Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego udany pierwszy dzień notowań spółki często nie jest gwarancją długoterminowych zysków dla inwestorów.
  • Jakie znaczenie ma to, kto sprzedaje akcje podczas oferty i na co zostaną przeznaczone pozyskane środki.
  • Czym charakteryzują się debiutanci, których akcje w ostatnich latach przyniosły ponadprzeciętne stopy zwrotu.
  • Które branże oferują unikalną ekspozycję i przyciągają największe zainteresowanie na rynku pierwotnym.

W ostatnich latach ofert na rynku pierwotnym GPW było jak na lekarstwo. Te, które doszły do skutku, na ogół cieszyły się sporym zainteresowaniem inwestorów. Jednak w dłuższym terminie ich akcje nierzadko rozczarowywały. Koniunktura na krajowym rynku akcji aktualnie jest korzystna – WIG jest na historycznych maksimach, ale na razie nie przekłada się to istotnie na liczbę giełdowych debiutów. Jest jednak nadzieja na zmianę niekorzystnej sytuacji na rynku pierwotnym. Spółki zainteresowane pozyskaniem kapitału od inwestorów zaczynają nieco łaskawiej spoglądać na giełdę, a inwestorzy wypatrują atrakcyjnych spółek. Na warszawskiej giełdzie inwestorzy, którzy kupili akcje niedawno zakończonej oferty Robyga, przekraczającej 1,2 mld zł, czekają właśnie na jego debiutancką sesję. Co ciekawe, spółka należąca do grona największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce nie jest absolutnym debiutantem, bo była już wcześniej notowana na warszawskiej, ale w 2018 r. z niej zdjęta po przejęciu przez fundusz z rodziny Goldman Sachs. Jednocześnie kilka innych podmiotów przymierza się do przeprowadzenie oferty akcji na GPW.

Czytaj więcej

PDA Robyga w górę o ponad 5 proc. na pierwszej sesji. Kurs akcji bez zmian

Czy warto stawiać na akcje debiutantów?

Inwestorzy, nabywając w ramach IPO akcje spółek zmierzających na warszawską giełdę, liczą na sowity zysk z inwestycji. Część z nich szuka szansy na krótkoterminowy zysk, kupując akcje z zamiarem ich szybkiej sprzedaży zaraz po debiucie. Jednocześnie jest jeszcze większa grupa, w tym krajowe fundusze, która bardziej nastawia się na zysk w znacznie dłuższym horyzoncie czasowym. Czy takie podejście było opłacalne w odniesieniu do spółek, które debiutowały w ostatnich latach na rynku głównym GPW? Okazuje się, że debiuty częściej zawodziły, niż przynosiły zyski w długim terminie. Nawet udany debiut nie był gwarancją wysokich zysków. Na 26 debiutów (pod uwagę nie braliśmy STS Holding, który w międzyczasie został ściągnięty z giełdy) na rynku głównym GPW z lat 2020–2025, którym towarzyszyła oferta akcji, dodatnią stopą zwrotu liczoną od dnia ich debiutu (względem ceny z IPO) może pochwalić się zaledwie osiem spółek. Jednocześnie liczba firm, których akcje przyniosły zysk w dniu debiutu była prawie dwukrotnie wyższa. – W ostatnich latach można było zauważyć, że wiele ofert publicznych cieszyło się dużym popytem na etapie zapisów, natomiast po debiucie zainteresowanie inwestorów stopniowo wygasało. Nie wynika to wyłącznie z wycen podczas IPO, choć oczywiście zbyt ambitna wycena ogranicza potencjał dalszych wzrostów. Kluczowe jest to, czy spółka jest w stanie regularnie dostarczać argumentów uzasadniających zainteresowanie rynku – zauważa Mikołaj Sobierajski, analityk XTB.

Zdaniem Marcina Materny, dyrektora biura analiz BM Banku Millennium, potencjał częściowo mogą ograniczać stosunkowo wysokie wyceny z IPO. – Historycznie IPO powinno oferować pewne dyskonto względem wartości godziwej, które kompensuje inwestorom ryzyko wejścia w spółkę na wczesnym etapie jej obecności na rynku publicznym. W ostatnich latach często mieliśmy jednak do czynienia z odwrotną sytuacją – część ofert była wyceniana blisko wartości godziwej, a nawet z premią, co ograniczało potencjał stóp zwrotu po debiucie. Moim zdaniem w dużej mierze jest to kwestia sprzedającego. Relatywnie najsłabiej zachowywały się w ostatnim czasie akcje spółek oferowanych przez fundusze private equity, które mają dużą skuteczność w maksymalizowaniu ceny w momencie IPO – zauważa. Za przykłady mogą tutaj posłużyć Allegro, Żabka cze Pepco. Ich debiuty na GPW przyniosły inwestorom niemałe zyski, ale kolejne miesiące nie były już tak udane dla posiadaczy ich akcji. – Ostatnie lata na warszawskim rynku pierwotnym to historia głębokiego kontrastu między gorączką zapisów a przeciętnym życiem kursów po debiucie. Dane o stopach zwrotu są jednoznaczne. Żabka, które przeprowadziła największą ofertę w 2024 r. o wartości ponad 6 mld zł, po roku notowań utrzymywała kurs niemal w miejscu startu – podczas gdy indeks WIG zyskał w tym czasie blisko 40 proc. Murapol przez rok od debiutu w grudniu 2023 r. zyskał zaledwie ok. 7 proc. Allegro, fenomenalne IPO jesieni 2020 r., po niemal sześciu latach od emisji po 43 zł wyceniane jest dziś wciąż w okolicach tej samej ceny – mimo że przez krótki czas kurs zbliżał się do 90 zł. Pepco, największy debiut 2021 r., notowane jest dziś wyraźnie poniżej ceny z oferty. Spółki te łączy jeden mianownik: były to oferty wtórne, gdzie sprzedający fundusze private equity maksymalizowały cenę wyjścia, nie pozostawiając marginesu bezpieczeństwa dla inwestora długoterminowego – zwraca uwagę Grzegorz Pułkotycki, dyrektor inwestycyjny w Starfunds.

Czytaj więcej

SpaceX – spółka, której akcje mocno wystrzeliły, a wycena stała się kosmiczna

Dlatego nie bez znaczenia jest także struktura oferty, czyli kto sprzedaje akcje i gdzie finalnie trafią środki z ich sprzedaży. Takie informacje są zawarte w prospekcie emisyjnym. Jeżeli środki pozyskane z oferty trafiają do spółki i są przeznaczone na inwestycje, to prawdopodobieństwo powodzenia IPO jest większe niż w przypadku sprzedaży pakietu przez większościowego akcjonariusza. – IPO bez emisji nowych akcji, nastawione głównie na sprzedaż istniejących pakietów przez dotychczasowych akcjonariuszy, mogą budzić naturalne pytania inwestorów o motywację sprzedających. Z kolei oferty połączone z pozyskaniem kapitału na rozwój są zwykle lepiej odbierane. Jednak trzeba pamiętać, że cenę w praktyce wyznaczają inwestorzy instytucjonalni. Oferty często nie są duże, a fundusze konkurują o dostęp do atrakcyjnych spółek, które po debiucie mogą być trudne do dokupienia w odpowiedniej skali. W efekcie IPO – nawet przejściowo po nieco zawyżonej cenie – może się okazać racjonalną decyzją z perspektywy długoterminowego budowania pozycji – wyjaśnia Materna. Z tym jednak wiąże się kolejny problem, jakim jest płynność. – Po IPO free float bywa ograniczony, a część inwestorów instytucjonalnych „blokuje” akcje w portfelach. To sprawia, że po początkowym zainteresowaniu rynek wtórny często szybko traci impet. Nie bez znaczenia jest również kwestia komunikacji przed debiutem. W trakcie IPO spółki prezentują ambitne plany wzrostu, które już jako podmioty publiczne są bardzo szybko weryfikowane przez rynek, a i zarządy stają się nagle mniej optymistyczne – zwraca uwagę ekspert.

Inwestorzy wypatrują ciekawych spółek

Debiuty, które miały miejsce w ostatnich latach, pokazują, że oprócz rozczarowań na akcjach debiutantów można było solidnie zarobić. Do takich można zaliczyć działający w branży kosmicznej Creotech Instruments czy działającą na perspektywicznym rynku badań diagnostycznych Diagnostykę, ale także Vercom oferujący rozwiązania chmurowe. – Diagnostyka zadebiutowała w lutym 2025 r. po 105 zł i w dniu debiutu zyskała ponad 20 proc., utrzymując tendencję wzrostową. Creotech Instruments, spółka z sektora technologii kosmicznych, tylko od początku 2026 r. niemal podwoił kurs akcji. Vercom – dostawca infrastruktury komunikacyjnej w chmurze (CPaaS) – osiągnął w lutym 2026 r. historyczne maksimum na poziomie 155 zł, co oznacza ponad 240 proc. powyżej ceny IPO z 2021 r. Wszystkie trzy przypadki łączy ten sam klucz: ekspozycja na sektory słabo reprezentowane lub wręcz nieobecne wcześniej na GPW – prywatna diagnostyka medyczna, przemysł kosmiczny, platformy komunikacyjne SaaS – wylicza Pułkotycki.

Zdaniem ekspertów można zauważyć, że spółki dające ekspozycję na najatrakcyjniejsze lub słabo do tej pory reprezentowane na GPW, mogą liczyć na specjalne względy u inwestorów. – Rynek pozostaje bardzo selektywny – premiuje spółki oferujące unikalną ekspozycję sektorową lub wyraźne, strukturalne przewagi konkurencyjne. Sama „poprawność biznesu” to obecnie za mało, by zapewnić ponadprzeciętne stopy zwrotu po debiucie. Stąd mogą wynikać istotne różnice pomiędzy spółkami w notowaniach po debiucie – wskazuje Materna.

Wtóruje mu Sobierajski. – GPW jest rynkiem stosunkowo mocno reprezentowanym przez tradycyjne sektory, dlatego szczególnie duże zainteresowanie wzbudzają podmioty oferujące ekspozycję na nowe, atrakcyjne lub słabo reprezentowane obszary gospodarki. Inwestorzy szukają nie tylko potencjału wzrostu, ale także możliwości dywersyfikacji portfela. Dlatego relatywnie dobre zachowanie takich spółek, jak Creotech czy Diagnostyka, nie jest przypadkowe. Oprócz własnych osiągnięć operacyjnych oferują one ekspozycję na sektory, które są na GPW rzadkością i naturalnie przyciągają uwagę inwestorów. Są to biznesy związane z trendami, które pobudzają wyobraźnię rynku i pozwalają uczestniczyć w historiach wzrostowych niedostępnych wcześniej na warszawskim parkiecie – uważa. Podkreśla, że o sukcesie IPO i dalszym wzroście wartości w dłuższym terminie poza atrakcyjną i unikalną ekspozycją sektorową ważna jest przede wszystkim wiarygodna realizacja celów komunikowanych przez spółki.