T.H. nie miał racji, co orzekł sąd rejestrowy na wniosek większościowych wspólników. Jednak prawomocne orzeczenie tego sądu zapadło dopiero po ośmiu miesiącach, kiedy nie miało już żadnego znaczenia.Wspólnicy nie mogli bez zgody T.H. odwołać go z zarządu, uniemożliwiała to umowa spółki. Skorzystali więc z innych środków przewidzianych w k.s. h.: zaskarżyli do sądu sfałszowaną uchwałę powołującą T.H. do zarządu na następną kadencję oraz złożyli pozew o wyłączenie go ze spółki.Sądy przystąpiły do rozpatrywania tych spraw we właściwym dla nich tempie. Tymczasem spółka nadal pozostawała pod kontrolą T. H., który zacierał ślady swojej działalności.
Popełnił jednak bardzo powszechny w podobnych sytuacjach błąd: spółka przestała płacić wspólnikom za dostarczone przez nich towary. Umożliwiło to im złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Sąd ogłosił upadłość firmy, uwzględniając również, że na skutek wyprowadzenia przez T.H. kilku milionów złotych zobowiązania spółki przekroczyły wartość jej majątku.W konsekwencji T.H. utracił dostęp do spółki, w której pojawił się syndyk, a wspólnicy uzyskali dostęp do informacji o firmie na takich samych zasadach jak wszyscy wierzyciele w postępowaniu upadłościowym.Sąd upadłościowy orzekł zakaz opuszczania kraju przez T.H.. Prokuratura wszczęła postępowania karne. Syndyk wytoczył przeciwko niemu jako prezesowi zarządu wiele powództw, między innymi o zwrot wyprowadzonych pieniędzy.
[srodtytul]Kilka uogólnień[/srodtytul]
Postępowania przeciwko T. H. jeszcze trwają. Jednak już teraz można pokusić się o kilka uogólnień. Przede wszystkim środki prawne przewidziane w k.s.h. na wypadek konfliktu wspólników są mało skuteczne. Procedury są długotrwałe, a wspólnik (nawet mniejszościowy), pod którego faktyczną kontrolą znajduje się spółka, wyrządza jej dalsze szkody. Dlatego w podobnych sprawach często najlepszym wyjściem jest złożenie wniosku o upadłość. Sądy upadłościowe orzekają szybko i często jeszcze przed rozpatrzeniem wniosku zabezpieczają majątek spółki przez ustanowienie tymczasowego nadzorcy sądowego lub zarządcy przymusowego. Możliwość wyrządzania spółce dalszych szkód zostaje więc ograniczona. Ogłoszenie upadłości jest wprawdzie ciosem dla biznesu firmy. Należy jednak pamiętać, że biznes doznaje najczęściej poważnych szkód już wcześniej – podczas ostrego konfliktu między wspólnikami. Ponadto nasze doświadczenie nauczyło nas, że biznes można uratować nawet w wypadku upadłości spółki.
Truizmem jest stwierdzenie, że wspólnicy powinni interesować się sytuacją w spółce. Ale musimy je tu powtórzyć. Gdyby wspólnicy T. H. wcześniej poprosili go o wyjaśnienia, szkody byłyby zapewne mniejsze. Ponadto, naszym zdaniem, rozważenia wymaga usunięcie z k.s.h. art. 212 § 2, który pozwala zarządowi ograniczać wspólnikom dostęp do informacji o spółce. Przepis ten ma na celu chronienie firmy przed nadużyciami. Z naszego doświadczenia wynika jednak, iż w praktyce art. 212 § 2 k.s.h. jest najczęściej wykorzystywany w walkach między wspólnikami. Natomiast ewentualne nadużycia prawa do informacji mogą być przecież zwalczane w drodze roszczeń odszkodowawczych.
Niepokojący jest jeszcze jeden wniosek płynący z tej historii. Otóż gdyby spółka znajdowała się w dobrej kondycji finansowej i nie byłoby podstaw do ogłoszenia upadłości, szybkie i skuteczne usunięcie zarządu z firmy byłoby nadzwyczaj trudne. Dokonujący nadużyć finansowych prezes mógłby więc działać jeszcze przez wiele miesięcy, zanim udałoby się wymusić zmianę udziałowców spółki (np. poprzez wyłączenie wspólnika) i doprowadzić do zmian w zarządzie. Być może ten i podobne przykłady powinny skłonić ustawodawcę do wprowadzenia skuteczniejszych mechanizmów ochrony wspólników przed działaniami nieuczciwych zarządców. Dopóki jednak takich mechanizmów nie ma, trzeba próbować je tworzyć na etapie konstruowania umowy spółki.