W Polsce Ludowej były tzw. pasem transmisyjnym. Dzisiaj to określenie wydaje się obraźliwe czy wręcz obrzydliwe, ale wtedy doktryna głosiła je bez żenady. Potem stały się zarzewiem i oparciem rewolucji, zgodnie z teorią Jacka Kuronia, że rewolucję w krajach dyktatury proletariatu może zrobić tylko proletariat.
Później przyszedł kapitalizm i związki, jak każdy rewolucjonista, miały ogromny problem z zabraniem się do codziennej, raczej nudnej i niewdzięcznej roboty. To dało skutek w postaci dramatycznego upośledzenia ruchu związkowego i w ogóle roli przedstawicielstwa pracowniczego w Polsce, nie tylko w porównaniu z krajami o wieloletniej tradycji związkowej, ale także z innymi, bliższymi nam poziomem rozwoju.
Związki są obecne głównie w wielkich i słabo stojących firmach państwowych. Ich strategia w dużej mierze polega tam na wyduszaniu pieniędzy z budżetu, ostatecznie prowadząc, jak w wielu tego rodzaju przypadkach, do faktycznej, choć skrzętnie ukrywanej, upadłości tych firm. Są także obecne, na zasadzie pakietów socjalnych, w państwowych firmach przejętych przez prywatnych właścicieli. Tam ich rola ściśle wiąże się z pakietem i z czasem będzie marginalizowana.
W zdecydowanej większości nowych, nawet bardzo dużych firm, po prostu nie ma tych organizacji. Prezesi i HR-owcy odnoszą się do tego z nieskrywaną ulgą.
Czy jest miejsce na inne, nowe związki i czy pracodawcy mogliby z nich mieć pożytek? W ostatnich latach w dużych firmach pojawiają się związki w oczywisty sposób inspirowane przez wielkie, europejskie centrale związkowe, np. Uniglobal. To bardzo zamożne i sprawne organizacje o zinstytucjonalizowanej pozycji. Wiele unijnych aktów prawa pracy – co jest zupełnym wyjątkiem na tle innych legislacji – ma charakter porozumień wielostronnych z udziałem organizacji pracodawców i pracowników. Te organizacje, które – według własnej oceny – osiągnęły maksimum rozwoju w krajach bogatego Zachodu poszukują kierunków dalszej ekspansji. Wynika to z natury takich organizacji, które działają podobnie jak firmy w biznesie (albo jest zwijanie biznesu, albo rozwijanie, nigdy stagnacja). Stąd i w tym przypadku inspiracja pochodzi z zewnątrz i nie jest wynikiem organizowania naturalnie wyłaniających się potrzeb społecznych polskich pracowników.