Sposób na ominięcie przepisów jest bardzo prosty. Wystarczy, że przedsiębiorca stworzy kilka mniejszych firm i zatrudni w nich tę samą osobę. Na czym polega trik? Gdy jedna z tych spółek opłaci składki na ubezpieczenia społeczne za tego pracownika, np. od minimalnego wynagrodzenia lub zlecenia na 500 zł, to pozostałe, zatrudniające go na podstawie zlecenia, mogą zaoszczędzić na składkach ZUS. Ich zysk wynosi ponad 18 proc. kwoty wynagrodzenia (wraz z podniesieniem składki rentowej od 1 marca 2011 r. będzie to ponad 20 proc.).
Taki mechanizm jest nawet pozornie korzystny dla samych zleceniobiorców. Gdy nie są potrącane składki na ubezpieczenia emerytalno-rentowe, do ich kieszeni trafia o ponad 13 proc. więcej pieniędzy. To jednak krótkotrwała korzyść, ponieważ odbije się w przyszłości na wysokości emerytury.
Czas pracy bez limitu
Kolejnym zyskiem przedsiębiorcy jest możliwość omijania ograniczeń czasu pracy, np. lekarzy, z których większość nie ma nic przeciwko temu, gdyż dzięki temu zarabiają więcej. Gorzej jest z 200 tys. zatrudnionych w branży ochroniarskiej, Tam taka organizacja pracy jest najczęściej wykorzystywana do cięcia kosztów zatrudnienia.
Do obniżania składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorcy wykorzystują swobodę prowadzenia działalności gospodarczej i zawierania umów cywilnoprawnych. Utrudnia to kontrolowanie przez Państwową Inspekcję Pracy związanych z tym nieprawidłowości. Inspektor nie może bowiem kwestionować powiązań finansowych i prawnych przedsiębiorców, nawet jeśli są wykorzystywane do obniżania składek ZUS. Nie ma także podstaw do sumowania czasu pracy jednej osoby u kilku związanych ze sobą pracodawców.
Pracownikowi zostaje walka przed sądem o ustalenie istnienia stosunku pracy. Takie procesy są jednak bardzo trudne i długotrwałe. Nie ma też gwarancji, że sąd uzna kontrakt za zatrudnienie na etacie. Stanie się tak, gdy sędzia stwierdzi, że zleceniobiorca sam organizował sobie pracę.