Zgodnie z art. 1 konwencji stosuje się ją do umów o zarobkowy przewóz drogowy pojazdami, niezależnie od miejsca zamieszkania i przynależności państwowej stron, jeżeli miejsce przyjęcia przesyłki do przewozu i miejsce przewidziane dla jej dostawy znajdują się w dwóch różnych krajach, z których przynajmniej jeden jest krajem umawiającym się. A ponieważ konwencję przyjęły niemal wszystkie kraje europejskie, a także niektóre państwa Bliskiego Wschodu (np. Syria, Iran, Jordania), Azji (np. Mongolia) i Afryki (Maroko, Tunezja), w polskich warunkach znajduje ona bardzo często zastosowanie.
Przepisy konwencji przewidują pewną fikcję prawną. Chodzi o sytuację, gdy przewoźnik nie realizuje umowy w terminie, opóźniając dostawę towaru. Mowa o tym w art. 20, zgodnie z którym osoba uprawniona może, bez żadnych dodatkowych dowodów, uważać ładunek za zaginiony, jeżeli nie został on dostarczony w ciągu 30 dni od daty umówionej dostawy, a jeżeli strony nie wskazały takiego terminu, w ciągu ?60 dni od dnia przyjęcia towaru przez przewoźnika.
Warto pamiętać, że osobą uprawnioną, o której mówi ten przepis, może być także osoba (przedsiębiorca) wskazana jako odbiorca towaru, choćby nigdy nie podpisywała umowy z przewoźnikiem i w ogóle nie była stroną umowy o przewóz. Może tak być, gdy tzw. gestia transportowa, czyli prawo i obowiązek zorganizowania transportu, spoczywała na kontrahencie z innego kraju. I to on negocjował i podpisał umowę o przewóz. I chociaż faktycznie odbiorca nie jest stroną takiej umowy, to i tak jest uprawniony do składania reklamacji do przewoźnika. Takie uprawnienie wynika właśnie z konwencji.
Wracając do wspomnianej fikcji, na czym może ona polegać? Chodzi o to, że jeśli przewoźnik po wskazanym terminie (odpowiednio 30 lub 60 dni) dostarczy towar do odbiorcy, ten ma prawo zadecydować, czy przyjmie ładunek i ewentualnie będzie żądał odszkodowania za opóźnienie, czy też towaru nie przyjmie i będzie żądał wypłaty odszkodowania jak za zaginiony ładunek. I to jest specyfika tej regulacji. Może być tak, że przed odbiorcą stoi fizycznie zamówiony przez niego kontener z towarem, a on go nie przyjmuje. Traktuje go tak, jakby nigdy do niego nie dotarł, i ma prawo żądać wypłaty odszkodowania za całkowite zaginięcie towaru.
Ciekawy przykład zastosowania tego przepisu podaje Andrzej Sikorski w książce „Transport i spedycja międzynarodowa w handlu zagranicznym". Opisuje on, jak przewoźnik dostarczył do odbiorcy w Londynie kiosk do zabudowy na targi handlowe po 35 dniach od umówionego terminu. Targi już dawno się skończyły, a więc dostarczony ładunek nie mógł już służyć odbiorcy do celu, do jakiego został kupiony. Odbiorca skorzystał z art. 20 konwencji i zażądał zapłaty za utracony towar, chociaż ten stał przed nim. Przewoźnik nie miał wyjścia i musiał zapłacić odszkodowanie.