Dzisiaj Urząd Komunikacji Elektronicznej oficjalnie rozpoczął procedurę, która może zakończyć się podziałem TP na część oferującą usługi detaliczne oraz usługi hurtowe dla innych operatorów.
W jego wyniku z firmy zostanie wydzielona jednostka zarządzająca liniami abonenckimi. Będzie ona nadal częścią TP, ale pod specjalną kuratelą urzędu. Zdaniem UKE poprawi to rynkową konkurencję, ponieważ inni operatorzy będą mogli na przejrzystych zasadach korzystać z sieci TP. – Nadal twierdzimy, że nie ma podstaw merytorycznych ani prawnych do przeprowadzenia podziału – powiedział wczoraj Maciej Rogalski, dyr. ds. współpracy regulacyjnej grupy TP. Przypomniał, że komunikat UKE to nie decyzja o podziale, ale dopiero podjęcie prac, które mogą – ale nie muszą – doprowadzić do podziału. Wedle różnych szacunków, gdyby UKE się jednak na ten ruch zdecydował, przeprowadzenie całej operacji może zająć nawet kilka lat.
[wyimek]754 mln zł ma wynieść koszt podziału TP. Operator twierdzi, że da się osiągnąć te same skutki inaczej i taniej – za 150 – 300 mln zł [/wyimek]
Tymczasem TP stara się przekonać UKE, że ten sam cel można osiągnąć innymi metodami. – TP przedstawiła swój projekt naprawy sytuacji rynkowej. Idzie on w pożądanym przez nas kierunku, jednak brak w nim konkretów – powiedziała „Rz” Anna Streżyńska, prezes UKE.
Prawnicy zgadzają się, że podział TP będzie, co najmniej, bardzo trudny. Przede wszystkim z braku jasnych przepisów w prawie telekomunikacyjnym. Jednak, jak wyjaśnia Anna Streżyńska, podział, jeżeli do niego dojdzie, zostanie przeprowadzony na podstawie znowelizowanej ustawy.