Tak wynika z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny (sygn. II SA /Rz 695/07).
O tym, że nie wolno sprzedawać piwa pod zastaw, przekonała się właścicielka jednego ze sklepów spożywczych w Rzeszowie.
Pod jej nieobecność w sklepie pojawił się chętny do kupna alkoholu. Za ladą stała wtedy 14-letnia córka właścicielki. W sklepie był też jeden z pracowników. Klient nie miał pieniędzy, więc za dziesięć piw obiecał zapłacić następnego dnia. Prosił o przyjęcie w zastaw dowodu osobistego. Dziewczyna, namówiona przez aroganckiego klienta i – jak stwierdziła – obawiając się jego reakcji, przystała na to. Właścicielka sama powiadomiła o zajściu policję, bo klient następnego dnia nie przyszedł zapłacić. Policjanci natomiast zawiadomili urząd miejski, że doszło do złamania prawa.
Urzędnicy zabrali sklepowi zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Sklep na razie jeszcze może nim handlować, głównie ze względów formalnych. Jego właścicielka podkreślała, że córka była pod presją klienta i tylko dlatego dała mu piwo. Inaczej by tego nie zrobiła. Dlatego urzędnicy jeszcze raz będą musieli rozpatrzyć sprawę odebrania zezwolenia.
Jest o co walczyć, bo po odebraniu zezwolenia można się o nie ponownie starać dopiero po trzech latach.