Kiedy zaczynam myśleć o zielonych zamówieniach publicznych, widzę liczne, powszechnie dostępne opracowania, definicje, wytyczne, broszury, szkolenia. Mamy też dobre w tej materii przepisy prawa, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Ten duży dostęp do wiedzy przekłada się odwrotnie proporcjonalnie na praktykę (tylko 2-4 proc. wszystkich zamówień publicznych to zielone zamówienia). Dlaczego tak się dzieje? Bo zatrzymaliśmy się na formalizmach.
Zdecydowana większość opracowań specjalistycznych artykułów koncentruje się lub szczegółowo omawia wymogi formalne. Często też padają propozycje ogólne typu: „zastosuj cykl życia produktu”, „wykorzystaj wstępne konsultacje zwłaszcza w sytuacji, gdy nie posiadasz pełnej wiedzy o dostępnych rozwiązaniach na rynku”, „zastosuj certyfikaty środowiskowe” czy „żądaj etykiet”.