Reklama

Henryk Walczewski: Co jest za zakrętem - przedawnienie zwrotu kredytu

Konsumenci powinni rozważyć i oszacować, jakie roszczenia banku wywoła uwzględnienie ich pozwu o nieważność umowy kredytowej.

Publikacja: 11.05.2022 12:16

Henryk Walczewski: Co jest za zakrętem - przedawnienie zwrotu kredytu

Foto: Adobe Stock

Problemy z kredytami zdają się nie mieć końca, bo w ślad za kredytobiorcami walutowymi pójdą wkrótce zadłużeni w walucie krajowej. Być może wypada przypomnieć tu zasadę równości wobec prawa. Strony umów tego samego rodzaju mają być traktowane według tych samych zasad, chociaż niejednakowo, z uwagi na różne obowiązki umowne. Zasady prawne przysługujące jednej stronie powinny dotyczyć także drugiej strony. Spory o unieważnienie kredytu walutowego powinny więc toczyć się o wszystko i prowadzić do całkowitego rozstrzygnięcia zamykającego ostatecznie sprawę dla obu stron.

Dopiero od niedawna orzecznictwo sądowe wydaje się ujednolicać według zasady abuzywności jako wiodącej przyczyny unieważniania umów kredytowych. Wyrazem wspierającym ten pogląd jest uchwała SN III CZP 40/22 (wcześniej III CZP 33/21 z 28 kwietnia 2022 r.). Pozostaje jednak otwarta i niepewna treść uprawnień i roszczeń przysługujących bankom pozywanym przez konsumentów.

Teoria podwójnej kondykcji opiera się na założeniu, że każda ze stron nieważnego kredytu walutowego powinna samodzielnie określić swoje roszczenia, nawet osobne pozwy. Teoria ta, chociaż opiera się na godnych uwagi przesłankach, powoduje wyjątkowo dolegliwe skutki. Najpierw dla stron nieważnej umowy (narażonej na dwa procesy), a potem dla sądów przez nadmierne ich obciążenie. Godzi w powszechne poczucie sprawiedliwości – dlaczego konsument najpierw wygrywa, aby potem mieć nową sprawę o to samo i przegrywać, co wygrał przed tym samym sądem! Podział na dwa procesy stanowi więc zagrożenie konsumentów, z którego zazwyczaj nie zdają sobie sprawy. Niniejszy tekst jest właśnie po to, aby uświadomić konsumentom zagrożenia, jakie być może czekają na nich już w najbliższej przyszłości.

Frankowiczu, popatrz, co kryje się za zakrętem

Konsumenci mają teraz swój czas, ponieważ wniesione przez nich sprawy właśnie zaczynają odnosić zmasowany sukces. Media donoszą, że „sądy uznają krzywdę, jaką konsumentom wyrządziły banki”. To nie jest prawdą, ponieważ powodem unieważniania umów kredytowych są błędy popełnione przez banki. Seryjnie – poprzez umieszczenie we wzorcach umów postanowień abuzywnych. Taki błąd w postaci tzw. tabeli kursowej banku, według której banki bez indywidualnego uzgodnienia jednostronnie upoważniły siebie do kształtowania kursu waluty do spłaty rat kredytu. Stanowi on naruszenie art. 3851 k.c. i jest klauzulą abuzywną, czyli powód do unieważnienia umowy. Tylko niektóre banki praktykowały odesłanie do obiektywnego i niezależnego od stron źródła np. tabeli kursów NBP. Umów wadliwych podpisano setki tysięcy, więc wpływają i będą wpływać adekwatne ilości pozwów.

Reklama
Reklama

Media oraz niektórzy prawnicy wydają się w tej sytuacji wręcz zachęcać do wnoszenia kolejnych powództw, głosząc, że wygrana z bankiem jest przesądzona i praktycznie pewna. Nie słychać jednak głosów wzywających do ostrożności i rozwagi, mając na względzie odroczenie roszczeń bankowych do czasu prawomocnego ustalenia nieważności umowy. Dopiero pierwsza fala wyroków uznawanych chyba niesłusznie za „prokonsumenckie” spowodowała nieśmiałe wnoszenie kontrpozwów banków przeciwko konsumentom. Roszczenia w tych pozwach cechuje wyjątkowa niepewność i skomplikowanie roszczeń, ponieważ brakuje jakiejkolwiek pewniejszej koncepcji o tym, co bankom przysługuje. Najwięcej argumentów ma charakter ekonomiczny i pochodzi nie od prawników.

W świecie prawa od odpowiedzi uchyla się tak doktryna, jak orzecznictwo, a w szczególności wciąż nieznane jest kompleksowe stanowisko Sądu Najwyższego. Teoria podwójnej kondykcji wyrażona w uchwale III CZP 6/21 nie objaśnia treści tej drugiej kondykcji. Trudno więc nie podzielać sceptycyzmu i ostrożności banków, które mogły sobie dotychczas pozwolić na zwlekanie z odpowiedzią konsumentom. Stan ten wywołał u konsumentów (oraz niektórych prawników) błędne przekonanie, że banki nie mają roszczeń – skoro ich nie podnoszą. Z tego więc powodu (zapewne fałszywie) głoszą, jakoby unieważnienie umowy kredytowej oraz zasądzenie tzw. nadpłaty dla konsumenta definitywnie i pomyślnie kończy sprawę. Tak jednak nie jest, ponieważ banki zaczynają wnosić swoje pozwy, skoro są do tego zobowiązane odpowiednimi przepisami i nie mogą tolerować nieuzasadnionych strat. Niepewność co do treści roszczeń bankowych nie przesądza o ich nieistnieniu. Podniesienie roszczeń wzajemnych przez bank jest co do zasady oczywiste i pewne, chociaż obecnie może wydawać się inaczej.

Czy pozew konsumenta o nieważność kredytu nie stanie się One Way Ticket to Hell

Nieważność umowy pociąga za sobą obowiązek wzajemnego zwrotu otrzymanych świadczeń wzajemnych, ponieważ żadna ze stron nie posiada już tytułu prawnego, aby zatrzymać otrzymane świadczenie. Temu obowiązkowi, który wydaje się oczywisty i pewny (zgodny z zasadami współżycia społecznego oraz uczciwości), przeciwstawia się zarzut przedawnienia. Albowiem niektórzy zauważają, że nieważną umowę zawarto znacznie dawniej, niż wynosi termin przedawnienia.

Wówczas w dacie wyroku unieważniającego kredyt roszczenia banku są już przedawnione. Z drugiej jednak strony, roszczenie konsumenta o stwierdzenie nieważności czynnej umowy nie przedawnia się. To wszystko ma pozwalać konsumentowi według znanego powiedzenia „zjeść ciastko i mieć ciastko” – unieważnić obowiązek spłaty pożyczonej kwoty, odzyskać w całości wpłacone raty oraz zatrzymać sobie otrzymany kredyt w całości. Dla konsumenta to gratka, a dla banku potężna strata. Mało prawdopodobne, aby banki potulnie zgodziły się na takie koncepty. Wadliwość takiego rozumowania zostanie poddana kontroli sądowej. Zanim jednak to nastąpi, konsumenci powinni rozważyć i oszacować, jakie roszczenia banku wywoła uwzględnienie ich pozwu o nieważność umowy kredytowej.

Roszczenia takie zauważył TSUE w wyroku C 269/19 w tezie 41, wskazując, że unieważnienie umowy równa się postawieniu kredytu w stan natychmiastowej wykonalności. Dlatego w tezie 42 do tego samego wyroku TSUE widzi konieczność, aby wykonując obowiązek ochrony konsumenta, sąd wezwał strony do podjęcia negocjacji o sposobie rozliczenia i zamknięcia nieważnej umowy. Albowiem, jak to podkreślono w tezie 44, „uprawnienia sądu nie mogą wykraczać poza to, co jest ściśle konieczne w celu przywrócenia równowagi na gruncie umowy między jej stronami, a tym samym ochrony konsumenta przed szczególnie szkodliwymi konsekwencjami, jakie mogłoby spowodować unieważnienie danej umowy kredytowej”.

Z tego punktu widzenia teoria podwójnej kondykcji nie odpowiada standardom ochrony konsumenta wskazywanym przez TSUE, preferując spór zamiast konsensusu. Ignoruje też kluczowy dla konsumenta obowiązek zwrotu udzielonego kapitału, pomijając okoliczność, że konsumenta może nie być stać na spłatę salda kredytu. Sąd prawa, jakim jest SN, powinien więcej uwagi poświęcić aspektom przywrócenia równowagi między stronami, zamiast zachęcać je do wnoszenia wzajemnych pozwów (tezy 37–39 do sprawy C-269/19). Jednym ze skutków pozwu w drugiej kondykcji jest narażenie konsumenta na koszty procesu, które dla przeciętnego kredytu (np. 300 tys. zł + oprocentowanie), wyniosą przypuszczalnie około 50 tys. zł. Wyrok sądu w pierwszej kondykcji może wprowadzić w błąd konsumenta, sugerując mu, że kredyt ma spłacony, a bank jest jego dłużnikiem.

Reklama
Reklama

Dopiero w drugiej kondykcji konsument może dowiedzieć się o dalszych obowiązkach wynikających z unieważnienia umowy kredytowej (zwrot kapitału wraz z wynagrodzeniem za korzystanie do czasu spłaty). Ochrona konsumenta wymaga chyba, aby w jednym postępowaniu rozliczyć nieważną umowę w oparciu o jeden i ten sam stan faktyczny i prawny. Kredytobiorca powinien oddać kapitał otrzymany od banku – w całości i niezwłocznie po unieważnieniu umowy kredytowej. To jest oczywiście niemożliwe, ponieważ kredytobiorca używał kapitału przez wiele lat, i tak samo przez wiele lat płacił raty, uważając, że spłaca kredyt. Po unieważnieniu umowy na żądanie konsumenta okazuje się, że kredytobiorca używał kapitału bez tytułu prawnego, bo umowne oprocentowanie i prowizje upadły wraz z umową ze skutkiem wstecznym. Stanu faktycznego zmienić się nie da – co się zdarzyło, to się nie odzdarzy. Fakty składające się na stan faktyczny nie podlegają mechanizmowi unieważnienia ani anihilacji. Tylko stany prawne (choć nie wszystkie) można zmieniać, a nawet unieważnić – czyli sprawić tak, jakby ich wcale nie było. Stany faktyczne trwale pozostają. Oczywiście gdyby doszło do „nadpłacenia zwrotu kapitału”, to po uwzględnieniu spłaty roszczeń dla banku konsumentowi należy się również odpowiednie wynagrodzenie.

Każdą umowę można unieważnić, ale stanów faktycznych unieważnić się nie da

Żądania banków wynikają więc wyłącznie ze stanu faktycznego, jaki pozostał po nieważnej umowie. Stratą banku, której nie można rekompensować, jest utrata wszelkich należności i rozliczeń walutowych (od strony ekonomicznej równa aprecjacji waluty kredytu). Jak tego wymaga dyrektywa 93/13, umowa, która nie może być nadal wykonywana po usunięciu z jej treści abuzywnych postanowień (tu: walutowych), musi zostać w całości uznana za nieważną. Nie jest więc dopuszczalne, aby cokolwiek z postanowień nieważnej umowy pozostało w mocy. To zaś oznacza, że nieważna umowa wykreowała szereg faktów (stan faktyczny), które przez unieważnienie całkowicie utraciły swoje dotychczasowe znaczenie i cel.

Tym „nagim faktom” trzeba po unieważnieniu nadać nowy sens i znaczenie prawne. Mogą to uczynić strony w drodze ugody sądowej (preferowane rozwiązanie), korzystając ze swobody zawierania umów. Bank, stosując się do teorii drugiej kondykcji, sformułuje swoje roszczenia, przypisując im nowe znaczenie prawne, na podstawie przepisów bezwzględnie i powszechnie obowiązujących lub ich wykładni. Celem roszczenia banku jest uzyskanie wynagrodzenia lub odszkodowania za to, że kredytobiorca używał udzielonego mu kapitału bez tytułu prawnego.

Bank może wybierać swoje roszczenie pośród wielu rozwiązań, opartych na nieważności umowy kredytowej ze skutkiem ex tunc

Skutek ex tunc, czyli wsteczny, pozwala na wiele rozwiązań prawnych, z których żadne nie zostało zweryfikowane poglądami doktryny lub utrwalonym orzecznictwem. Na szczególną uwagę zasługują:

a) odsetki za opóźnienie – mając na względzie, że obowiązek zwrotu świadczenia wzajemnego staje się świadczeniem pieniężnym, a za opóźnienie w spełnieniu świadczenia pieniężnego można żądać odsetek zgodnie z art. 481 k.c. Takie podejście oparte jest wyłącznie na przepisach bezwzględnie obowiązujących i nie wymaga praktycznie żadnego postępowania dowodowego oprócz przeliczenia wpłat i naliczenia odsetek. Odsetki za opóźnienie są jednak wyższe od np. oprocentowania ekwiwalentnego kredytu złotowego, co może stanowić właściwą presję i argument do zakończenia sprawy ugodą,

b) wydanie bankowi korzyści, jakie uzyskał kredytobiorca, korzystając z kapitału bez tytułu prawnego (art. 405 i 406 k.c.) – może to być zaoszczędzony koszt innego kredytu, jaki konsument musiałby zaciągnąć, aby nabyć prawo do używania tego samego kapitału w taki sam sposób i w takim samym czasie jak z nieważnej umowy. Na koszt ten składają się oprocentowanie kredytu, ubezpieczenie, opłaty i prowizje itd., które kształtuje rynek i podlegają nieustannym zmianom. Trzeba też mieć na względzie, że niektórzy kredytobiorcy walutowi nie mogli skorzystać z kredytu złotowego, ponieważ nie mieli zdolności kredytowej osiągalnej dla nich kredytem walutowym. Obliczenie wynagrodzenia dla banku tym sposobem wymaga więc kosztownej opinii biegłego i jest wysoce kontrowersyjne,

Reklama
Reklama

c) ekwiwalent dochodów i korzyści z kapitału, jakie można było uzyskać na warunkach rynkowych w czasie i miejscu wykonywania nieważnej umowy, co jest pod każdym względem niejasne, wymaga kosztownej opinii biegłego, chyba że sąd zdecyduje się miarkować (art. 320 k.p.c.), ale nie wiadomo, czy jest to właściwe w sprawie o rozliczenie nieważnego kredytu.

Na powyższe roszczenia konsument z pewnością odpowie merytorycznie, a także będzie dowodził, że nastąpiło przedawnienie.

Ad a) – bank odpowie, że nieważność miała miejsce ex tunc, więc obowiązek zwrotu nastąpił niezwłocznie po zawarciu nieważnej umowy. Każda wpłacona przez konsumenta rata kredytu do nieważnej umowy przerwała bieg przedawnienia, więc przedawnienia nie ma (art. 123 § 1 pkt 2 k.c.).

Ad b) – wydanie bankowi korzyści, a zwłaszcza oszczędności na innym kredycie odwołuje się do stanów hipotetycznych, zamiast do rzeczywistego stanu faktycznego, jaki pozostał po nieważnej umowie. Brakuje więc argumentów do przerwania biegu przedawnienia jak wyżej. Nie jest roszczeniem przedawnionym, jeżeli odwołuje się do nieważności umowy ex nuc, czyli bez skutku wstecznego. Do tego potrzeba uznać, że takie roszczenie banku ma inną podstawę faktyczną i prawną niż obowiązek zwrotu świadczenia wzajemnego. Bank procesowo może tak utrzymywać, jeżeli zwrot udzielonego kapitału został mu zapewniony w pierwszej kondykcji, czyli w pozwie konsumenta, a potem wyrokiem. W przeciwnym razie bankowi pozostaje tylko powołanie się na art. 117 [1] z wnioskiem, aby sąd zdecydował uznać roszczenie za nieprzedawnione. Jest to mało prawdopodobne, ponieważ odpowiedzialność za nieważność umowy jest po stronie banku, a nie konsumenta, a ochrona konsumenta przemawia za uznaniem przedawnienia.

Ad c) – bank nie może powołać się na przerwanie biegu przedawnienia jak wyżej, ponieważ roszczenie ekwiwalentu jest oderwane od stanu faktycznego, jaki pozostał po nieważnej umowie. Nie odwołuje się do obowiązku zwrotu świadczenia wzajemnego, może wnosić o zastosowanie art. 117 [1] z identycznymi uwagami jak wyżej.

Reklama
Reklama

Sąd, oceniając takie argumenty od obu stron, powinien zauważyć że:

- Wniesienie pozwu konsumenta opartego na roszczeniach wywiedzionych ze skutkiem wstecznym pozwala przyznać takie same prawa bankowi, co preferuje roszczenia wyprowadzone z obowiązku zwrotu świadczenia wzajemnego, na podstawie tego samego stanu faktycznego, jaki pozostał po nieważnej umowie. Jednolitość stanu faktycznego i prawa pozwala na uwzględnienie zarzutu potrącenia (art. 203 [1] k.p.c.) już przy pierwszej kondykcji z pozwu konsumenta i całkowite rozliczenie kredytu bez zbędnego procesu z drugiej kondykcji. Jest to zgodne z zasadami ochrony konsumenta i pewności obrotu prawnego.

- Jest wskazane wydanie wyroku częściowego o nieważności umowy kredytowej, a następnie skierowanie strony do mediacji dla rozliczenia nieważnego kredytu ugodą (czyli w zakresie poza obecną kognicją sądu i poza granicami art. 321 k.p.c.).

Spotyka się też inne koncepcje wynagrodzenia należnego bankowi, koncentrujące się wokół wynagrodzenia za korzystanie z kredytu do czasu jego zwrotu. Jako szczególnie podatną na zarzuty merytoryczne i przedawnienie należy ocenić waloryzację świadczenia wzajemnego podlegającego zwrotowi. Koncepcja dla banku o tyle fatalna, że trudna dowodowo oraz prowadząca wprost ku skutecznemu przedawnieniu, skoro spłaty rat nie uznaje się za wpłatę na poczet zwrotu, co pozwala podnieść ten zarzut.

Należy też odnotować, że wynagrodzenie za używanie kapitału niesłusznie nie jest kojarzone z odsetkami za zwłokę, które nie są przecież niczym innym niż zryczałtowanym odszkodowaniem za opóźnienie. Odszkodowanie jako rekompensata za utracone korzyści może być dla banku funkcjonalnie tym samym co wynagrodzenie. Odsetki za zwłokę nie wymagają jednak żadnych dowodów poza naliczeniem, odpadają koszty biegłych i skomplikowane wywody trudne do obrony. Dlatego zgodnie z prawem odsetki mogą stanowić wynagrodzenie, np. za pożyczkę pieniężną lub kredyt.

Reklama
Reklama

Po nieważnej umowie zostaje jeden stan faktyczny, więc prawa dla obu stron są takie same

Pomieszanie i mylenie argumentów ekonomicznych i prawnych lub stanów faktycznych i prawnych nie pomaga w rozstrzyganiu sporów między konsumentami a bankami.

Nie da się osądzić sprawy za pomocą kondycji sektora bankowego, wykresów historycznej zmienności kursu itd. Sądy zaczęły orzekać o nieważności na skalę masową dopiero wtedy, kiedy połączono zarzuty o abuzywnych postanowieniach umownych, z ich zastosowaniem w umowie stanowiącej przedmiot sporu. Banki popełniły błąd, a następnie powieliły go w tysiącach umów – i to jest główny powód rzekomej prokonsumenckiej linii orzeczniczej. Zmiana kursu walut naruszyła interesy ekonomiczne tysięcy kredytobiorców, którzy, korzystając z okazji, próbują pozbyć się niewygodnych warunków kredytowych. Nie ma żadnej wątpliwości, że gdyby kurs CHF był stabilny, a raty kredytu utrzymywały się na korzystnym poziomie, nie byłoby żadnych pozwów o unieważnienie kredytów.

Znaczenia unieważnienia umowy ze skutkiem wstecznym (ex tunc)

Tylko skutek wsteczny nieważności pozwala konsumentom dochodzić zwrotu wpłat czynionych do nieważnej umowy kredytowej. Pośród wpływających do sądu pozwów próżno jednak szukać rozróżnienia między obowiązkiem zwrotu świadczenia wzajemnego a roszczeniem o zwrot nienależnego świadczenia. Jest pomiędzy nimi zasadnicza różnica, polegająca na wymagalności i odporności na zarzut przedawnienia.

Dla obowiązku zwrotu świadczenia wzajemnego z nieważnej umowy należy uznać wymagalność jako niezwłocznie od dnia nieważnej umowy, a spłaty rat posłużą do przerwania biegu przedawnienia. Jeżeli zaś przedmiotem roszczenia będzie świadczenie nienależne (oderwane od obowiązku zwrotu świadczenia wzajemnego), to termin jego wymagalności nie wynika z natury zobowiązania i powód musi je określić wezwaniem (art. 455 k.c.), w tym wniesieniem pozwu. Bankowi jak i konsumentowi grozi więc utrata roszczeń z powodu przedawnienia.

O podsumowanie powyższych uwag, które mogą stanowić jedynie wstęp do dalszych rozważań, poprosiłem moich współpracowników.

Reklama
Reklama

Autor jest sędzią delegowanym do Sądu Okręgowego w Warszawie

Opinie ekspertów

Joanna Papla - asystent sędziego w Sądzie Okręgowym w Warszawie

Pozwy banków są jeszcze rzadkością, ale trudno w nich dopatrzyć się argumentacji opartej na faktach i argumentach prawniczych. Dominują wywody ekonomiczne, które raczej nie mogą być dowodami do wydania wyroku.

Jedynie zrozumiały bywa wniosek o zawieszenie postępowania, w oczekiwaniu na prawomocność wyroku w postępowaniu z powództwa konsumenta.

Magdalena Konat-Staniek - biegły IEEF

Przeprowadzenie dowodów na waloryzację kapitału lub obliczenie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału bez tytułu prawnego należy do sfery o najwyższym stopniu uznaniowości i jest narażone na wszelkie możliwe zarzuty, co nie rokuje szybkiego zakończenia sprawy w jednej instancji.

Lepiej, żeby sąd zdecydował się na miarkowanie (art. 320 k.p.c.), czyli sam oszacował, ale na razie nie wiadomo, czy jest to dopuszczalne. Jasne sprecyzowanie warunków korzystania z kapitału w formie kredytu hipotecznego powinno zostać określone na takich samych warunkach jak w przypadku kredytu w złotych

Przyrównanie kosztu kapitału z udzielonego kredytu do inwestycji na rynku instrumentów finansowych jest niewłaściwe ze względu na mnogość tych instrumentów, jak i ich zaawansowane konstrukcje. Konstrukcja naliczania kosztu kredytu hipotecznego jest prosta, natomiast instrumenty finansowe są produktami finansowymi o złożonej budowie.

Sądy i Prokuratura
Agata Łukaszewicz: Jest weto i turbokaganiec
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Sądy i Prokuratura
Konstytucyjna KRS na podstawie niekonstytucyjnej ustawy
Sądy i Prokuratura
Obowiązki administracyjne tylko z ustawy
Sądy i Prokuratura
Skutki prymatu jednolitości orzecznictwa nad przewidywalnością wyroków (2)
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama