Reklama

Moratorium na wycinkę lasów: między oczekiwaniem społecznym a prawem

Jeśli państwo chce wprowadzać czasowe zakazy lub ograniczenia pozyskania drewna na określonych obszarach, to trzeba to zrobić poprzez instrumenty planistyczne i ustawowe.
Las Kabacki w Warszawie

Las Kabacki w Warszawie

Foto: Adobe Stock

Słowo „moratorium” brzmi uspokajająco. Kojarzy się z rozsądną pauzą: „zatrzymajmy się na chwilę, sprawdźmy, co robimy, przeliczmy ryzyka, dajmy naturze odetchnąć”. W sprawach dotyczących ochrony środowiska taki gest może łatwo zyskać społeczną aprobatę, szczególnie wtedy, gdy część opinii publicznej wiąże gospodarkę leśną per se ze zbyt dużą presją ekonomiczną przy jednoczesnej stracie dla troski o przyrodę i rekreację.

Problem zaczyna się jednak tam, gdzie oczekiwanie „pauzy” spotyka się z pytaniem, czy państwo może wprowadzić ją dowolnie, a w szczególności bez zmiany ustawy, bez przejścia przez procedury planistyczne i bez precyzyjnego osadzenia w systemie kompetencji. Innymi słowy: czy nawet dobre intencje wystarczą, by czasowo „wyłączyć” elementy gospodarki leśnej na określonych terenach? I czy w polskim porządku prawnym istnieje instrument, który pozwala to zrobić w sposób skuteczny i wiążący?

W tym miejscu wchodzi temat tzw. moratorium na wycinkę lasów, ogłoszonego w 2024 r. przez ministra klimatu i środowiska poprzez szereg poleceń wydanych na przestrzeni kilku miesięcy. Moratorium, w sensie medialnym, miało dotyczyć wybranych, szczególnie wrażliwych obszarów leśnych. W sensie formalnym przyjęło postać poleceń wydawanych na podstawie ustawy o Radzie Ministrów, prowadzących do ograniczenia lub wstrzymania pozyskiwania drewna w enumeratywnie wskazanych lokalizacjach.

I tu warto postawić jasną granicę: spór o moratorium nie musi dotyczyć tego, czy lasy zasługują na ochronę. To temat w zasadzie bezdyskusyjny, ochrona lasów jest potrzebna, a konflikty wokół gospodarki leśnej pokazują, że państwo powinno umieć ważyć interesy przyrodnicze, społeczne i gospodarcze. Pytanie jest inne: czy wybrana metoda prawna była dopuszczalna w świetle przepisów prawa powszechnie obowiązującego?

„Wynalazek” praktyki

Pierwsza rzecz, która porządkuje dyskusję, jest prosta: polskie prawo nie zna „moratorium na wycinkę” jako klasycznej instytucji prawnej. Nie ma definicji legalnej, nie ma procedury, nie ma jasno opisanych skutków. Nie oznacza to, że państwo nie może czasowo ograniczać pozyskiwania drewna, szczególnie wówczas, gdy działa w sferze dominium, a więc w odniesieniu do lasów zarządzanych przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Jeśli państwo chce to robić, powinno korzystać z narzędzi przewidzianych prawem albo zmienić prawo tak, by takie narzędzie stworzyć.

Reklama
Reklama

W przypadku moratorium zastosowano rozwiązanie sui generis: zamiast nowelizacji ustawy lub przebudowy planów urządzenia lasu wprowadzono zakazy i ograniczenia poprzez polecenia kierowane w trybie ustawy o Radzie Ministrów. Formalnie wygląda to zatem jak instrument „kierownictwa” wewnątrz administracji. W praktyce – jak mechanizm, który istotnie wpływa na gospodarkę leśną, choć nie przechodzi przez typową ścieżkę legislacyjną.

Z jednej strony można powiedzieć: państwo musi działać szybko. Z drugiej – szybkość nie jest kategorią nadrzędną wobec legalności. W państwie prawa pytanie: „czy to działa?” jest zawsze poprzedzone pytaniem: „czy wolno?”. Już bowiem Kazimierz Wielki, król prawodawca, który wprowadził do polskiego porządku prawnego regulacje z zakresu ochrony środowiska, zwracał uwagę, by szybkość postępowania nie wzięła góry nad meritum: „Aczkolwiek w wielu rzeczach rączość chwalona bywa, wszakoż ta rączość w sądach a w rozprawieniu rzeczy roztropnie niegdy ma być powściągniona, gdyż sądzący potrzebno jest wszego się badać”.

Polecenie ministra

Kluczowy punkt sporu dotyczy podstawy prawnej: art. 34a ust. 1 ustawy o Radzie Ministrów. To przepis, który pozwala ministrowi wydawać wiążące wytyczne i polecenia podległym lub nadzorowanym jednostkom. Przepis ten nie może służyć jednak dowolnym celom, gdyż nie jest on zawieszony w systemowej próżni. Sens tego rozwiązania jest taki, że minister nie prowadzi własnej, autonomicznej polityki państwa w oderwaniu od rządu jako całości. Polecenie ma służyć dostosowaniu działania administracji do polityki ustalonej przez Radę Ministrów.

Jeśli potraktować ten warunek poważnie, pojawia się pytanie: jaka konkretnie polityka Rady Ministrów była w tym czasie „ustalona” w zakresie pozyskiwania drewna na obszarach wskazanych w moratorium? Czy istniał aktualny, skonkretyzowany kierunek rządowy, do którego polecenia ministra miały „dostrajać” działanie Lasów Państwowych?

W tym miejscu widać istotny problem: samo istnienie ogólnej wrażliwości ekologicznej czy deklaracji o ochronie terenów cennych społecznie nie jest jeszcze „polityką ustaloną” w rozumieniu ustawy. Polityka musi być realna, uchwytna, możliwa do wskazania jako punkt odniesienia. W przeciwnym razie polecenie ministra zaczyna działać jak instrument „samodzielnego sterowania”, a nie o to w tym przepisie przecież chodzi.

Czasem w dyskusji przywołuje się politykę leśną państwa z 1997 r. To ważny dokument, ale problem polega na tym, że po pierwsze w samych poleceniach moratoryjnych nie stanowił on wyraźnie wskazanej podstawy, a po drugie przez niemal trzy dekady nie został zaktualizowany w sposób odpowiadający tempu zmian cywilizacyjnych, klimatycznych i społecznych. Trudno więc traktować go jako świeży, operacyjny „kompas” dla tak doniosłej ingerencji w gospodarkę leśną w 2024 r. Jeżeli zatem polecenie miałoby być legalnym narzędziem realizacji polityki rządu, a jednocześnie brakuje uchwytnej, aktualnej polityki RM w tym zakresie, pojawia się poważna wątpliwość co do skuteczności i wiążącego charakteru poleceń.

Reklama
Reklama

Dyrektor czy nadleśniczy?

Drugi ważny problem jest bardziej technicznoprawny, ale w praktyce kluczowy. Polecenia kierowano do dyrektora generalnego Lasów Państwowych. Tymczasem ustawa o lasach rozdziela role i odpowiedzialność w sposób wyraźny: gospodarkę leśną w nadleśnictwie prowadzi samodzielnie nadleśniczy, na podstawie planu urządzenia lasu, i odpowiada za stan lasu.

To nie jest drobny szczegół organizacyjny. To konstrukcja ustawowa, która mówi: w terenie odpowiedzialny jest ten, kto ma kompetencję i ponosi konsekwencje. Nadleśniczy ma nie tylko „prawo”, ale i obowiązek działać zgodnie z planem urządzenia lasu, w tym organizować wykonanie zadań gospodarczych w lesie (wraz ze sprzedażą drewna). Jeżeli więc pojawia się polecenie, które w praktyce wstrzymuje lub ogranicza czynności gospodarki leśnej, powstaje pytanie: czy można je „przenieść” na poziom nadleśnictw, choć formalnie jest adresowane do innego podmiotu?

Rozciąganie skutków polecenia „w dół” struktury może wyglądać praktycznie, ale prawnie rodzi ryzyko obejścia ustawowej samodzielności nadleśniczego. A jeśli państwo chce ingerować w tak silnie ustawowo umocowany zakres zadań, powinno to robić w sposób jednoznaczny, najlepiej ustawowy, a nie przez pośrednie mechanizmy stosowane bez wyraźnej podstawy prawnej.

Plan urządzenia lasu

Trzeci filar wątpliwości dotyczy planów urządzenia lasu. To podstawowe dokumenty gospodarki leśnej: opisują stan lasu, wyznaczają cele, zadania i sposoby działania w perspektywie dziesięcioletniej. W tym sensie plan nie jest luźną rekomendacją, tylko rdzeniem systemu planowania w leśnictwie.

Ważne jest też to, że ustawodawca rozdzielił role: minister zatwierdza plan (czyli kształtuje założenia), natomiast nadleśniczy wykonuje gospodarkę na jego podstawie. Ten podział ma sens systemowy: nie zarządza się lasami wyłącznie poprzez doraźne decyzje, tylko poprzez planowanie, które ma integrować aspekty przyrodnicze i ekonomiczne.

Reklama
Reklama

Moratorium w praktyce wchodzi w tę konstrukcję „bokiem”: nie zmienia planu, ale ogranicza jego wykonanie. Taki manewr może być postrzegany jako obejście instrumentów planistycznych. Jeśli państwo uznaje, że dane obszary powinny być trwale lub czasowo wyłączone z pozyskania, naturalną drogą jest zmiana założeń planistycznych, a nie równoległe wstrzymywanie wykonania poleceniem.

Tu dochodzi jeszcze szerszy kontekst zasady planowości: polityki i plany w dziedzinach takich jak leśnictwo powinny uwzględniać ochronę środowiska i zrównoważony rozwój. To kolejny argument, że doraźne „zatrzymanie” gospodarki leśnej bez przejścia przez planowanie słabo pasuje do logiki systemu.

Zrównoważona gospodarka

W publicznym sporze o lasy często spotykają się dwa języki. Pierwszy mówi: „las to przede wszystkim przyroda, rekreacja, zdrowie”. Drugi odpowiada: „las to także drewno, surowiec, miejsca pracy, finanse”. Ustawa o lasach próbuje te języki pogodzić, konstruując model trwale zrównoważonej gospodarki leśnej. To nie jest model „albo-albo”. Ustawa wymienia cele ochronne, ale jednocześnie wprost mówi o produkcji drewna na zasadach racjonalnej gospodarki. Zrównoważenie polega więc na integrowaniu funkcji, a nie na eliminowaniu jednej z nich. Moratorium, jeśli rozumieć je jako faktyczne wstrzymanie lub istotne ograniczenie pozyskania drewna na znacznych obszarach, może być postrzegane jako odejście od integracji w stronę selektywnego wyboru tylko jednego zestawu celów. To byłoby możliwe, ale wymagałoby decyzji ustawodawcy: zmiany normy, a nie „przestawienia akcentów” poleceniem. W tej perspektywie zarzut wobec moratorium nie brzmi: „nie wolno chronić lasów”. Brzmi: „nie wolno zmieniać ustawowego modelu gospodarki leśnej instrumentem, który nie został do tego przewidziany”.

Pieniądze nie są wstydliwe

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym łatwo mówić emocjonalnie: finanse. W debacie publicznej argument ekonomiczny bywa traktowany jako „wytrych” przeciw ochronie środowiska. Tymczasem w przypadku Lasów Państwowych ekonomia jest elementem konstrukcji ustawowej. Lasy Państwowe działają na zasadzie samodzielności finansowej, a więc pokrywają koszty działalności z własnych przychodów, a podstawowym źródłem tych przychodów jest gospodarka drewnem.

Jeśli więc moratorium ogranicza pozyskanie drewna lub wymusza mniej efektywne metody pozyskania, skutki finansowe nie są „uboczne”, tylko uderzają w ustawowy mechanizm funkcjonowania LP. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do większego uzależnienia od dotacji celowych z budżetu państwa. A to z kolei zmienia ciężar odpowiedzialności: jeśli państwo ogranicza podstawowe źródło przychodów instytucji zobowiązanej do samofinansowania, powinno liczyć się z konsekwencją systemową.

Reklama
Reklama

Warto też zauważyć, że „ograniczenie” nie zawsze oznacza pełny zakaz. Czasem oznacza zmianę technologii pozyskania, np. przejście na rozwiązania bardziej pracochłonne. A to może zwiększać koszty jednostkowe, spowalniać prace, zmniejszać wpływy ze sprzedaży. Nawet jeśli ktoś uzna, że społecznie czy środowiskowo jest to pożądane, nadal pozostaje pytanie: czy wolno to wprowadzić poleceniem, bez zmiany planu urządzenia lasu, bez decyzji ustawodawcy i bez jasnego umocowania w polityce RM.

Chodzi o państwo prawa

Najuczciwiej powiedzieć tak: moratorium jest odpowiedzią na realne napięcia społeczne wokół lasów. Takie napięcia istnieją, a państwo ma obowiązek je rozwiązywać. Jednak sposób rozwiązania ma znaczenie.

Jeżeli instrument prawny jest wadliwy, bo nie mieści się w przesłankach ustawy o Radzie Ministrów, bo omija system planowania, bo rozmywa ustawowe role w Lasach Państwowych i ingeruje w model trwale zrównoważonej gospodarki leśnej, to nawet szczytny cel nie sanuje metody. W przeciwnym razie przyzwyczajamy się do logiki, w której „da się” robić rzeczy ważne społecznie, ale poza prawem albo na jego granicy. A to w dłuższym horyzoncie zawsze obraca się przeciwko wszystkim stronom sporu.

Jeśli państwo chce wprowadzać czasowe zakazy lub ograniczenia pozyskania drewna na określonych obszarach, najbezpieczniejsza droga jest bardziej „nudna”, ale stabilna: trzeba to zrobić poprzez instrumenty planistyczne i ustawowe. Zaktualizować politykę leśną państwa, jasno określić cele, procedury i kryteria. Zmienić plany urządzenia lasu tam, gdzie to konieczne. Zbudować mechanizmy kompensacyjne, jeśli ograniczenia mają uderzać w finansowanie LP. I dopiero wtedy wprowadzać ograniczenia, które będą nie tylko popularne, ale też odporne na zarzuty o nieskuteczność i pozaprawność.

Moratorium, jako hasło, może brzmieć rozsądnie. Ale państwo nie może działać hasłami. Musi działać prawem. I w tym sensie najważniejsza lekcja z dyskusji o moratorium jest prosta: ochrona lasów potrzebuje nie tylko woli politycznej, lecz także dobrze dobranych narzędzi. Bo w przeciwnym razie nawet najlepszy cel staje się prowizorką, a prowizorka, zwłaszcza w administracji, ma nieprzyjemną tendencję do tego, by zostawać z nami na długo.

Reklama
Reklama

autor: Jakub Pokoj, radca prawny, Aventum Kancelaria Prawna Radców Prawnych i Adwokatów Malik, Pokoj i partnerzy sp.p.

Nawigator prawny Poradnik
Kto podlega zgłoszeniu do CRBR
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Nowoczesne finanse, decyzje finansowe w świecie algorytmów – jak zachować kontrolę
Nawigator prawny Poradnik
Dyktatura większości? Art. 20 k.s.h. jako tarcza przed wrogim rozwodnieniem kapitału
Nawigator prawny Poradnik
Ochrona środowiska: granica i kierunek rozwoju przedsiębiorczości
Nawigator prawny Poradnik
Jednolity Sąd Patentowy: pierwsze doświadczenia procesowe i najnowsze zmiany
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama