Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie plany ma Komisja Europejska dotyczące elektryfikacji flot firmowych.
  • Jakie wyzwania stoją przed branżą leasingową w kontekście wymogów elektryfikacji.
  • Jakie są argumenty europejskich producentów samochodów przeciwko nakazom elektryfikacji.
  • Jakie mogą być skutki wprowadzenia przepisów nakazujących zakup elektrycznych samochodów dla konkurencyjności UE.

Wobec słabego popytu na samochody elektryczne, władze UE chcą użyć bata. W zapowiadanym na 10 grudnia 2025 r. pakiecie inicjatyw Komisji Europejskiej, przygotowanym dla osłabionej emisyjnymi regulacjami branży motoryzacyjnej, może znaleźć się pomysł przyspieszenia dekarbonizacji transportu kosztem firmowych flot. Pod uwagę brana jest koncepcja przymuszenia firm do przejścia na zakupy samochodów wyłącznie elektrycznych już w 2030 r., a więc pięć lat wcześniej przed planowanym na 2035 r. uśmierceniem aut z silnikiem spalinowym. Nakaz kupowania elektryków ma dotyczyć również przedsiębiorstw zajmujących się leasingiem i długoterminowym wynajmem, oferujących pojazdy także klientom prywatnym.

Czytaj więcej

Elektryki coraz tańsze. Nowy raport pokazuje przełom cen w Europie

Zdaniem Jakuba Farysia, prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w praktyce będzie to oznaczać dużo wcześniejszą realizację celu klimatycznego zaplanowanego dopiero na 2035 r. – Przykładowo w Polsce, gdzie sprzedaż nowych samochodów do firm oraz osób fizycznych korzystających coraz częściej z długoterminowego wynajmu stanowi przynajmniej 80 proc. rynku, to w efekcie już za pięć lat aż 80 proc. samochodów wprowadzanych na nasz rynek musiałoby być bezemisyjnych. To niewykonalne – stwierdza Faryś. Przypomina, że po pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 r. udział elektryków w rejestracjach nowych samochodów osobowych w Polsce wyniósł zaledwie 6,4 proc.

Foto: Paweł Krupecki

Firmy nie chcą elektryków

Podobnego zdania są przedstawiciele branży leasingowej: nawet zakładając dostępność tak dużej liczby bezemisyjnych pojazdów, trudno będzie zmienić nastawienie do nich kupujących. – Przedsiębiorcy wciąż uważają, że pojazdy elektryczne nie spełniają w stu procentach ich oczekiwań, że ta technologia nie odpowiada ich potrzebom. Nie możemy ich zmuszać, by w ciągu kilku lat radykalnie zmienili zdanie – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu (ZPL). Firmy bronią się przed elektrykami m.in. z powodu wysokich kosztów zakupu i eksploatacji, szybko topniejącej wartości rezydualnej takich aut, czy wciąż słabo rozwiniętej infrastruktury ładowania.

Branża ostrzega, że konsekwencją wprowadzenia regulacji zmuszających firmy do kupowania wyłącznie samochodów na prąd będzie spadek całego polskiego rynku nowych aut. Kolejną – zahamowanie procesu wymiany starych samochodów na nowe. Uprzedzając ogłoszenie unijnych planów, PZPM wraz z ZPL oraz Polskim Związkiem Wynajmu i Leasingu Pojazdów organizują 5 grudnia na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych konferencję „Droga do zeroemisyjności: nakaz czy drogowskaz?” z udziałem przedstawicieli rządu oraz europarlamentarzystów. – Chcemy przekazać, że jesteśmy za przechodzeniem na zeroemisyjność, za zazielenianiem flot. Popieramy ten kierunek działań, ale prowadzonych w taki sposób, który nie zabije mobilności – deklaruje Faryś.

Czytaj więcej

Audi przyspiesza w Chinach. Drugi model bez logo marki, ale z polskim akcentem

Zamiar przyspieszenia elektryfikacji Komisja Europejska zapowiedziała w marcu 2025 r. komunikatem „Dekarbonizacja flot korporacyjnych” – COM(2025) 96, w którym podkreśliła ich rolę w upowszechnianiu pojazdów bezemisyjnych, zarazem wskazując na znaczenie sektora leasingu i wynajmu pojazdów dla wdrażania polityk wspierających elektryki.

Rząd się nie zgadza

Stanowisko wobec komunikatu zajął polski rząd, który choć potwierdził istotną rolę flot w obniżaniu emisji, to opowiedział się za elastycznością i dostosowywaniem legislacji do lokalnych warunków. Zapowiedział też brak zgody na wprowadzanie ewentualnych regulacji wyznaczających konieczność zapewnienia minimalnych udziałów pojazdów bezemisyjnych we flotach ze względu na konieczność ochrony przedsiębiorców przed zbyt wysokimi kosztami bieżącej działalności. – Rząd jest przeciwny celom nakładanym na floty. Apelujemy o elastyczność narzędzi polityki, jeżeli chodzi o floty korporacyjne. Nawołujemy o elastyczność dla państw w obniżeniu emisyjności z transportu – mówił Krzysztof Bolesta, wiceminister klimatu i środowiska podczas posiedzenia sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej 24 czerwca 2025 r.

Także w pozostałych krajach członkowskich UE przymus przyspieszonej elektryfikacji firmowych flot napotka na opór. Potwierdza to m.in. list kanclerza Niemiec Friedricha Merza wysłany przed tygodniem do Komisji Europejskiej, wzywający do złagodzenia planów wycofania z rynku nowych samochodów spalinowych od 2035 r. Niemiecki rząd wskazuje w nim m.in. na rosnące koszty energii, ciężar regulacyjny czy ryzyko utraty konkurencyjności UE oraz podkreśla, że koncerny motoryzacyjne potrzebują większej elastyczności w przejściu na produkcję pojazdów elektrycznych. – Naszym celem powinny być neutralne pod względem technologii, elastyczne i realistyczne regulacje dotyczące emisji CO2, które spełniają cele UE w zakresie ochrony klimatu, nie zagrażając innowacjom i tworzeniu wartości przemysłowej – stwierdził Merz w liście.

Na razie trudno przewidzieć, jak ostatecznie będzie wyglądał pakiet KE mający wspomagać transformację europejskiego przemysłu motoryzacyjnego, który boryka się z drastycznym wzrostem kosztów, problemami w łańcuchach dostaw oraz zagrażającą mu konkurencją ze strony rosnącego napływu tanich samochodów z Chin. Nie można wykluczyć, że przymus „zazieleniania” firmowych flot jeszcze zwiększyłby ekspansję chińskich elektryków, których udział w rejestracjach aut bateryjnych w UE przekracza już jedną dziesiątą.

Firmowe auta tylko na prąd? Marchewka zamiast bata 

W ostatni poniedziałek do planów KE nawiązała dyrektor generalna Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) Sigrid de Vries: podkreśliła, że europejski przemysł samochodowy nie wzywa do rezygnacji z elektryfikacji, ale przyznała, że cele dotyczące emisji CO2 na 2030 i 2035 r. nie są już realistyczne. – W przypadku samochodów osobowych i dostawczych należy przyznać pierwszeństwo zachętom, a nie wiążącym mandatom – stwierdziła.

Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, prezesa Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, sprzedaż samochodów elektrycznych można przyspieszyć pod warunkiem wprowadzenia czy utrzymania programów wspomagających, niekoniecznie w formie dopłat. – Można realizować wsparcie także rozwiązaniami podatkowymi, co z perspektywy wydaje się korzystniejsze. Dziś jednak programy wsparcia nakierowane są na klienta indywidualnego, a nie na firmy – mówi Drzewiecki.

Jak dotąd szansy radykalnego wzrostu popytu na elektryki w UE nie widać. Daleko słabsza od oczekiwanej sprzedaż zmusiła do odwrotu od wcześniej zapowiadanego przyspieszenia elektryfikacji takich producentów jak Volvo, Stellantis, Renault czy Mercedes. Wiele marek zdecydowało się na wycofanie z rynku elektrycznych modeli, w tym Nissan, Honda, Ford, a także Porsche, które zapowiedziało, że będzie rozwijać równolegle silniki spalinowe, hybrydowe i elektryczne, odchodząc od strategii pełnej elektryfikacji.