Drobna elektronika użytkowa od dawna jest narzędziem wyłudzeń VAT. Nic zatem dziwnego, że policja i służby skarbowe chcą złapać oszustów, którzy handlują telefonami, tabletami czy konsolami do gier i znikają, nie rozliczywszy podatku.
Według danych Ministerstwa Finansów na koniec pierwszego kwartału 2015 r. prowadzono aż 627 postępowań kontrolnych u dystrybutorów elektroniki. MF szacuje, że pozwolą odzyskać ok. 4 mld zł niezapłaconego podatku.
Niestety, jak relacjonują przedstawiciele kontrolowanych, fiskus nie zawsze kieruje swój oręż przeciwko prawdziwym oszustom. Dostaje się firmom uczciwym, nawet notowanym na giełdzie, dla których dobra reputacja jest priorytetem. W wielu przypadkach kontrolerzy twierdzą, że do transakcji w ogóle nie dochodziło (a fikcyjne transakcje to powód do odmowy zwrotu podatku). – Kupowałem telefony od sprawdzonego kontrahenta, legalnie działającego na rynku od 20 lat, robiłem zdjęcia każdej partii towaru, a nawet kierowcom go dowożącym. Ale kontrolerzy ignorują te dowody i dalej twierdzą, że transakcje były fikcyjne – mówi zastrzegający anonimowość właściciel małej firmy dystrybucyjnej.
Inna firma – już większa – usłyszała zarzut, że kupowała iPhone'y poniżej hurtowych cen rynkowych.
– Przedstawiliśmy kontrolerom oferty autoryzowanych dystrybutorów firmy Apple, ale pominęli te dowody – mówi jej szef.