Przekonała się o tym Joanna Z., która odziedziczyła po swoim ojcu Włodzimierzu nieźle prosperujące przedsiębiorstwo produkujące wyroby z gumy. Formalnie ojciec sam prowadził działalność gospodarczą, ale w rzeczywistości miał cichego wspólnika – Bernarda C. Przed laty panowie postanowili założyć własną firmę, bo nadarzyła się okazja, by nieźle zarobić. Ponieważ na załatwienie formalności mieli tylko jeden dzień, zdecydowali, że Włodzimierz Z. poszerzy zakres działalności gospodarczej, którą miał już wcześniej zarejestrowaną. Złożyli się po 5 tys. zł, kupili maszyny i formy do wyrobów gumowych. A że od razu mieli zapewniony zbyt na swoje towary, interes szybko się rozkręcał. Część zysków była inwestowana w nowe maszyny. Firma zatrudniła też dwóch pracowników.