Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie różnice występują w nowym projekcie podatku cyfrowego w porównaniu do poprzednich "podejść"?
- Dlaczego chińskie firmy e-commerce mogą być głównymi adresatami nowego podatku?
- Jakie są perspektywy implementacji podatku cyfrowego w przyszłości w Polsce i innych krajach?
W najbliższych dniach do wykazu prac rządu zostanie zgłoszony temat tzw. równościowego podatku od usług cyfrowych. Co ważne, zielone światło dało Ministerstwo Finansów, które poprzednio hamowało prace nad tym podatkiem. Czy tym razem uda się przeforsować budzący sporo kontrowersji projekt?
Czytaj więcej
Polski rząd szuka sposobu, by jednocześnie uderzyć w chińskie platformy e-commerce i nie sprowokować USA. Taki manewr może jednak wciągnąć Polskę w...
– Nie chcemy się spieszyć, niczego robić na kolanie, to ma być stabilny mechanizm na lata, tak jak VAT – zapewnia „Rzeczpospolitą” Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji.
Nowe otwarcie po dyplomatycznym zgrzycie
Nad konceptem określanego jako podatek cyfrowy rozwiązania pracował już poprzedni rząd, ale kończyło się na planach. Kierowane przez wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego Ministerstwo Cyfryzacji (MC) też na początku 2025 r. przymierzało się do opracowania takiej daniny, która miała trafić właśnie w big techy. Wówczas plany zablokował resort finansów. Pomysł przedstawiony w marcu 2025 r. przez wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego skrytykował nominowany wówczas na ambasadora USA w Polsce Tom Rose, twierdząc, że „to niezbyt mądre”. W mediach społecznościowych pisał, że to „autodestrukcyjny podatek, który zaszkodzi tylko Polsce i jej relacjom z USA”. Nacisk najwyraźniej podziałał, bo Ministerstwo Finansów (MF) szybko podało, że nie prowadzi prac nad podatkiem cyfrowym, dodając, że to wyłącznie „minister właściwy do spraw finansów publicznych odpowiada za polską politykę podatkową”.
Pałeczkę w tym temacie wciąż dzierży resort cyfryzacji, ale tym razem nie wbrew MF – jak zapewniają w MC, prace będą prowadzone w ścisłej współpracy z ministerstwem kierowanym przez Andrzeja Domańskiego. To nie jedyna zmiana. Inna jest też retoryka. W marcu 2025 r. Gawkowski tłumaczył, że pieniądze z podatku cyfrowego powinny trafić na rozwój rodzimego sektora technologicznego i wsparcie tworzenia jakościowych mediów, osłabionych przejęciem rynku reklamowego przez big techy. Nie ukrywał, że chodzi o takie amerykańskie firmy, jak Meta i Google, choć nie mówił tego wprost.
– Platformy cyfrowe osłabiają polski rynek mediowy poprzez przeciągnięcie do siebie reklam, co realnie wpływa na kondycję finansową tradycyjnych mediów – wyjaśniał wówczas, przekonując, że big techy, dzięki polskim użytkownikom, osiągają na naszym rynku ogromne zyski. – Chcemy, aby część, a nie ułamek tych środków wracała do polskiego budżetu – deklarował.
Teraz jednak celownik ma nie być nakierowany na amerykańskich gigantów. Trudno oceniać, bo dopiero trwają prace nad wstępną wersją przepisów o tzw. podatku równościowym, ale mechanizm, który ma zostać zastosowany, jak sugerują w MC, dotknie raczej chińskie podmioty. Ów mechanizm jest prosty: jeśli firma płaci CIT w Polsce, podatek cyfrowy zostanie o ten CIT pomniejszony. W resorcie słyszymy, że mogą to odczuć wielkie chińskie serwisy e-commerce, które „wyciągają z polskiego rynku miliardy złotych zysku, nie zostawiając w budżecie ani złotówki”.
Czytaj więcej
Kładę na stole ustawę, która daje narzędzia do walki z hejtem i patostreamami, a słyszę o cenzurze. Wolność słowa to nie prawo do robienia wszystki...
Mechanizm ochroni płacących CIT
– Jeżeli firma płaci CIT w Polsce, to podatek cyfrowy o ten CIT będzie obniżany. Jeżeli firma u nas CIT-u nie płaci, a ma znaczne przychody, to znaczy, że coś jest nie tak i ten system trzeba uszczelnić – komentuje Dariusz Standerski.
I potwierdza: podatek nie jest wymierzony w amerykańskie big techy.
– Dziś wiele firm, które nie mają głównych siedzib w Polsce, co dotyczy m.in. podmiotów amerykańskich, płaci podatek CIT w Polsce. Takie firmy będą podlegały opodatkowaniu, ale prawdopodobnie będą płaciły albo zerowy podatek, albo będą to symboliczne kwoty – mówi wiceminister cyfryzacji. – Natomiast znane są przykłady wielkich chińskich platform komercyjnych, które nie zostawiają w Polsce ani złotówki – kontynuuje.
Zaznacza, że to różnica, gdy „jeden podmiot ma biuro w Polsce, tu zatrudnia pracowników, dokłada się do polskiego PKB i polskiego budżetu”, a druga firma „generuje zysk dzięki polskim klientom, ale nic tu nie zostawia”.
– To jest wątek, na którym chcemy się skupić, na uszczelnieniu systemu – podkreśla Standerski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Eksperci nie chcą na razie sprawy komentować, do czasu, gdy konkretny projekt przepisów nie zostanie położony na stole, czy faktycznie konstrukcja podatku cyfrowego będzie w stanie sprawić, że podatek uderzy w Chińczyków, a nie Amerykanów. Niektórzy zauważają natomiast, że płacić powinny zarówno Google, Meta i inne big techy zza oceanu, jak i np. Temu czy Shein. Część analityków wskazuje z kolei właśnie na firmy z Państwa Środka jako na rosnące wyzwanie. Chińskie platformy mocno rozpychają się nad Wisłą, taranując konkurencję z branży e-commerce. Sebastian Błaszkiewicz, head of sales excellence w Univio, wskazuje na walkę cenową, która obnażyła różnice w możliwościach.
– Platformy chińskie, subsydiowane przez państwo, budują udziały rynkowe bez presji rentowności. Dla małych firm każda inwestycja to egzystencjalne ryzyko – wyjaśnia.
Czytaj więcej
Polacy w ciągu 12 miesięcy wydali 11,6 mld zł na chińskich platformach e-commerce takich jak Shein, Temu czy Kakobuy. Krajowi sprzedawcy liczą stra...
Problem chińskiej konkurencji na tym rynku dostrzeżono już na poziomie Brukseli. Jak tłumaczy Błaszkiewicz, rok 2026 przyniesie przełomowe zmiany regulacyjne w e-commerce na Starym Kontynencie, bo Unia Europejska wprowadzi pakiet regulacji wobec platform chińskich: likwidację progu bezcłowego, zaostrzony reżim kontroli bezpieczeństwa produktów, wymóg przedstawiciela prawnego w UE. Eksperci nie są w stanie ocenić, na ile taki ruch wyhamuje niekontrolowaną ekspansję chińskich marketplace’ów.
– Zobaczymy, jak dodatkowe regulacje wpłyną na elektroniczną sprzedaż towarów od sprzedawców z Chin – przyznaje Damian Siusta, business development manager w Postis.
Podatek na hamulcu, teraz przyspieszy?
Jak wcześniej tłumaczył nam Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, podatek cyfrowy „może zaszkodzić wizerunkowi Polski i wpłynąć negatywnie na innowacyjność”. Według niego, zamiast wprowadzać nowy, wąski podatek, powinniśmy uszczelniać istniejące przepisy podatkowe i ścigać firmy, które unikają płacenia. – Każda firma działająca w Polsce powinna płacić podatki – to oczywiste. Ale cyfrowy podatek w ujęciu narodowym nie ma sensu. Lepiej uszczelniać luki prawne lub szukać rozwiązań na poziomie europejskim – przekonuje.
Tyle że Komisja Europejska już w 2018 r. sugerowała wprowadzenie Digital Services Tax od skonsolidowanych przychodów firm mających znaczący wpływ ekonomiczny. I choć podatek w modelu DST obejmuje różnorodne produkty cyfrowe: platformy wymiany dóbr i usług, reklamy profilowane, gromadzenie danych, w wybranych krajach występuje w wąskim wariancie, obejmując jedynie reklamy profilowane. Te zrobiły taki ruch, bo Komisja Europejska zdecydowała się nie wdrażać własnego rozwiązania, czekając na konsensus na forum OECD. Jan Oleszczuk-Zygmuntowski w przygotowanym dla Sieci Badawczej Łukasiewicz raporcie „Cyfrowy bilans Polski”, podaje, że z powodu tych znaczących opóźnień liczne państwa wprowadziły już podatek cyfrowy, a wiele kolejnych jest w trakcie konsultacji dotyczących wprowadzenia go w niedalekiej przyszłości. W pierwszej grupie są m.in. Hiszpania, Francja, Włochy, Węgry, Austria, ale też Wielka Brytania czy Indie. Prace nad podatkiem prowadzą zaś np. Czechy, Belgia, Holandia, Niemcy, Łotwa czy Norwegia, a poza Europą – Brazylia.
Czytaj więcej
Do końca roku powstać ma projekt ustawy opodatkowującej unikających płacenia podatku CIT technologicznych gigantów. Resort cyfryzacji nie przyjął s...
Nad Wisłą przygotowania do uruchomienia takiego mechanizmu na razie są na bardzo wczesnym etapie. Wiceminister Standerski twierdzi, że rządowy proces legislacyjny nad nowymi regulacjami ruszy z początkiem roku – jeszcze w styczniu temat ten zostanie zgłoszony do wykazu prac Rady Ministrów. Jego zdaniem regulacje mogłyby wejść w życie w 2027 r. Wpływy z podatku w pierwszym roku szacowane są na poziomie 2 mld zł, a docelowo przekraczałyby nawet 3 mld zł.