Od dwóch lat spółka z o.o. stara się o pozwolenie na budowę hotelu z garażem podziemnym. Sprawa się ślimaczy i końca jej nie widać. Po raz pierwszy z wnioskiem o jego wydanie wystąpiła do prezydenta miasta w lutym 2011 r. Pozwolenie otrzymała po miesiącu, ale zostało ono zaskarżone do wojewody. Ten je zaś uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Historia się powtórzyła. Prezydent wydał pozwolenie a wojewoda je znowu uchylił. Tak było w sumie trzy razy.
Błędne koło
Swoją drugą odmowę wojewoda uzasadnił tym, że doszło do naruszenia art. 10 § 1 i art. 40 § 2 kodeksu postępowania administracyjnego. Nie doręczono bowiem decyzji w sprawie pozwolenia pełnomocnikowi uczestnika postępowania. Ponadto strony postępowania nie miały możliwości zapoznania się z aktami sprawy oraz nie mogły zająć stanowiska. Sprawa wróciła do punktu wyjścia, czyli ponownie do prezydenta miasta.
Tym razem jednak nałożył on na inwestora obowiązek usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości, m.in. wezwał go do doprowadzenia projektu budowlanego do zgodności z obowiązującym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego w terminie 14 dni od daty doręczenia tego postanowienia (art. 35 ust. 3 prawa budowlanego).
Okazało się bowiem, że tymczasem uchwalono plan. Oznaczało to, że uzyskane wcześniej przez inwestora warunki zabudowy straciły rację bytu.
Prezydent odmówił następnie zatwierdzenia projektu budowlanego i wydania pozwolenia na budowę z uwagi na niewykonanie obowiązku nałożonego postanowieniem i niedostosowanie projektu budowlanego do obowiązującego od 24 listopada 2011 r. na terenie inwestycyjnym miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.