– Wraz z pierwszą transzą deregulacyjną ma zniknąć licencja dla zawodu pośrednika w obrocie nieruchomościami. Deregulacja spowoduje zatem, że pośredniczeniem w transakcjach na rynku nieruchomości będzie mógł się zająć praktycznie każdy – mówi Marcin Jańczuk, dyrektor w sieciowej agencji Metrohouse & Partnerzy, licencjonowany pośrednik w obrocie nieruchomościami.
Taka swoboda działalności gospodarczej ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników.
Przeciwnicy deregulacji twierdzą, że likwidacja licencji zawodu pośrednika spowoduje narażenie klientów na szkody w związku z korzystaniem z usług biur nieruchomości, które powstaną po uwolnieniu zawodu. Podnoszone są głosy o znaczącym obniżeniu jakości usług jako następstwie braku przygotowania merytorycznego osób zajmujących się pośrednictwem.
Zwolennicy deregulacji dowodzą jednak, że dzięki zniesieniu licencji zniknie bariera przy uruchamianiu biur przez osoby zainteresowane pracą w branży, które do tej pory nie posiadały licencji pośrednika. Dziś bowiem właściciel agencji musi zatrudnić pośrednika, który będzie sprawował nadzór nad transakcjami i będzie za nie odpowiedzialny zawodowo. To z kolei podnosi koszty prowadzenia biura.
Dla kogo to zawód
Czy warto zatem przystąpić do sieci, czy pracować jako pośrednik na własny rachunek? Krzysztof Oppenheim, właściciel firmy Oppenheim Enterprise i Nieruchomości Boża Krówka, uważa, że zdecydowanie lepiej zacząć działać w jakiejś strukturze niż samemu.