Większość importerów i hurtowników wybiera prostszą, sprawdzoną drogę. Ich dostawcami są wyspecjalizowane zachodnioeuropejskie firmy handlowe, głównie niemieckie, ale też brytyjskie i holenderskie. Niektóre z nich mają 200 – 300-letnią tradycję. Dość często kupują w nich bezpośrednio także większe sklepy i herbaciarnie. By zaopatrzyć się w najpopularniejsze gatunki, wystarczy kurs samochodem osobowym np. do Hamburga.
Szlachetna herbata sprzedaje się dość wolno, a nie można jej przechowywać dłużej niż rok. Żeby zapewnić ciągłość sprzedaży, trzeba mieć zapas. To zarówno dla hurtowników, jak i detalistów spore obciążenie. Nawet dla niewielkiego sklepu oznacza zamrożenie na stałe kilkunastu tysięcy złotych.
– Jeśli chce się u nas żyć z handlu herbatą, trzeba wykazać się wielką aktywnością i umieć ją zachwalać jak świeże bułeczki – uważa Szymon Wasilewski.
[ramka][b]Komentuje Szymon Wasilewski, współwłaściciel firmy Mr. Tea w Pruszczu Gdańskim[/b]
Herbata to w moim przypadku branża rodzinna. Doświadczenie i wiedzę w tej dziedzinie zdobywam od dzieciństwa. Mój ojciec założył jedno z pierwszych w kraju prywatnych przedsiębiorstw handlu herbatą wysokiej jakości.
Własną firmę prowadzimy z żoną od czterech lat. W tym czasie pozyskaliśmy kilkuset klientów, od Wybrzeża po Zakopane. Sprzedajemy miesięcznie setki kilogramów herbat. Oferujemy ponad 140 gatunków. W przyszłości chcemy tę liczbę jeszcze zwiększyć. Mamy najlepsze herbaty świata, w tym japońską Cesarską Perłę, którą zawija się ręcznie w płatki jaśminu. Ale sprzedajemy też herbatki owocowe, które w Polsce bardzo fajnie schodzą.
Nie jest to łatwy biznes. Zainwestowaliśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych, głównie w nowoczesny magazyn, który musi gwarantować optymalne warunki do przechowywania herbaty. Mamy sporą konkurencję. Trzeba się sporo natrudzić, żeby przekonać klienta do nowego produktu.
Na naszych zyskach poważnie odbija się wzrost kursu euro. Za herbatę, w którą zaopatrujemy się w znanych firmach w zachodniej Europie, płacimy już o 30 proc. więcej niż w połowie ubiegłego roku, a przecież nie mogę tego wzrostu kosztów w całości przerzucić na swoich odbiorców.W sumie jestem jednak dobrej myśli. Od chwili powstania firmy jej obroty co roku rosły. Zaliczamy się już do najpoważniejszych importerów i hurtowników szlachetnych herbat w kraju.
Mimo różnych zawirowań liczba osób, które cenią herbatę i coraz lepiej się na niej znają, wciąż w Polsce rośnie. Przybywa stopniowo sklepów i herbaciarni. I będzie ich coraz więcej. Perspektywy rozwoju są naprawdę ogromne. Wystarczy wspomnieć, że na świecie można kupić ok. 10 tys. odmian herbaty o różnych smakach, a będzie ich jeszcze więcej.[/ramka]
[ramka][b]Komentuje Józef Ziółkowski, właściciel sklepów Królestwo Herbat w Toruniu[/b]
O tym, jak wspaniale może smakować herbata, przekonałem się wiele lat temu, gdy pracowałem na budowach eksportowych na Bliskim Wschodzie. Próbowałem jej w setkach różnych miejsc i za każdym razem była inna. Już wtedy postanowiłem, że założę w kraju firmę, która będzie się zajmować importem i sprzedażą najlepszych gatunków herbaty.
Przed 11 laty za oszczędności i dochody z działalności w branży budowlanej uruchomiłem w Toruniu swój pierwszy sklep, potem drugi. Oba są stylowo urządzone, w odcieniach głębokiej czerwieni, z dekoracyjnymi starymi puszkami i meblami. Niestety, do tej pory nie mogę się doliczyć, czy koszty tych inwestycji mi się zwróciły.
Od początku wiedziałem, że Polacy nie znają się na herbacie i jej nie doceniają, ale liczyłem, że będzie się to zmieniać. Niestety, tak się nie stało. Polski konsument kupuje najgorsze gatunki herbaty, najchętniej ekspresową w saszetkach. Oceniam, że tylko 5 proc. sprzedaży w kraju to lepsze jakościowo herbaty liściaste. Nie znają się na herbacie także sprzedawcy, a czasem nawet właściciele herbaciarni. U mnie – zatrudniam trzy osoby – zanim pracownik stanie za ladą, musi mieć taką wiedzę, żeby nawet mnie przekonać do zakupu określonego gatunku.
Moi klienci to niewielkie grono koneserów, które się nie powiększa, choć oferuję wartościowe herbaty po bardzo umiarkowanych cenach, od 4,50 zł za 50 gramów Yerba Mate do 12 zł za białą herbatę Paintan. Mam w sumie ok. 120 gatunków. Szlachetne herbaty sprzedają się powoli, a to oznacza, że muszę stale utrzymywać zapasy o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. A obroty wciąż są niewielkie.
Czasem sprzedaż rośnie, czasem maleje, nie widzę żadnych prawidłowości, które pozwalałyby na dłuższe planowanie. W rezultacie moje średnie wyniki finansowe zbliżone są do zera. Nie mógłbym sobie pozwolić na handel herbatą – tak naprawdę to kosztowne hobby – gdyby nie działalność w budownictwie, którą wciąż prowadzę. Syn, choć rozumie moją pasję, stale mnie ostrzega: tato, na tym możemy splajtować.[/ramka]
[ramka][b]O czym warto pamiętać[/b]
- Najlepszym miejscem na sklep z herbatą lub herbaciarnię są prestiżowe, ale spokojne ulice dużych miast, zwłaszcza dzielnice staromiejskie. Klientów powinniśmy też znaleźć w uzdrowiskach i miejscowościach turystycznych. W grę wchodzą poza tym mniejsze miasta, ale jest większa szansa, że szlachetne gatunki herbaty zyskają zwolenników w Wielkopolsce czy na Śląsku niż w województwach centralnych i wschodnich.
- Stylowe wyposażenie sklepu – jeden z warunków powodzenia – kosztuje kilkanaście tysięcy złotych. Na stylowe urządzenie herbaciarni trzeba wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych.
- Polskie firmy hurtowe i większe sklepy sprowadzają herbatę najczęściej z Niemiec. Hurtowa cena szlachetnych gatunków wynosi tam 10 – 20 euro (obecnie ok. 45 – 95 zł) za standardowe kilogramowe opakowanie. W polskich hurtowniach herbata ta kosztuje 80 – 200 zł za kilogram, w sklepach detalicznych, gdzie najczęściej sprzedaje się ją w torebkach 50-gramowych, już 150 – 400 zł za kilogram, czyli nawet czterokrotnie więcej w porównaniu z zachodnioeuropejską ceną hurtową. Najdroższe gatunki, takie jak np. japońska Cesarska Perła (listki herbaty zawija się ręcznie w płatki jaśminu), mogą kosztować 700 zł za kilogram i więcej.
- Najkorzystniejsze jest kupowanie herbaty luzem, czyli w kontenerach lub workach wprost od azjatyckich dostawców. Jej cena wynosi wtedy 4 – 5 dolarów, czyli ok. 14 – 18 zł za kilogram. Taki handel dla większości polskich importerów, a tym bardziej sklepów, jest jednak na razie nieosiągalny, m.in. z powodu niedostatku wiedzy i doświadczenia.
- Sklep czy herbaciarnia powinna oferować stale 100 – 150 gatunków herbaty. Oznacza to, że nawet niewielki sklep musi utrzymywać zapasy o wartości 15 – 20 tys. zł.
- Cena czajniczka herbaty dla dwóch osób (2,5 filiżanki) kosztuje w herbaciarniach – w zależności od gatunku – od 5 do 20 zł. Do jej zaparzenia potrzeba 7 – 8 gramów listków herbacianych, za które płaci się w hurcie 0,6 – 1,5 zł. Tak więc koszt surowca wynosi zwykle nie więcej niż 10 proc. ceny herbaty serwowanej gościom.[/ramka]
[ramka][b]Ile na start[/b]
Koszt uruchomienia herbaciarni:
- wynajem lokalu (czynsz za miesiąc) 4000 zł
- urządzenie i wyposażenie lokalu 30 000 zł
- zapasy herbaty 20 000 zł
- wynagrodzenie personelu (dwie osoby za jeden miesiąc) 3800 zł
- [b]razem 57 800 zł[/b] [/ramka]