Może się okazać, że wojna wydana oszustom na rynku elektroniki będzie nieskuteczna. Wprawdzie odwrócony VAT jest rozwiązaniem już sprawdzonym, np. na rynku stali, ale może się okazać, że wersja tych przepisów dla laptopów czy tabletów przyniesie więcej szkody niż pożytku.
Opracowany w Ministerstwie Finansów projekt zakłada, że w handlu artykułami elektronicznymi obowiązany do naliczania VAT ma być nabywca towaru. Uczyniono jednak wyjątek dla „jednolitych gospodarczo transakcji", których wartość nie przekracza 20 tys. zł. Innymi słowy, sprzedaż na mniejsze kwoty będzie podlegała zwykłym zasadom. Jeśli jednak ktoś kupi w supermarkecie trzy lub cztery laptopy jednocześnie, wyda na to ponad 20 tys. zł i poprosi o fakturę na firmę będącą podatnikiem VAT – będzie mógł zrobić zakup po cenie netto. – Stworzy to olbrzymią pokusę deklarowania zakupu jako robionego w imieniu podmiotu gospodarczego, być może nieistniejącego – zauważa Tomasz Grunwald, doradca podatkowy i partner w KPMG.
W takiej sytuacji budżet straci, bo taki nabywca może się okazać oszustem, który nie prowadzi biznesu. Zapewne nie rozliczy on odwróconego VAT, co powinien zrobić jako prowadzący biznes.
– Taki proceder może być masowy. Przecież kasjerzy w sklepach nie sprawdzą statusu firmy, danych osobowych nabywcy, jego upoważnienia do nabywania takich właśnie produktów w imieniu firmy, a do tego ewidencji działalności gospodarczej – ostrzega Tomasz Grunwald.
Kasjerzy w sklepie z elektroniką nie mogą sprawdzić, czy nabywca jest podatnikiem VAT