Sytuacja w sądownictwie stopniowo się pogarsza. Upada zaufanie obywateli do sądów, źle wróżą wyniki statystyczne. Czy obecna władza ma na to jakieś remedium? Okazuje się, że oprócz programu szczucia jednych sędziów na drugich postanowiono ratować wyniki sądów poprzez dociążenie sędziów funkcyjnych oraz ściągnięcie do pracy sędziów w stanie spoczynku, aby wypełnili wakaty.
Mam poważne wątpliwości, czy pomysły te pozwolą na realną poprawę wyników pracy sądów. Raczej jest to rozpaczliwe chwytanie się ostatnich rezerw w obliczu totalnej klapy.
Czytaj więcej
Tam, gdzie skład orzekający musi obejmować ławnika, sprawa nie ruszy z powodu jego braku. Kolejny nabór uzupełniający nie pomoże.
Docisnąć funkcyjnych
Jedną z ostatnich zmian dokonanych przez ministra sprawiedliwości była nowelizacja rozporządzenia o regulaminie urzędowania sądów powszechnych, konkretnie w § 68, który określa procentowy udział sędziego w przydziale spraw wpływających do wydziału. Przypomnę, że generalnie przepis ten przewiduje, że procent ten jest zróżnicowany w zależności od pełnionej przez sędziego funkcji.
Innymi słowy przewidziano w nim, że w zależności od pełnionej funkcji w sądzie lub poza sądem sędzia będzie otrzymywał procentowo mniej spraw z ogólnego wpływu trafiających do wydziału, w którym orzeka. Wprowadzenie tej regulacji wynikało z założenia, że pełnienie funkcji administracyjnych lub dodatkowych obowiązków powoduje znaczne zaangażowanie sędziego, wobec tego należy mu ograniczyć wpływ spraw, aby podołał on zarówno pracy administracyjnej, jak i orzeczniczej. W celu realizacji tego założenia powstała dość skomplikowana wyliczanka określająca minimalny udział poszczególnych sędziów funkcyjnych we wpływie spraw do wydziału.
To właśnie tę wyliczankę postanowiono obecnie zmienić, a mówiąc konkretnie, podwyższyć wskaźniki procentowe dla poszczególnych funkcyjnych. Idea jest taka, aby sędziowie pełniący różnego rodzaju funkcje, np. prezesi sądów, przewodniczący, wizytatorzy i inni, bardziej niż dotychczas reagowali na wpływ spraw do wydziałów, w których orzekają.
Czyli w konsekwencji więcej zajmowali się pracą orzeczniczą, która jest istotą pracy sędziego. W szczególności podwyższone zostały procenty dla przewodniczących mniejszych wydziałów, liczących do siedmiu orzeczników, w których z dotychczasowych 50 proc. wskaźnik ustalono na co najmniej 80 proc. Dla sędziów wizytatorów – z 50 proc. do 60 proc., dla prezesów i wiceprezesów sądów – z 25 proc. do 30 proc. Generalnie zmiany te należy ocenić pozytywnie, bo przecież sędziowie funkcyjni pobierają niemałe dodatki funkcyjne za swoje obowiązki, nie powinni więc korzystać jeszcze z nadmiernego zwolnienia od orzekania.
Niestety pomiędzy nowymi przepisami przemycono także zmiany wyraźnie inspirowane poglądami politycznymi i chęcią dokuczenia sędziom, z którymi obecnym decydentom nie po drodze. Jak bowiem inaczej ocenić ustalenie, że sędziowie będący członkami Krajowej Rady Sądownictwa będą mieli wpływ w wysokości co najmniej 80 proc.? To oczywista złośliwość.
Krajowa Rada Sądownictwa ma przecież bardzo obszerny zakres obowiązków wynikających z ustawy o ustroju sądów powszechnych oraz ustawy o KRS. Chodzi tu nie tylko o opiniowanie kandydatów na sędziów, ale także o opiniowanie aktów prawnych, rozpoznawanie odwołań od zmian podziałów czynności, decydowanie o dalszym orzekaniu sędziów przed stanem spoczynku itd.
Obarczenie więc sędziów członków KRS pracą orzeczniczą w 80 proc. jest zupełnie nieracjonalne. Ucierpią na tym bowiem nie tylko sprawy orzecznicze, ale także funkcjonowanie tego organu, który jest przecież istotny dla całego wymiaru sprawiedliwości. Nie sposób bowiem przyjąć, że sędziowie członkowie KRS będą mogli, zachowując ustawowe normy czasu pracy, wykonywać zarówno czynności orzecznicze, jak i obowiązki związane z udziałem w pracach tego organu.
Poza tym chodzi tu tylko o 15 sędziów. Uzasadnienie zatem, że ich większy udział we wpływie spraw zmieni sytuację w całym sądownictwie, jest tylko lichą zasłoną dymną dla prawdziwych (raczej niskich) pobudek twórców tego zapisu. Podobnie należy ocenić nieracjonalne obciążenie rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych oraz zastępców rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych wpływem w wysokości co najmniej 90 proc.
Niezależnie od tych złośliwości, wątpliwe jest, czy cała ta zmiana procentów dla sędziów funkcyjnych znacząco wpłynie na wyniki sądów. Wszak w mniejszych sądach, które przecież stanowią zdecydowaną większość sądów w naszym kraju, sędziowie funkcyjni już obecnie orzekają w zakresie nawet przewyższającym powyższe wskaźniki. Natomiast wobec lawinowego wpływu w większych jednostkach, a zwłaszcza w największych miastach, nieznaczna zmiana obciążenia funkcyjnych również nie uratuje sprawności sądów.
Powrót emerytów
Wśród zapowiedzi medialnych pojawia się informacja o planowanych zmianach mających umożliwić powrót do orzekania sędziów będących już w stanie spoczynku. Ich reaktywacja miałaby pozwolić na obsadzenie wakatów, które systematycznie narastają, zwłaszcza w sądach okręgowych i apelacyjnych. Wzrost liczby wakatów w tych sądach wynika nie tylko z odejść sędziów w stan spoczynku, ale także z działań Ministerstwa Sprawiedliwości, które postanowiło zaniechać ogłaszania wolnych miejsc sędziowskich, aby zamrozić działanie KRS i w ten sposób zatrzymać napływ nowych sędziów, których proces nominacyjny uważa za sprzeczny z Konstytucją RP.
Powstały w ten sposób brak w kadrach sędziowskich mieliby zapełnić sędziowie korzystający już ze stanu spoczynku. Cóż, operacja taka wymagałaby zmiany ustawy. Poza tym nie wydaje się, aby zbyt wielu sędziów w stanie spoczynku zechciało ten stan porzucić. Jakoś nie wierzę, aby osoby, które po latach ciężkiej służby zaczęły korzystać z odpoczynku, nabrały nagle ochoty, aby rzucić się w wir pracy orzeczniczej.
Oddźwięk na taką propozycję powrotu do stanu czynnego byłby więc, moim zdaniem, bardzo niewielki. Niewielka też byłaby w istocie korzyść z takiej zmiany. Wszak biologia i fizjologia mają swoje prawa, a praca orzecznicza nie należy wcale do najłatwiejszych i bezstresowych. Dlatego też pomysł ten wygląda na zupełny strzał w płot i kolejny objaw rozpaczliwego poszukiwania wyjścia z nieciekawej sytuacji kadrowej sądownictwa.
Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Kielcach, członkiem Zrzeszenia Sędziowie RP