodnie lekarskie, urzędy i gmachy biurowe średniej wielkości.
- Za ustawienie automatu w miejscu publicznym płaci się najczęściej 200 – 400 zł miesięcznie.
- Urządzenie do sprzedaży po remoncie można kupić już za 2 tys. zł. Cena nowego, niewielkiego kawomatu sprawdzającego się np. w biurach, ale już nie w ruchliwych miejscach publicznych, wynosi ok. 7 tys. zł. Maszyny, najczęściej kupowane przez liczące się firmy vendingowe, kosztują – zależnie od liczby funkcji, wielkości, zaawansowania technicznego – od 10 do 20 tys. zł.
- W najlepszych miejscach z automatu korzysta nawet 3 – 4 tys. klientów miesięcznie. Za przyzwoite minimum uchodzi ok. 1 tys. transakcji na miesiąc. Przy 500 transakcjach automat przynosi straty.
- Najtańsza kawa do sprzedaży w kawomatach kosztuje ok. 30 zł za kilogram. Na jeden kubek potrzeba 5 gramów surowca. W sumie na wszystkie potrzebne surowce wydamy 25 gr (w przeliczeniu na kubek). Kubeczek kosztuje 5 gr. Pozostałe koszty – przy 1 tys. klientów miesięcznie – to 30 gr za miejsce do sprzedaży, 20 gr – amortyzacja automatu lub rata leasingowa, 10 gr – transport i opłata za energię elektryczną. Daje to 90 gr.
Przyjmijmy, że kawa z automatu kosztuje 1,50 zł (średnia cena wyliczona dla wszystkich odmian napojów: czekolady, kawy z mlekiem, cappuccino itd.). Na każdym sprzedanym kubku zarabia się zatem 60 gr. Przy 1 tys. transakcji miesięczny dochód właściciela automatu wynosi 600 zł.
- Jedna osoba jest w stanie obsługiwać 15 – 20 automatów, prowadząc jednocześnie firmę. Kawomaty trzeba uzupełniać dwa – trzy razy w tygodniu, automaty snackowe często codziennie.
- Firma vendingowa, która ma być głównym źródłem utrzymania właściciela, powinna mieć co najmniej 10 – 15 automatów. O rozwoju można myśleć dopiero wtedy, gdy jest ich 25 – 30.[/ramka]
[ramka][b]Ile na start (w zł)[/b]
- automaty, 12 sztuk 120 000
- samochód dostawczy (używany) 30 000
- produkty i surowce (miesięcznie) 4 000
- opłata za miejsce pod automaty (miesięcznie) 4 000
- razem 158 000[/ramka]
[ramka][b]Większe zarobki w przyszłym roku
Komentuje Marcin Prus, właściciel firmy Mocca w Chełmie[/b]
12 lat temu w szkole, w której pracowałem, pojawił się automat do sprzedaży gorących napojów. Byłem nauczycielem wf. Zarabiałem wtedy niecałe 600 zł miesięcznie. Zaciągnąłem więc kredyt. Kupiłem podobne urządzenie i ustawiłem je w sąsiednim liceum. Miałem z niego na czysto 120 – 130 zł miesięcznie.
Odtąd co roku kupowałem jeden, dwa automaty. Ale dopiero gdy związałem się na stałe z dwiema wielkimi firmami: Maspeksem i Marsem Polska, odważyłem się rzucić szkołę. Okleiłem 17 swoich automatów znakami nowych marek i zacząłem rozwijać firmę.
Dziś, po czterech latach, mam już 200 automatów: 120 własnych, głównie wziętych w leasing, i 80 dzierżawionych od partnerów. Działam w całym województwie lubelskim i w niektórych miastach na Podkarpaciu. Udało mi się zdobyć i utrzymać sporo naprawdę dobrych miejsc, np. gmachy największych w naszych stronach uczelni: UMCS, KUL i Politechniki w Lublinie.
Zatrudniłem osobę, która zajmuje się wyszukiwaniem nowych lokalizacji i negocjowaniem warunków ustawienia automatów. Człowiek ten stale podróżuje po całym regionie. W sumie mam czterech pracowników, w tym trzech studentów na umowie-zleceniu.
Ludzie widzą, jak się zarabia na automatach. Ale nie zdają sobie sprawy, ile trzeba włożyć pracy w ich obsługę. Wstaję zwykle o 6. Pracuję 15 godzin dziennie, w sobotę krócej, około pięciu godzin. W niedzielę, gdy pracownicy mają wolne, muszę być dyspozycyjny na wypadek np. awarii.
Większość moich dochodów pochłaniają wciąż opłaty leasingowe. Więcej zacznę zarabiać dopiero w przyszłym roku, gdy część automatów zostanie spłacona.
Rynek vendingowy staje się coraz trudniejszy. W wyniku rosnącej konkurencji oraz podwyżek cen kawy, czekolady i słodyczy spadają marże. Jestem jednak przekonany, że automaty zapewnią bezpieczną przyszłość mnie i mojej rodzinie, pod warunkiem że będę miał ich jeszcze więcej, a firma będzie się rozwijać. Takie właśnie mam plany.[/ramka]
[ramka][b]Rynek jest wciąż nieprzewidywalny
Komentuje Leszek Szczęsny właściciel firmy Espresso w Gliwicach[/b][/ramka]
Przez dziesięć lat nie zmieniałem cen napojów i innych produktów, które sprzedaję, a w tym roku musiałem je nawet obniżyć. W tym czasie wszystkie koszty, od kawy po energię elektryczną i benzynę, poszły w górę.
Zainteresowanie zakupami w automatach wciąż jest u nas o wiele mniejsze niż na Zachodzie, a konkurencja stale wzrasta. Gdybym miał dziś zaczynać działalność gospodarczą, na pewno nie wybrałbym vendingu. Zresztą mój pierwszy pomysł był inny. Chciałem sprzedawać same automaty. Ale nie znalazłem klientów na sprowadzoną z zagranicy partię urządzeń i sam, trochę z przymusu, stałem się operatorem vendingowym.
Były to czasy, gdy w użyciu znajdowały się tylko żetony. Rozprowadzałem je za pośrednictwem portierów w budynkach, gdzie stały automaty, i nigdy nie mogłem się ich doliczyć. Jakoś udało się to przetrwać. Potem stopniowo zwiększałem liczbę automatów, z dziesięciu do kilkudziesięciu w ostatnich latach. Moje dochody wzrosły jednak w znacznie mniejszym stopniu.
Większość pieniędzy, które zarobiłem, musiałem inwestować w zakup automatów. Trzy lata temu wymieniłem je wszystkie.
Są nowoczesne, funkcjonalne i estetyczne. Często są ustawione po trzy koło siebie: z napojami gorącymi, zimnymi i przekąskami. W niektórych z nich klient, pijąc kawę, może jednocześnie wyczyścić buty.
Sam pilnuję jakości produktów i i serwisu. Wiem, że mam wielu stałych klientów, a firma cieszy się dobrą renomą. Mimo to na porządku dziennym są sytuacje, gdy zarządca budynku bez przyczyny wycofuje się z umowy i automaty trzeba natychmiast wywozić. Rynek vendingowy jest wciąż niepoukładany i nieprzewidywalny.
Praca w tej branży to stały stres. Nieraz trzeba wstawać o czwartej rano, żeby np. odblokować kubek.
Choć dużo zainwestowałem, moje obroty wciąż są na poziomie z 2007 r. W tym roku kończę spłacać raty leasingowe za większość nowych automatów. Jeśli wyniki finansowe nadal nie będą takie, jakich oczekuję, nie wykluczam, że wycofam się z branży.