Rz: Czy nowe przepisy prawa budowlanego mogą się stać dla samorządów pretekstem do sięgania do kieszeni podatnika?
Michał Nielepkowicz: Jest takie ryzyko. Zmiana definicji obiektu budowlanego może przynieść więcej skutków, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Za obiekt budowlany można będzie uznać w szczególności budynek wraz z instalacjami niezbędnymi do jego funkcjonowania. Tym samym niektóre instalacje, które nie są niezbędne do użytkowania budynku jako takiego, organy podatkowe mogą próbować potraktować jako osobne budowle i obłożyć podatkiem. Dziś praktyka i orzecznictwo sądów wskazują, że takie instalacje, ale też maszyny czy urządzenia w budynku, nie podlegają osobnemu opodatkowaniu jako odrębne budowle.
O jakie pieniądze może tu chodzić?
Czasem o bardzo duże. Budowle podlegają podatkowi o stawce do 2 proc. ich wartości początkowej. Dwuprocentowy podatek od nowoczesnych linii technologicznych, kotłów czy specjalistycznych zbiorników wartych dziesiątki, jeśli nie setki, milionów złotych też może iść w miliony. Co więcej – taki podatek trzeba płacić co roku. Na szczęście w nowej definicji jest zastrzeżenie, że budowla ma być wzniesiona z użyciem materiałów budowlanych, więc nie wszystkie obiekty w budynku będą podlegały temu podatkowi.
Jak się obronić przed profiskalną interpretacją nowych przepisów?