Sąd Najwyższy zajął się sprawą wieloletniego pracownika spółki energetycznej, który dostał od pracodawcy propozycję rozstania za porozumieniem stron. Zwolnienie było powodowane złą kondycją finansową firmy i koniecznością jej reorganizacji. Gdy pracownik nie zgodził się na rozwiązanie umowy, pracodawca, za zgodą zatrudnionego, skierował go do pracy w innej miejscowości, oddalonej od jego miejsca zamieszkania.
Nowe stanowisko wiązało się ze znaczną uciążliwością dla zatrudnionego. Wyjeżdżał pociągiem do pracy w poniedziałek rano i wracał do domu w piątek wieczorem na weekend.
Ponadto na miejscu okazało się, że zakres jego nowych obowiązków nie pokrywa się z umiejętnościami. Dotychczas pracował na stanowisku inżyniera ds. budowy i utrzymania sieci elektroenergetycznej, na którym zajmował się nadzorem nad inwestycjami. Nowo powierzone stanowisko specjalisty ds. nadzoru było związane z pracą w terenie.
Do obowiązków powoda należały prace na wysokości z wykorzystaniem sprzętu alpinistycznego. Musiał także wykorzystywać w tej pracy nieznany mu angielski sprzęt telekomunikacyjny i techniczny. Gdy zgłosił pracodawcy wątpliwości co do braku kwalifikacji do pracy na nowym stanowisku i poprosił o wyznaczenie obowiązków pokrywających się z jego umiejętnościami, w odpowiedzi został skierowany na kurs podnoszący kwalifikacje.
W czasie tego kursu pracownikowi zlecano coraz mniej obowiązków. Tuż przed wystawieniem mu zezwolenia na prace alpinistyczne lekarz stwierdził u niego nerwicę i migotanie przedsionków. Zatrudniony poszedł zatem na długotrwałe zwolnienie lekarskie. Po kilku miesiącach przysłał do firmy pismo, w którym poinformował o rozwiązaniu umowy i wystąpieniu do sądu pracy o ponad 100 tys. zadośćuczynienia za mobbing. Była to równowartość jego wynagrodzenia do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego.