Słowo „moratorium” brzmi uspokajająco. Kojarzy się z rozsądną pauzą: „zatrzymajmy się na chwilę, sprawdźmy, co robimy, przeliczmy ryzyka, dajmy naturze odetchnąć”. W sprawach dotyczących ochrony środowiska taki gest może łatwo zyskać społeczną aprobatę, szczególnie wtedy, gdy część opinii publicznej wiąże gospodarkę leśną per se ze zbyt dużą presją ekonomiczną przy jednoczesnej stracie dla troski o przyrodę i rekreację.
Problem zaczyna się jednak tam, gdzie oczekiwanie „pauzy” spotyka się z pytaniem, czy państwo może wprowadzić ją dowolnie, a w szczególności bez zmiany ustawy, bez przejścia przez procedury planistyczne i bez precyzyjnego osadzenia w systemie kompetencji. Innymi słowy: czy nawet dobre intencje wystarczą, by czasowo „wyłączyć” elementy gospodarki leśnej na określonych terenach? I czy w polskim porządku prawnym istnieje instrument, który pozwala to zrobić w sposób skuteczny i wiążący?
W tym miejscu wchodzi temat tzw. moratorium na wycinkę lasów, ogłoszonego w 2024 r. przez ministra klimatu i środowiska poprzez szereg poleceń wydanych na przestrzeni kilku miesięcy. Moratorium, w sensie medialnym, miało dotyczyć wybranych, szczególnie wrażliwych obszarów leśnych. W sensie formalnym przyjęło postać poleceń wydawanych na podstawie ustawy o Radzie Ministrów, prowadzących do ograniczenia lub wstrzymania pozyskiwania drewna w enumeratywnie wskazanych lokalizacjach.
I tu warto postawić jasną granicę: spór o moratorium nie musi dotyczyć tego, czy lasy zasługują na ochronę. To temat w zasadzie bezdyskusyjny, ochrona lasów jest potrzebna, a konflikty wokół gospodarki leśnej pokazują, że państwo powinno umieć ważyć interesy przyrodnicze, społeczne i gospodarcze. Pytanie jest inne: czy wybrana metoda prawna była dopuszczalna w świetle przepisów prawa powszechnie obowiązującego?
„Wynalazek” praktyki
Pierwsza rzecz, która porządkuje dyskusję, jest prosta: polskie prawo nie zna „moratorium na wycinkę” jako klasycznej instytucji prawnej. Nie ma definicji legalnej, nie ma procedury, nie ma jasno opisanych skutków. Nie oznacza to, że państwo nie może czasowo ograniczać pozyskiwania drewna, szczególnie wówczas, gdy działa w sferze dominium, a więc w odniesieniu do lasów zarządzanych przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Jeśli państwo chce to robić, powinno korzystać z narzędzi przewidzianych prawem albo zmienić prawo tak, by takie narzędzie stworzyć.