Nietrudno zauważyć, że stan dróg wpływa na rozwój kraju. Paradoksalnie, im mniej dróg i są w gorszym stanie tym ubezpieczenia transportowe są bardziej potrzebne. Wszystko z prostego powodu – złe drogi to więcej zagubionych przesyłek, zniszczonych w transporcie towarów i opóźnień w ich dostawie. Tego rodzaju przypadki objęte są dość rygorystycznie ukształtowaną odpowiedzialnością cywilną przewoźnika.
Zaś ubezpieczenie tej odpowiedzialności jest podstawowym warunkiem zlecenia mu przewozu. Posiadanie odpowiedniej polisy ubezpieczeniowej jest swego rodzaju przepustką do wykonywania działalności przewozowej. O taką polisę spyta każdy przedsiębiorca, gdy ma zamiar zlecić jakikolwiek transport podmiotowi obcemu. Jednak, co ważne, ochrona uzyskiwana w ramach polisy OC przewoźnika jest kształtowana nie tylko przez ogólne warunki umowy, lecz również przez akty prawne takie jak: ustawa prawo przewozowe, konwencja CMR czy kodeks cywilny.
Różne przepisy
Istotna trudność polega na tym, że w zależności od fazy wykonywania przewozu zastosowanie znajdą różne przepisy prawa, co gorsza nie zawsze można mieć pewność które. I tak w fazie załadunku trzeba opierać się na odpowiedzialności z tytułu niewykonania umowy (czy wykonania nienależytego), podczas transportu przewoźnik odpowiada z tytułu ryzyka utraty, ubytku czy uszkodzenia rzeczy.
Natomiast podczas rozładunku znajdzie zastosowanie deliktowa odpowiedzialność oparta o winę. Te zmiany systemów odpowiedzialności nie wynikają z niekonsekwencji ustawodawcy. Ich przyczyną jest wysoce złożona konstrukcja umowy przewozu. Otóż umowę tę zawiera nadawca przesyłki, zaś zwykle problemy z nią związane (braki ilościowe, utrata, spóźnienie), należą już do odbiorcy, który stroną nie jest. Nic dziwnego, że przewoźnik wykorzystując częsty brak bezpośredniego kontaktu nadawcy z odbiorcą stara się przerzucić własną odpowiedzialność na jednego z nich.
Przykład