Sąd Najwyższy także przyjął, że brak po stronie członka zarządu spółki z o.o. wiedzy o jej kondycji finansowej nie jest okolicznością świadczącą o tym, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości lub niewszczęcie postępowania układowego nastąpiło bez jego winy w rozumieniu art. 116 § 1 pkt 1 lit. b) ordynacji podatkowej [b](wyrok z 19 lutego 2008 r., II UK 100/07).[/b]
[ramka][b]Przykład 3[/b]
Pan Marek dostał propozycję członkostwa w zarządzie spółki Alfa. Nie zastanawiając się długo, przyjął tę funkcję wierząc, że jego znajomy – drugi członek zarządu, zajmie się jej sprawami. Sam nie miał pojęcia o prowadzeniu spraw spółki. Gdy spółka wpadła w tarapaty, okazało się, że znajomy pana Marka jest nieuchwytny. W związku z tym ZUS zwrócił się do pana Marka o uregulowanie wszystkich zobowiązań. Jego tłumaczenie, że nie wiedział o długach spółki, bo wszystkim zajmował się drugi członek zarządu, nie pomoże mu uwolnić się od roszczeń organu rentowego.[/ramka]
[srodtytul]Byłem chory[/srodtytul]
Nawet długotrwała choroba członka zarządu nie sprawi, że z miejsca zostanie on uwolniony od odpowiedzialności. [b]Choroba, ciąża, urlop macierzyński, urlop wychowawczy jedynego członka jednoosobowego zarządu spółki nie wykluczają same w sobie przypisania mu winy za niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości lub niewszczęcie postępowania zapobiegającego ogłoszeniu upadłości [/b][b](wyrok SN z 2 października 2008 roku, I UK 39/08)[/b].
Zdaniem SN wina członka zarządu spółki prawa handlowego powinna być oceniana według kryteriów prawa handlowego, czyli według miary podwyższonej staranności oczekiwanej od osoby pełniącej funkcje organu osoby prawnej prowadzącej działalność gospodarczą, miary staranności uwzględniającej podwyższone ryzyko gospodarcze związane z prowadzeniem tej działalności.
Jeżeli prezes jednoosobowego zarządu spółki prawa handlowego jest chory, a nie jest to choroba wykluczająca podjęcie przez niego odpowiednich decyzji gospodarczych, można od niego oczekiwać, że podejmie akty staranności służące zapewnieniu prawidłowego prowadzenia spraw spółki w czasie choroby. Nie łudźmy się jednak, że jeśli w czasie choroby ustanowimy pełnomocnika, to na niego spadnie odpowiedzialność za niezapłacone składki. Pełnomocnik działa na nasz rachunek i to my poniesiemy konsekwencje jego działań.
[ramka][b]Przykład 4[/b]
Pani Jowita była jedynym członkiem i prezesem zarządu spółki Varia. Od sierpnia 2006 r. finanse firmy pogorszyły się tak, że nie była ona w stanie spłacać swoich zobowiązań. Zadłużenie wciąż rosło, gdy pani Jowita podupadła na zdrowiu. Lekarz zalecił jej leżenie i unikanie stresów. Pani prezes ustanowiła pełnomocnika, który jednak nie umiał zaradzić problemom w firmie. W 2008 r. ZUS uznając, że nic nie wyegzekwuje od Varii, zwrócił się do pani Jowity. Ta nie będzie się mogła zasłonić chorobą. Wniosek powinna złożyć już w wakacje 2006 r. To że w 2007 r. nie zajmowała się firmą z powodu swego stanu zdrowia, jest dla ZUS bez znaczenia.[/ramka]
[srodtytul]Ważny moment[/srodtytul]
Istotne jest również ustalenie momentu, w którym członek zarządu zawinił, nie zgłaszając wniosku o upadłość. Jasne jest, że takim momentem musi być czas, w którym powstał obowiązek zgłoszenia tego wniosku.
Innymi słowy [b]sprawdzając, czy dany członek zarządu jest winien, trzeba wziąć pod uwagę chwilę, w której spółka stała się niewypłacalna, a więc zaprzestała spłaty zobowiązań, w tym składek na ubezpieczenie społeczne.[/b]
Jeśli ustalimy, że w tym momencie nasz delikwent miał możliwość złożenia stosownego wniosku, ale tego nie zrobił, nie musimy badać, czy ewentualnie potem zaszły jakieś okoliczności uniemożliwiające mu zadbanie o dobro firmy.
Ten dość oczywisty wniosek poparł Sąd Najwyższy, stwierdzając, że [b]winę lub brak winy członka zarządu spółki z o.o. w niezgłoszeniu wniosku o ogłoszenie upadłości lub o wszczęcie postępowania układowego należy oceniać w odniesieniu do tej chwili, w której powstał obowiązek zgłoszenia takiego wniosku, a nie do okresu późniejszego (wyrok SN z 2 października 2008 roku, I UK 39/08)[/b].
W konsekwencji taki członek zarządu odpowie za wszystkie nieuregulowane zobowiązania powstałe także wtedy, gdy nie miał już wpływu na działalność spółki.
[ramka][b]Można zrezygnować z funkcji, by nie odpowiadać[/b]
Jeśli choroba lub cokolwiek innego uniemożliwia nam dbanie o dobro firmy, najlepszym rozwiązaniem może okazać się rezygnacja z pełnionej funkcji. Jeśli zrobimy to w porę, może nas to uchronić od późniejszych nieprzyjemności. Jeśli ktoś nie jest już członkiem zarządu a ZUS próbuje go obciążyć odpowiedzialnością za długi, to może wywodzić, że za jego czasów firma miała się dobrze i nawet, jeśli były jakieś zaległości wobec organu rentowego, to były też środki na ich spłatę.
Jeżeli uda się udowodnić, że wówczas nie było potrzeby składania wniosku o upadłość, sąd uwzględni odwołanie. Prawidłowe zastosowanie art. 116 ordynacji podatkowej nie jest bowiem możliwe bez uprzedniego ustalenia, czy przed rezygnacją danej osoby z funkcji członka zarządu ochrona interesów wierzycieli spółki wymagała złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości [b](wyrok SN z 16 września 2008 roku, II UK 381/07)[/b]. [/ramka]
[srodtytul]Wszystko przez ten ZUS[/srodtytul]
Broniąc się przed odpowiedzialnością za składki, przedsiębiorcy nieraz wskazują, że to ZUS jest sam sobie winny, gdyż nie egzekwował składek wtedy, kiedy to jeszcze było możliwe. Podnoszą, że organ rentowy mógł na bieżąco upominać się o swoje, nie doprowadzając do powstania ogromnego zadłużenia, którego spółka już nie może spłacić. Sąd Najwyższy jednak stwierdził jednoznacznie, że takie argumenty nie mogą trafić na podatny grunt.
Według niego bezskuteczność egzekucji w rozumieniu art. 116 ordynacji podatkowej zależy od stanu majątkowego dłużnej spółki, stąd odpowiedzialności członka zarządu na tej podstawie nie zmniejsza to, jak starannie i szybko organ rentowy wprowadzi zaległość składkową do windykacji oraz prowadzi jej egzekucję [b](wyrok SN z 26 listopada 2008 r., I UK 107/08)[/b].
SN podkreślił, że nie ma czegoś takiego jak przyczynienie się ZUS do powstania takiej odpowiedzialności. Organ rentowy nie ma obowiązku dochodzić swoich roszczeń, tak jak tego sobie życzy zarząd spółki. Okoliczność, że egzekwując składki nieco sprawniej ZUS otrzymałby więcej, nie ma żadnego znaczenia dla późniejszej odpowiedzialności członków zarządu.
[ramka][b]Przykład 5[/b]
ZUS wydał decyzję o odpowiedzialności członków zarządu spółki Omega za zobowiązania z tytułu składek tej spółki za 200 pracowników na kwotę ponad 1 mln zł. Członkowie zarządu podnieśli, że zadłużenie narastało przez kilka lat, a ZUS nie kiwnął palcem, aby wyegzekwować należności, mimo że sytuacja finansowa spółki była na tyle dobra, że egzekucja mogła przynieść wymierny efekt. W świetle wyroku SN tłumaczenia członków zarządu nie na wiele się zdają.[/ramka]
Nie da się również skutecznie podnieść argumentu, że ZUS i tak by nic od spółki nie wyegzekwował, nawet jeśli wniosek zostałby złożony we właściwym czasie. Członek zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie może uwolnić się od odpowiedzialności za zaległości spółki w zakresie składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, Fundusz Ubezpieczenia Zdrowotnego, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych przez wskazanie, że pomimo zawinionego niezgłoszenia upadłości spółki nie powstała szkoda [b](wyrok SN z 29 maja 2008 roku, I UK 344/07)[/b]. Sąd uznał, że przepisy nie przewidują takiej przesłanki uwolnienia od odpowiedzialności, jak wykazanie braku związku przyczynowego między niezgłoszeniem wniosku o upadłość i szkodą poniesioną przez wierzyciela.
[srodtytul]A może jakiś majątek[/srodtytul]
O uwolnieniu członka zarządu od odpowiedzialności za spłatę zaległych składek może zdecydować wskazanie majątku spółki, z którego ZUS mógłby zaspokoić w znacznej części swoje roszczenia. Ale pamiętajmy, że jeśli przedstawiamy wierzycielowi jakieś nasze wierzytelności, to muszą one być po pierwsze wymagalne, a po drugie możliwość ich ściągnięcia musi być realna (por. [b]wyrok SN z 5 października 2007 r., II UK 40/07[/b]).
Co z tego, że jakiś dłużnik ma nam zapłacić pół miliona, jeśli jego sytuacja finansowa jest podobna do naszej i o skutecznej egzekucji nie może być mowy. Wskazany majątek musi wystarczyć na pokrycie większości długu. Wtedy dopiero ZUS da nam spokój.
[srodtytul]TRZEBA REALIZOWAĆ OBOWIĄZKI[/srodtytul]
[b]Będąc jedynie wpisanym do rejestru, ale nie wykonując w rzeczywistości swojej funkcji, możesz uciec od płacenia zaległych składek[/b]
Sąd Najwyższy rozstrzygnął problem, czy na podstawie art. 116 ordynacji podatkowej odpowiadać ma osoba wpisana do rejestru jako członek zarządu niezależnie od tego, czy jest nim w rzeczywistości, czy też tylko taka osoba, która faktycznie pełni swoją funkcję.
Ostatecznie uznał, że w sytuacji gdy zarząd stowarzyszenia został powołany niezgodnie z przepisami, faktyczne pełnienie funkcji członka tego zarządu przez osobę ujawnioną w takim charakterze w KRS nie rozstrzyga o odpowiedzialności tej osoby za składki nieuiszczone przez stowarzyszenie na warunkach wynikających z art. 116a ordynacji podatkowej [b](wyrok z 6 stycznia 2009 r., I UK 123/08)[/b].
Rozciągając ten wyrok na spółki, trzeba uznać, że samo wpisanie do KRS nie przesądza o odpowiedzialności członka zarządu. Decydujące znaczenie ma to, czy dana osoba w rzeczywistości została zgodnie z prawem powołana do pełnienia funkcji w zarządzie. Sam wpis ma charakter deklaratoryjny i nie ustanawia nikogo członkiem zarządu. Prawidłowo podjęta uchwała o odwołaniu dotychczasowego i powołaniu nowego członka zarządu jest skuteczna, niezależnie od ujawnienia dokonanej zmiany zarządu w rejestrze.
Zestawienie tej regulacji z brzmieniem przepisu mówiącego o odpowiedzialności członków zarządu w razie bezskutecznej egzekucji przeciwko spółce prowadzi do wniosku, że przepis ten ma na względzie osoby będące członkami zarządu w świetle wspomnianej regulacji. Bez znaczenia dla ustalenia tych osób jest więc zarówno niewpisanie ich do rejestru (tak również [b]wyrok SN z 18 stycznia 2001 r., V CKN 186/00[/b]), jak i treść wpisu.
[ramka][b]Przykład 6[/b]
Pani Alicja została zgłoszona do KRS jako członek zarządu spółki z o.o. Beta i jako taka została tam wpisana. Później okazało się, że nie ma żadnego formalnego powołania do pełnienia tej funkcji. Wprawdzie pani Alicja podpisywała swoim nazwiskiem dokumenty spółki i działała na jej rzecz, jednak bez żadnego umocowania.
Zdaniem Sądu Najwyższego ZUS nie będzie mógł się do niej zwrócić z roszczeniami, w razie gdyby egzekucja wobec spółki okazała się bezskuteczna.[/ramka]
[srodtytul]LIKWIDATOR SIĘ NIE UCHOWA[/srodtytul]
[b]Gdy po wyjściu z zarządu likwidujesz majątek firmy, musisz być przygotowany na to, że ZUS się do ciebie zgłosi, byś zapłacił nieodprowadzone dotychczas należności[/b]
W opinii Sądu Najwyższego odpowiedzialność związaną z bezskutecznością egzekucji składek na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne oraz Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych należnych w czasie likwidacji spółki z o.o. ponosi także były członek zarządu ustanowiony jej likwidatorem [b](wyrok SN z 8 lipca 2008 r., II UK 341/07)[/b].
SN uznał, że skoro do likwidatorów stosuje się przepisy dotyczące członków zarządu, to nie mogą oni uwolnić się od odpowiedzialności za nieodprowadzanie składek ZUS, jeśli nie udowodnią, że wykazali się taką starannością, jaką przepisy nakazują zachować członkom zarządu.
Tak więc, jeśli likwidator spółki w trakcie jej likwidowania zatrudnia pracowników, musi odprowadzać do ZUS wszelkie składki. Gdy tego nie zrobi, obejmie go działanie art. 116 ordynacji podatkowej.
Zdaniem SN nie byłoby sprawiedliwe uwalnianie go od odpowiedzialności. Gdyby to było możliwe, członkowie zarządu spółek mogliby podjąć decyzję o postawieniu spółki w stan likwidacji i od tego momentu byliby zwolnieni od konieczności odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne. Obowiązek ten niesłusznie byłby przerzucony na fundusz tworzony ze składek innych podmiotów.
[ramka][b]Przykład 7[/b]
Pan Waldemar był jedynym członkiem zarządu spółki Tila. Gdy okazało się, że interesy mu nie idą, postawił spółkę w stan likwidacji, a sam został likwidatorem. Gdy ZUS skierował do niego żądanie zapłaty zaległych składek, pan Waldemar podniósł, że jako likwidator nie miał prawa złożyć wniosku o upadłość, a więc nie może odpowiadać na podstawie art. 116 ordynacji podatkowej. Sąd oddalił odwołanie pana Waldemara, uznając, że powinien w tej sytuacji odpowiadać także za długi, które zaciągnął jako likwidator spółki.[/ramka]