Jedną z takich spraw zajął się wczoraj Sąd Najwyższy i wydał bardzo korzystne dla przedsiębiorców orzeczenie (sygnatura akt: II PK 282/12).
Z wyroku SN wynika bowiem, że pracownik, który pracuje na trzy zmiany, w tym w nocy, nie ma prawa do wynagrodzenia za nadgodziny, nawet jeśli pracodawca nie zapewnił mu odpowiedniego odpoczynku po zakończeniu nocnej zmiany. Istotne jest bowiem to, że jego łączny czas pracy nie przekroczył 40 godzin tygodniowo.
Tysiące firm
Okazuje się, że spór rozpoczął się jeszcze w 2008 r. pomiędzy związkowcami a największymi firmami działającymi w strategicznych branżach, takich jak energetyka, ciepłownictwo, gazownictwo czy innych wymagających ciągłej pracy na trzy zmiany. Gdy nie udało się im osiągnąć porozumienia w sprawie skrócenia ich czasu pracy, zatrudnieni w nich związkowcy zaczęli pozywać pracodawców o dodatkowe wynagrodzenie za pracę w nadgodzinach. Swoje roszczenia oparli na interpretacji kodeksu pracy, w myśl której zatrudniony na nocnej zmianie, np. od 22 do 6 rano, ma prawo do dnia wolnego rozpoczynającego się dopiero po 22 następnego dnia, czyli po zakończeniu jego 24-godzinnej doby pracy. Tymczasem pracodawcy za początek wolnego przyjmowali 6 rano, czyli od razu po zakończeniu zmiany. Wczorajsze rozstrzygnięcie dotyczy więc tysięcy firm i nawet setek tysięcy pracowników zatrudnionych na nocnych zmianach.
– Z naszych wyliczeń wynika, że w systemie trzyzmianowym, pięciobrygadowym powinniśmy pracować maksymalnie 34 godziny tygodniowo, inaczej pracodawca nie jest w stanie zapewnić nam odpowiedniego wypoczynku w ciągu tygodnia zagwarantowanego przez kodeks pracy – mówi Lech Modzelewski ze Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego.
Lech Modzelewski pozwał swojego pracodawcę o 11 tys. zł wynagrodzenia za nadgodziny wypracowane w latach 2008–2009, kiedy jego zdaniem powinien mieć więcej wolnego po nocnej zmianie. Sąd Najwyższy w wyroku z 10 kwietnia 2013 r. odmówił mu jednak prawa do tego wynagrodzenia.