Alternatywą dla haftu są folie wgrzewane w koszulkę, flock lub flex; pierwsza pokryta lekkim meszkiem, druga gładka. Cena jednostkowa zamówienia wykonanego w takiej technologii jest wyższa w porównaniu z sitodrukiem, ale można robić pojedyncze egzemplarze, np. dla indywidualnych klientów. Przy foliach flock lub flex nie trzeba wykonywać matrycy, a samo przygotowanie sita na jeden kolor kosztuje ok. 40 zł. Przy foliach zamówiony wzór w postaci pliku graficznego trafia z komputera do plotera, który wycina elementy. Ręcznie trzeba je oddzielić od pozostałości folii, a następnie nanieść na materiał. Przy użyciu prasy termotransferowej wzór jest wgrzewany w podkoszulek.
Oprócz sitodruku pracownie wykonują reklamy, np. banery umieszczane przy drogach albo nad wejściem do firmy. – Do drukowania wielkoformatowych form na papierze albo folii wykorzystujemy drukarki solwentowe – mówi Piotr Majcherczyk.
Tworzenie billboardów to opłacalna działalność. Na materiały do wydruku wydaje się kilka złotych (6 – 8 zł). Do tego trzeba doliczyć koszty atramentu i amortyzację maszyn. Koszt metra kwadratowego wykonanej reklamy jest różny, wynosi mniej więcej 40 zł.
Dwukrotnie droższe ze względu na robociznę będzie natomiast oklejenie samochodu. Ale trzeba przyznać, że zakup maszyny solwentowej to poważny wydatek dla każdej firmy. Trzeba na nią przeznaczyć co najmniej 100 tys. zł.
– Wzięłam w leasing maszynę drukującą banery w pełnym kolorze. Wciąż się psuje. Ponieważ nie jest już na gwarancji, za serwis zapłaciłam 50 tys. zł – mówi Lucyna Żelichowska-Koziarz.
Stosunkowo duże marże są przy wykonywaniu wzorów na ceramice. Kubek bez napisów kosztuje w hurcie ok. 2 zł, a po naniesieniu wzorów 6 zł. Ale koszty produkcji są wysokie, m.in. z powodu ceny energii elektrycznej. Drukowane metodą sitodruku kalki nakleja się na mokro na ceramikę, a po wysuszeniu wypala w temperaturze ok. 800 stopni C.
[srodtytul]Plusy i minusy[/srodtytul]
– Największą radość daje mi tworzenie czegoś wyjątkowego – mówi Bogusław Maniak, właściciel pracowni Bodman z Jasła na Podkarpaciu. Gdy spaceruje ulicami miasta, przygląda się przechodniom. Patrzy na napisy na ubraniach. – Od razu widzę, czy użyto dobrej farby, czy wzór jest prosto naniesiony – śmieje się przedsiębiorca.
Jego zdaniem podstawowa sprawa w tym biznesie to know-how. – Na rynku nie ma książek na temat tej działalności, nieliczne szkoły uczą technik sitodruku – twierdzi Bogusław Maniak.
Kłopot wciąż sprawia brak na rynku wykwalifikowanych pracowników. Także większość właścicieli firm to samouki, którzy umiejętności zdobywali na zasadzie prób i błędów. – Wiedza na temat tego, jakie farby są najlepsze, jak zachowują się poszczególne sita, jaką metodę wybrać, by osiągnąć oczekiwany efekt, przychodzi z czasem – mówi Bogusław Maniak.
Problemem są, jak w każdej branży, niesolidni klienci zalegający z zapłatą za usługę.
– Obiecałem sobie na początku działalności, że będę rezygnował z takich klientów i trzymam się tej zasady – deklaruje. Aby uniknąć kłopotów, domaga się wpłacenia zaliczki. – Jeśli ktoś ma z tym problem, trudno. Wolę stracić klienta, który i tak w końcu przestałby nim być, niż pracować za darmo. Ja muszę wszystkie opłaty regulować w terminie. Urzędnicy nie przyjmują do wiadomości, że nie dostałem pieniędzy na czas – dodaje Tomasz Lademann.
[b]Latem właściciel niewielkiej firmy reklamy i sitodruku może zarobić na czysto ok. 5 – 7 tys. zł miesięcznie. Najgorsze w tym biznesie są luty i marzec, kiedy zamówień jest najmniej. Wtedy atmosfera staje się ciężka.[/b]
– Myślę wówczas, by kupić tamponiarkę, czyli maszynę do nadruku na przedmiotach owalnych, np. długopisach, i rozszerzyć działalność. Wszyscy pukają się w głowę i uspokajają, że za miesiąc znów będzie dużo pracy i nie będę miał czasu na nic. I tak jest. Każdego roku – mówi Tomasz Lademann.
[ramka][b]Ile na start (w zł)[/b]
Koszt uruchomienia pracowni reklamy i sitodruku:
- najprostsze, najtańsze maszyny ręczne do sitodruku:
– karuzela i tunel – 20 tys.
- podstawowy zestaw:– ploter tnący – od 2,5 do 6 tys.
– komputer i drukarka – 5 tys.
- oprogramowanie: Corel Draw:– nowe – 2,5 tys.
– aktualizacja programu – 1,2 tys.
- prasa termotransferowa – od ok. 2 do 5 tys.
- ploter laserowy – ok. 30 tys.
- hafciarka:
– jednogłowicowa – od 30 do 50 tys.
– wielogłowicowa – od 100 tys.
- 10 matryc (sit) – ok. 1 tys.
- naświetlarka – ok. 4 tys.
- pensje pracowników:
– wykwalifikowany grafik w małym mieście – ok. 2,3 tys. netto
– początkujący grafik – 1,4 tys. netto
– zajmujący się drukiem – 1 – 1,2 tys. netto
- rachunki za prąd – ok. 1 tys. miesięcznie
- wynajęcie lokalu na pracownię – ok. 3 tys. mies.[/ramka]
[ramka][b]Kilka porad[/b]
- Najodpowiedniejszą lokalizacją dla pracowni sitodruku, która nastawia się na współpracę z klientem indywidualnym, jest centrum miasta, ciągi komunikacyjne, centra handlowe lub osiedla. Trzeba wybierać miejsca, gdzie przebywa dużo ludzi.
- Jeśli pracownia zamierza współpracować głównie z firmami, lokalizacja w centrum nie ma znaczenia. Za to w okolicach siedziby firmy powinno się znajdować sporo przedsiębiorstw. Ważne są też dobry dojazd i parking.
- Lokal musi być odpowiednio duży (co najmniej 70 mkw.) i koniecznie z dobrą wentylacją. Musi być dostęp do Internetu.
- Warto zarezerwować w pracowni miejsce do obsługi klientów i zatrudnić osobę, która będzie za to odpowiedzialna. Powinna znać techniki, rodzaje materiałów, umieć zaprezentować klientowi zakres usług firmy. Pod ręką powinna mieć próbki materiałów, wykonanych rzeczy, aby klient mógł od razu zapoznać się z ofertą.
- Najwięcej kosztować będą maszyny. Podstawowe wyposażenie pracowni to komputer, drukarka termosublimacyjna, ploter tnący i karuzela. W sumie trzeba na to przeznaczyć co najmniej 30 – 40 tys. zł. Należy też kupić matryce i lampę naświetlającą za w sumie ok. 10 tys. zł. Potrzebne będą też zapasy folii i papieru (ok. 3 – 4 tys. zł), koszulki, czapeczki i torby (ok. 5 tys. zł) oraz farby (ok. 5 tys. zł).
- Pracownia powinna być obecna w Internecie i prowadzić sprzedaż przez sieć.[/ramka]
[ramka][b]Daniel Młynarczyk, firma Evelet.pl w Jurgowie:[/b][/ramka]
Tym, którzy chcą założyć taką pracownię, radzę, aby wcześniej popracowali przynajmniej przez kilka miesięcy w już istniejącym zakładzie, gdzie zdobędą doświadczenie. Można też zatrudnić doświadczonego pracownika.
Ja zaczynałem zaraz po studiach. Zupełnie nie znałem tego biznesu. Uczyłem się na własnych, niestety, kosztownych, błędach. Do świadczonych usług niejednokrotnie dopłacałem, bo robiąc wycenę, nie uwzględniłem np. tego, że część obrabianego towaru ulegnie zniszczeniu lub czas realizacji będzie znacznie dłuższy, niż zakładałem.
Biznes ten daje sporo satysfakcji i pozwala mi się twórczo realizować. Nie ma większej przyjemności, niż zobaczyć efekty swojej pracy na billboardzie albo przygotowany przez siebie nadruk na koszulkach noszonych np. przez sportowców kadry.Pomagam klientom realizować ich pomysły reklamowe. Doradzam, które elementy promocji najlepiej wybrać, w jaki sposób zaplanować znak graficzny, by był oryginalny i zapadał w pamięć. Wielu właścicieli małych i średnich firm wciąż nie docenia siły reklamy, zbyt późno zaczyna korzystać z naszych usług lub robi to w zbyt wąskim zakresie.
Na pewno nie jest to interes, na którym można szybko zarobić, bo sporo kosztują maszyny. Wielkim plusem tej działalności jest natomiast to, że zajmuje się nią niezbyt wiele osób, więc po wyrobieniu sobie dobrej opinii nie można narzekać na brak klientów.Na rozkręcenie firmy potrzeba mniej więcej trzech lat. Teraz wielu klientów trafia do mnie z polecenia. Początkowo realizowałem własne pomysły i sprzedawałem koszulki z wymyślonym przez siebie nadrukiem. Najczęściej musiałem oddawać towar w komis, a nie zawsze znajdował się nabywca, bo nie każdy pomysł się podobał. Teraz wolę produkować na konkretne zamówienie. Mam pewność, że towar zostanie odebrany.
[ramka][b]Lucyna Żelichowska-Koziarz, firma Vena w Jaworznie:[/b][/ramka]
To nie jest łatwy biznes. Wielu klientów nie jest zupełnie zainteresowanych tym, jaka technika jest najlepsza do osiągnięcia zamierzonego efektu, tylko interesuje ich cena. Dlatego trzeba skrupulatnie tłumaczyć, co jesteśmy w stanie zrobić i jakie będą tego rezultaty. Niejednokrotnie zdarzyło mi się, że ktoś upierał się przy innym, odradzanym przeze mnie rozwiązaniu, a potem przychodził z reklamacją, bo nie był zadowolony z usługi.
Nauczona doświadczeniem proszę teraz klientów o podpisanie deklaracji, że akceptują projekt reklamy, materiał, z którego zostanie wykonana i pozostałe parametry. Często jest bowiem tak, że godzą się na pewne rozwiązania, a potem twierdzą, że im się nie podobają.
Ostatnio pewna pani zgłosiła się z reklamacją dotyczącą szyldu po trzy i pół roku od jego wykonania. Twierdziła, że od razu jej się nie podobał, ale nic nie mówiła.
Innym problemem są klienci, którzy najpierw nalegają, by rzucić wszystko i zająć się właśnie ich zamówieniem, a potem przez całe miesiące nie odbierają towaru.
Wiele firm zalega też z płatnościami. Z reguły nie przyjmuję przedpłat. Okazało się, że zaległe należności, jakie mam w różnych firmach, sięgają 80 tys. zł. Część udało mi się odzyskać, ale niektóre zakłady upadły. Dlatego teraz, jeśli ktoś nie chce mi zapłacić pieniędzy za wykonaną i zamontowaną reklamę, po prostu uprzedzam, że ją zdemontuję. Zazwyczaj groźba skutkuje.