Już od ponad miesiąca, czyli od 12 października, powinna funkcjonować Krajowa Izba Odwoławcza, która ma zastąpić dotychczasowych arbitrów w rozstrzyganiu sporów przetargowych. Wciąż nie została powołana. W mediach pojawiają się informacje, że z tego powodu wstrzymywane są przetargi, bo nie ma komu rozpoznawać odwołań. Czy to prawda?
Tomasz Czajkowski: Nie. Odwołania są rozpoznawane przez dotychczasowych arbitrów i nie ma żadnych opóźnień. Trudno mi zgadywać, skąd się biorą takie wiadomości, ale są po prostu nieprawdziwe. Odwołania dotyczące wszystkich przetargów wszczętych przed 12 października mogą być i są rozstrzygane przez arbitrów z dotychczasowej listy. Ani składy orzekające, ani żadna ze stron postępowania nie zakwestionowały ich prawa do orzekania w tych sprawach. Nie ma więc powodów do paniki.
Jednak odwołania dotyczące przetargów wszczętych po 11 października musi już rozpoznać KIO. Nie mogą trafić do arbitrów, co wynika wprost z nowelizacji prawa zamówień publicznych. Czy izba powstanie na czas?
Mam nadzieję, że tak. Na razie wpłynęły dopiero trzy odwołania odnoszące się do postępowań wszczętych po 11 października. Jeśli członkowie izby zostaną zaprzysiężeni na początku następnego tygodnia, zdążą rozstrzygnąć te odwołania w ustawowym terminie.
A jeśli premier nie powoła do tego czasu izby? Zgodnie z prawem zamówień publicznych odwołanie powinno trafić na wokandę w ciągu 15 dni od jego doręczenia. Jakie będą konsekwencje niedochowania tego terminu?