Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Kancelaria Prezydenta, która pracuje nad nowelizacją kodeksu pracy, rozwiąże też problem zbyt krótkich okresów wypowiedzenia przy umowach terminowych. W noweli znalazły się już rozwiązania dotyczące ich wydłużenia i zrównania z uprawnieniami osób zatrudnionych bezterminowo. Zmiany obejmą przeszło 3 mln zatrudnionych na czas określony.
Kodeks wymaga jak najszybszej zmiany po ostatnim wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE (z 13 marca 2014 r., sygn. C?38/13) w sprawie pielęgniarki zatrudnionej na czas określony w jednym z podlaskich szpitali.
Ponad 3 mln umów wysokiego ryzyka
TS UE stwierdził bowiem, że przepisy polskiego kodeksu pracy przewidujące sztywny dwutygodniowy termin wypowiedzenia umów na czas określony dyskryminują takich pracowników w stosunku do zatrudnionych na czas nieokreślony. Okres wypowiedzenia umów bezterminowych jest bowiem uzależniony od stażu pracy. Zgodnie z art. 36 § 1 k.p. wynosi dwa tygodnie tylko dla zatrudnionych krócej niż sześć miesięcy. Po pół roku pracy wypowiedzenie wynosi już miesiąc, a po trzech latach – trzy miesiące.
– Nie można wykluczyć, że polskie sądy będą kwestionowały stosowanie dwutygodniowych okresów wypowiedzenia, powołując się na postanowienia dyrektywy z 28 czerwca 1999 r. dotyczącej porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony. Te przepisy stanowiły podstawę orzeczenia TS UE –tłumaczy Sławomir Paruch, radca prawny w kancelarii ?Raczkowski i Wspólnicy. – Ta dyrektywa nie może być stosowana w Polsce bezpośrednio. Pracownicy nie mogą więc powoływać się na nią przed polskimi sądami, kwestionując dwutygodniowe okresy wypowiedzenia umów na czas określony. Sądy mają jednak obowiązek stosować dyrektywę. Wynika to z zasady pierwszeństwa prawa unijnego przed prawem krajowym.
Administracja ?ma duży problem
– Orzeczenie TS UE nie ma bezpośredniego zastosowania do podmiotów prywatnych. Zgodnie ze standardami unijnymi wiąże jednak państwo, w tym jednostki państwowe i samorządowe, czyli np. szpitale, administrację. I tam ma zastosowanie od razu – zauważa prof. Arkadiusz Sobczyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Chyba że są to umowy zawierane z urzędnikami, podlegające konkretnym regulacjom ustawowym.