- ciągnik ogrodniczy (używany) - 10
- uprawa do pierwszych zbiorów (trzy lata) - 30
Razem - 265 [/ramka]
[ramka][srodtytul]Butelka do butelki[/srodtytul]
- Warunkiem podjęcia produkcji wina na sprzedaż jest wpisanie winnicy do centralnego rejestru przedsiębiorców w Agencji Rynku Rolnego. Nie oznacza to, że winnica staje się przedsiębiorstwem; z punktu widzenia relacji z urzędami jej właściciel jest osobą fizyczną.
- Koszt założenia 1 ha winnicy to co najmniej 70 tys. zł. Na sadzonki (muszą to być odmiany dopuszczone w Polsce) trzeba wydać ok. 35 tys. zł, na rusztowania (szpalery) do krzewów (paliki, słupki, drut) ok. 25 tys. zł, na nawozy i wapno ok. 6 tys. zł, na najtańsze ogrodzenie 5 tys. zł.
- Potrzebne są też maszyny i narzędzia ogrodnicze, w tym mały ciągnik za ok. 10 tys. zł (używany). Urządzenia i wyposażenie do przerobu wina (młynek, prasa, kadzie metalowe lub plastikowe, butle szklane, drobne narzędzia i instrumenty) to koszt ok. 30 tys. zł.
- Jedna osoba jest w stanie wykonać samodzielnie wszystkie prace (poza zbiorem) w winnicy o powierzchni 2 ha lub nawet więcej.
- Winorośl zaczyna owocować w trzecim roku po posadzeniu. Z 1 ha zbiera się od 5 do nawet 15 ton winogron, w zależności od warunków i klasy szczepu.
- Ze 100 kg winnych gron można uzyskać 55 – 75 litrów wina.
- Przewiduje się, że cena detaliczna krajowego wina średniej jakości będzie wynosić 20 zł za butelkę.
- Winiarze oceniają, że po odliczeniu kosztów produkcji (samo butelkowanie z korkiem i etykietą to prawie 3 zł), akcyzy, VAT i kosztów sprzedaży poza gospodarstwem (np. marży sklepu) zarobią na jednej butelce 2 – 3 zł. Właściciel winnicy o powierzchni 4 ha, produkujący rocznie np. 25 tys. butelek wina po 20 zł, może więc liczyć na miesięczny dochód nieco powyżej 4 tys. zł. Jeśli będzie wytwarzał na tej samej powierzchni mniej wina, ale wyższej jakości (np. 15 tys. butelek po 30 zł), na jednej butelce zarobi 5 zł, a jego łączny dochód może być niemal dwukrotnie wyższy.[/ramka]
[ramka][srodtytul]Idziemy dobrą drogą[/srodtytul]
[b]Barbara Czajka, współwłaścicielka winnicy Vanellus w Jareniówce w woj. podkarpackim[/b]
Na ostatnim konwencie winiarskim w Jaśle nasze wina – czerwone skomponowane ze szczepów regent i rondo oraz białe z fibary i muscata odeskiego – uzyskały bardzo wysokie oceny. Utwierdza to nas w przekonaniu, że idziemy dobrą drogą.
Nasza – moja i mojego męża Mariusza – przygoda z winem zaczęła się cztery lata temu, gdy po długim pobycie za granicą budowaliśmy dom pod rodzinnym Jasłem. W części ogrodu posadziliśmy pierwsze 300 sadzonek. Dziś mamy winnicę o powierzchni 25 arów. Urządziliśmy piwnicę w podziemiach domu. Kupiliśmy urządzenia do przetwarzania winogron, traktorek ogrodniczy. Zainwestowaliśmy w sumie ok. 50 tys. zł.
Winorośl to roślina, w której łatwo się zakochać. W przyszłości chcemy zarabiać na życie, prowadząc winnicę i wytwarzając wino. Na razie to tylko hobby. Mąż ma firmę budowlaną, a ja pracuję w marketingu.
Planujemy stopniowo, w ciągu paru lat, powiększyć winnicę, by miała co najmniej 5 ha, a może 10. Nastawiamy się na wino wyższej jakości, takie, które można sprzedawać po 30 zł za butelkę i więcej. Uważam, że to realna i odpowiednia cena dla krajowego wina dobrej marki, choćby dlatego, że ta produkcja wymaga naprawdę dużego nakładu pracy.
Na razie wszystkie prace wykonujemy sami i tak będzie, może poza zbiorami, nawet gdy powiększymy winnicę. W Agencji Rynku Rolnego jeszcze się nie zarejestrowaliśmy. Chcemy zobaczyć, jak to wszystko będzie działało, a zwłaszcza jak będą interpretowane przepisy. Nie wiemy na przykład, kto i na jakich zasadach ma badać wino. Wolimy, by nowe regulacje nie były testowane na nas. Zamierzamy wejść na rynek w przyszłym roku.
Początkowo prawdopodobnie wszystko sprzedamy bez trudu w okolicy przez znajomych. W przyszłości liczymy na turystów odwiedzających Podkarpacie. Winnica może być dla nich atrakcją. Z tą myślą założyliśmy już nawet stronę internetową.[/ramka]
[ramka][srodtytul]Pierwsze z własnych zbiorów[/srodtytul]
[b]Mariusz Pacholak, współwłaściciel winnicy Cantina w Mozowie w woj. lubuskim[/b]
Za parę miesięcy zaczniemy sprzedawać wino z naszych pierwszych zbiorów. Będzie to ok. 2 tys. butelek. Właśnie zastanawiamy się z żoną, które z nas powinno pierwsze zrezygnować z pracy. Oboje jesteśmy nauczycielami, ale moja praca w szkole wyższej zajmuje mi mniej czasu, a poza tym niedługo będę bronił doktoratu na wydziale pedagogiki. Wynika z tego, że to ja powinienem nadal pracować. Ale co tu gadać, winorośl i wino potrzebują męskiej ręki. Nie mogę doczekać się już chwili, gdy będę mógł poświęcić się wyłącznie winnicy. Według moich wyliczeń będziemy mogli się z niej utrzymać, gdy powiększymy ją do 2 ha. Na razie mamy niecały hektar.
Wytwarzaniem wina zajmuję się już osiem lat. Dawniej robiłem je z winogron kupowanych u innych. Przez dwa lata szukaliśmy ziemi pod własną winnicę. W końcu udało się nam kupić za 20 tys. zł parę hektarów pod Sulechowem. Na sadzonki, szpalery dla winorośli, ogrodzenie, prasę, młynek, ciągnik samoróbkę, kadzie i drobniejszy sprzęt wydaliśmy prawie 40 tys. zł. Oczywiście nie z nauczycielskich pensji. Musieliśmy wziąć kredyty. Jestem pewien, że to dobrze zainwestowane pieniądze, które w niezbyt długim czasie powinny się zwrócić. Uprawiamy klasyczne w naszym regionie szczepy: rieslinga, rondo, traminera, pinot noir. Posadziliśmy 2 – 3-letnie sadzonki, dzięki czemu doczekaliśmy się zbiorów już dwa lata po założeniu winnicy.
Nasze wina uzyskiwały już wcześniej nagrody i wyróżnienia na konkursach winiarskich oraz gastronomicznych. Dlatego nastawiam się na wytwarzanie wina wypieszczonego, wysokiej jakości. Zakładam, że powinno kosztować ok. 60 zł za butelkę. Jestem spokojny o ekonomiczną przyszłość naszego gospodarstwa i całej branży winiarskiej. Obawiam się tylko utrudnień biurokratycznych. Ale liczę, że będziemy mieli normalne warunki jak winiarze na zachodzie Europy czy choćby na Morawach.[/ramka]