Era kwestionowania trwa w najlepsze. Sędziowie w sądach wyższych instancji nadal opowiadają o potrzebie kwestionowania nowych kolegów. Podział na neo- i paleosędziów trwa tam w najlepsze. Nieco inaczej wygląda sytuacja w sądach rejonowych i okręgowych, gdzie takie sytuacje są rzadkością i mają cechy pojedynczych ekscesów.
Wszystko wskazuje na to, że pomimo upływu lat nie doszło do przełamania w żadną stronę i spory między sędziami będą się nadal toczyć. Rowy podziałów nie zostały zasypane, wręcz przeciwnie – stale są umacniane i powiększane. Pomimo to zdecydowana większość sędziów nadal rzetelnie wykonuje swoje obowiązki orzecznicze, nie zważając na nawoływania do wzajemnego kwestionowania powołań, przeprowadzania testów, uchylania sobie orzeczeń czy stwierdzania ich nieistnienia.
Jeszcze jeden krok
W praktyce zadziwiająca jest jednak postawa części paleosędziów wobec nowo powołanych kolegów. Pisałem już tu o upadku dobrych obyczajów i zaniechaniu zwykłych form grzecznościowych. Niektórych sędziów przekonanie o własnej racji i nieomylności wbiło w taką pychę, że nabrali przekonania, że z sędziami o innych poglądach nie można prowadzić dialogu, a nawet się do nich odezwać, czy zaszczycić ich spojrzeniem.
Czytaj więcej
W mniejszym mieście, w modelu, który udało mi się wypracować, łatwiej mi pogodzić karierę zawodow...
Cóż, brakuje im tolerancji dla odmiennych stanowisk. Stąd niektórzy zieją nienawiścią i tracą panowanie nad swoimi zachowaniami i wypowiedziami. Pojawiają się epitety i wulgaryzmy. Zwycięża u nich klasyczna koncepcja odczłowieczenia osoby przeciwnika. Jeszcze krok i pojawią się kamienie w odpowiedzi na prośbę o chleb. Słabo to świadczy o sędziach uznających się przecież za elitę narodu. Brak poszanowania dla innych nigdy nie jest dobrym drogowskazem. Powaga i autorytet sądów niewątpliwie nadal przez to tracą, czego ekstremiści zdają się nie dostrzegać, a może nawet się z tym godzą, byle tylko zaistnieć. Na szczęście to tylko margines środowiska sędziowskiego i właściwie gdyby nie doniesienia prasowe o kolejnych wyskokach, można by to skwitować wzruszeniem ramionami.
Nowe zrzeszenie
Niestety, taki brak tolerancji pojawia się także w niektórych stowarzyszeniach sędziowskich. Warto przypomnieć, że na początku reformy wymiaru sprawiedliwości, chyba w 2017 roku, przegłosowano tam, że sędziowie, którzy mają inną wizję sądownictwa od większości członków stowarzyszenia, powinni je opuścić. Czyli przyjęto rozwiązanie, zupełnie jak w partii politycznej, gdy nie zgadzasz się z linią partii, to musisz z niej odejść.
Pojawiły się wykluczenia sędziów prezentujących inne poglądy. Smutne, bo wydawało się, że stowarzyszenia sędziów są przede wszystkim forum do wymiany doświadczeń i myśli. Takie też były ich podstawowe założenia. Tak też one przez lata działały. Osobiście przez kilkanaście lat członkostwa brałem udział w różnych dyskusjach i obradach i nikt nikogo nie hejtował za inne zapatrywania.
Pluralizm jest passé
Potem, niestety, pojawiła koncepcja monolitu, która chyba zwyciężyła, przynajmniej na szczeblu centralnym. Pluralizm stał się niemodny. Później jeszcze nastąpiło zespolenie działań niektórych stowarzyszeń z linią określonych partii politycznych i ścisła współpraca z nimi. Czyli zaprzepaszczono też apolityczność. Na szczęście jednak powstaje nowe zrzeszenie sędziów RP, które nie zamyka się przed osobami o różnych zapatrywaniach i spojrzeniach na sądownictwo i które daje nadzieje na swobodę wypowiedzi. Tolerancja jest bowiem cechą ludzi mądrych, a jej brak – tych, o których mowa w tytule tego tekstu. Głęboko przy tym wierzę, że tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, co dobrze wróży inicjatywie nowego zrzeszenia sędziów.
Dobrze również, że pojawi się nowy głos środowiska sędziowskiego, gdyż obywatele obserwujący doniesienia medialne mogliby odnieść wrażenie, że wszyscy sędziowie sympatyzują z określoną stroną sporu politycznego. Cóż, nic w tym dziwnego, gdy daje się zauważać wspólne konferencje czy spotkania towarzyskie przedstawicieli niektórych stowarzyszeń z ich idolami politycznymi. Przyjmowanie prezentów i głośne klaskanie na wiecach poparcia dla polityków to niestety rzeczywistość.
Obawy obywateli
Obywatele obserwują to z coraz większym niesmakiem i niedowierzaniem. Zastanawiają się, jak to jest możliwe. Wątpią, czy można uznać za niezależnych i apolitycznych sędziów, którzy aktywnie występują obok polityków na wiecach i demonstracjach politycznych lub przedstawiają w mediach swoje sympatie i antypatie światopoglądowe. Obywatele boją się, że jeśli mają inne poglądy niż ci politycy i wspierający ich sędziowie, to czy ich sprawy w sądzie będą rzetelnie i bezstronnie osądzone. Widząc sędziego na zjeździe określonej partii czy przemawiającego na manifestacji, obwieszonego określonymi symbolami politycznymi, nie mogą mieć innego wrażenia niż to, że jest on co najmniej przychylny osobom należącym do tych ugrupowań i prezentującym te same poglądy. Sędzia taki jawi się przy tym jako przeciwnik innego ugrupowania czy osób o innych poglądach i zapatrywaniach. Skojarzenia są jednoznaczne i oczywiste.
W poszukiwaniu profesjonalistów
Muszę jednak zmartwić upolitycznionych działaczy i celebrytów sędziowskich – obywatele wcale nie chcą takich sędziów. Widać to wyraźnie w wielu pismach i skargach przychodzących do sądów oraz w ustnych wypowiedziach interesantów, z którymi mam okazję spotykać się w ramach swoich obowiązków. Obywatele oczekują bowiem nie polityków w togach i dziwacznych krzykaczy, tylko apolitycznych, bezstronnych profesjonalistów, którzy sprawnie rozstrzygną ich sprawy bez względu na to, jakie ktoś ma poglądy polityczne i zapatrywania światopoglądowe.
Autor jest prezesem Sądu Okręgowego w Kielcach