Wysokość spora. 3750m npm to już całkiem spore wyzwanie. Tlenu brakuje w płucach, zapalniczka nie chce się zapalać. Bez aklimatyzacji bywa nieprzyjemnie, a nawet niebezpiecznie. Słońce pali solidnie, ale wokół w kotlinkach spore zaspy śnieżne. Nie jesteśmy na Tourgat pierwszy raz, to wiemy, że chińskiej granicy nie pokonuje się w pięć minut. Tym bardziej własnymi samochodami.
Wpierw trzeba swoje odstać przed bramą pilnowaną przez wojsko. Na naszego przewodnika czekaliśmy 3 godziny. Był czas na zjedzenie arbuzów i melonów, których przez granicę przewozić nie wolno. Obserwował nas nie tylko pan żołnierz, ale również kilka zdalnie sterowanych kamer. W końcu pozwolono nam wjechać.