Unia nie wygra globalnej konkurencji na tych samych zasadach co Azja. Nie będzie najtańsza i najszybsza. Jej przewagą ma być coś innego: stabilność, przewidywalność i zdolność do utrzymania wysokiej jakości pracy w gospodarce opartej na wiedzy.
Pracownik wypalony, stale monitorowany i dostępny przez całą dobę może przez chwilę zwiększać wyniki, ale długofalowo staje się kosztem: dla firmy, systemu ochrony zdrowia i całej gospodarki. To dlatego Bruksela patrzy na rynek pracy nie tylko przez pryzmat liczby etatów, lecz także sposobu organizacji pracy. Unia nieprzypadkowo coraz mocniej akcentuje kwestie prawa do odłączenia, przejrzystości algorytmów czy komfortu psychicznego. To nie tylko kwestia społecznej wrażliwości. To próba zbudowania europejskiego modelu konkurencyjności innego niż azjatycki wyścig na intensywność pracy. Komisja Europejska akcentuje, że dobra praca nie sprowadza się do wynagrodzenia. Obejmuje także warunki jej wykonywania, ochronę socjalną, dostęp do szkoleń, perspektywę awansu i odporność pracownika na skutki transformacji technologicznej, klimatycznej oraz demograficznej. Trwają prace nad unijnym aktem w sprawie wysokiej jakości miejsc pracy. Ciekawe, co na to powiedzą pracodawcy.