– Europejski standard równego traktowania kobiet i mężczyzn w miejscu pracy z trudem toruje sobie drogę w firmach w Polsce. Wynika to przede wszystkim z tradycyjnego myślenia o kobietach i mężczyznach jako pracownikach oraz braku wiedzy i nieznajomości przepisów obowiązujących po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej – mówi Ewa Lisowska ze Szkoły Głównej Handlowej.
Właśnie zakończyła się druga edycja organizowanego przez PKPP Lewiatan konkursu „Firma równych szans”. Był on okazją do przebadania 100 firm i 7447 pracowników pod względem przestrzegania zasady równości kobiet i mężczyzn w miejscu pracy.
Z badań wynika, że dyskryminacja ze względu na płeć zaczyna się już na etapie przyjmowania do pracy. Firmy wciąż naruszają zasadę równego traktowania treścią ogłoszeń prasowych dotyczących rekrutacji. Z przeanalizowanych ponad 130 ogłoszeń jedynie w dziewięciu treść nie dyskryminowała żadnej płci. Najczęstsze nieprawidłowości to używanie do określenia stanowisk pracy nazw męskoosobowych. Wynika to z tego, że bardzo silnie rozwinięty i utrwalony jest podział na zawody męskie i kobiece.
– Gdy pracodawcy szukają ludzi do prac sfeminizowanych, nie mają problemów z używaniem nazw laborantka, pielęgniarka – mówi Ewa Lisowska.
Problemem są wciąż zadawane paniom pytania o rodzinę, plany macierzyńskie czy dyspozycyjność. Z badań wynika, że takich pytań praktycznie nie słyszą mężczyźni w czasie rozmowy rekrutacyjnej.