[b]Pracowałam w salonie operatora telefonii komórkowej, ale z powodu atmosfery w pracy musiałam się zwolnić (leczyłam się później u neurologa i brałam leki). Zatrudniłam się ostatnio w innej spółce należącej do tej samej grupy kapitałowej. Umowa miała być na czas próbny. Przed jej podpisaniem kierowniczka z poprzedniej pracy wysłała do kadr e-mail, w którym podała, że zostałam zwolniona dyscyplinarnie, pod żadnym pozorem więc nie powinnam być zatrudniona w spółce należącej do tej samej grupy kapitałowej. Zamiast trzymiesięcznej umowy na okres próbny zaproponowano mi więc umowę na miesiąc i obawiam się, że stracę tę nową pracę. Co mogę zrobić, żeby uniknąć tego w przyszłości?[/b] – pyta czytelniczka.
Najprostszym sposobem potwierdzenia, czy informacja podana przez byłego pracodawcę jest prawdziwa, jest analiza świadectwa pracy. Musi ono bowiem zawierać dane o podstawie prawnej rozwiązania dotychczasowej umowy. Jeśli więc nigdy nie otrzymała pani z poprzedniej firmy oświadczenia, że jest zwalniana dyscyplinarnie, tylko odeszła z niej sama, kończąc zatrudnienie (wypowiadając umowę), to wynika z tego, że dawna przełożona skłamała.
[b]W tej sytuacji są dwie drogi postępowania. Pierwsza: nic nie robić i szukać zatrudnienia gdzie indziej. Druga przewiduje wniesienie przeciwko poprzedniej firmie sprawy o odszkodowanie.[/b]
Pierwszy scenariusz to najprostsze rozwiązanie. W takiej sytuacji zachodzi jednak ryzyko, że następny pracodawca, do którego złoży pani aplikację, zwróci się do tej firmy z prośbą o referencje i jeszcze raz dostanie stamtąd nieprawdziwe informacje.
Drugie rozwiązanie wymaga większej aktywności. Na początku warto się zwrócić do nowego pracodawcy, skorygować nieprawdziwe informacje o zwolnieniu dyscyplinarnym i zapytać, czy właśnie te nieprawdziwe informacje są podstawą decyzji o skróceniu zawieranej z panią umowy na okres próbny. Takie pismo powinno bowiem skłonić firmę, w której szuka pani zatrudnienia, do reakcji, w tym wytłumaczenia decyzji o odmowie dalszej współpracy.